<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Selfmastery.pl</title>
	<atom:link href="https://selfmastery.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://selfmastery.pl</link>
	<description>Life Coaching &#124; Narzędzia do samodzielnego i zaawansowanego rozwoju osobistego</description>
	<lastBuildDate>Tue, 26 Nov 2024 08:31:49 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>
	<item>
		<title>Dlaczego Ego Nie Jest Twoim Wrogiem</title>
		<link>https://selfmastery.pl/dlaczego-ego-nie-jest-twoim-wrogiem/</link>
					<comments>https://selfmastery.pl/dlaczego-ego-nie-jest-twoim-wrogiem/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 29 Oct 2024 11:36:29 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[video]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://selfmastery.pl/?p=5446</guid>

					<description><![CDATA[Cześć, jestem Magda z Selfmastery.pl, w dzisiejszym filmie &#8211; mało typowe i zupełnie inne od tego, co zwykle słyszymy, podejście do tematu ego. Rozumienie Ego Jest wiele definicji i sposobów<span class="excerpt-hellip"> […]</span>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Cześć, jestem Magda z Selfmastery.pl, w dzisiejszym filmie &#8211; mało typowe i zupełnie inne od tego, co zwykle słyszymy, podejście do tematu ego.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Rozumienie Ego</strong></h3>



<p>Jest wiele definicji i sposobów rozumienia ego w zależności od tego czy podejdziemy do tematu od strony czysto psychologicznej czy bardziej duchowej. Ego można rozumieć, na przykład, jako naszą indywidualną tożsamość. Część naszej osobowości, którą nazywamy ‘ja’ i która jest w kontakcie ze światem zewnętrznym. Można też myśleć o nim jak o mediatorze, którzy zarządza konfliktami pomiędzy naszymi instynktami i sumieniem. W sensie duchowym, ego można zdefiniować jako umysł przepełniony przeszłością, a konkretnie -jakimiś przekonaniami, schematami, doświadczeniami i ideami, które są filtrem nakładanym na chwilę obecną i na rzeczywistość, przez co wpływają na naszą percepcję, myśli, emocje i zachowania. Ego można też postrzegać jako iluzoryczny obraz nas samych, który staramy się tworzyć i pielęgnować na potrzeby własnego dobrego samopoczucia, spełniania swoich potrzeb i bycia kimś znaczącym, istotnym w świecie i w oczach innych. Do tej listy sposobów definiowania ego na pewno można dodać jeszcze sporo rzeczy, to nie jest wszystko. Ale bez względu na to jaką definicję przyjmiemy, od jakiegoś czasu w świecie rozwoju osobistego i duchowego, ego jest traktowane jak największe zło i największa przeszkoda, utrudniająca swobodne realizowanie potencjału człowieka. Ale czy słusznie? Czy mądre i potrzebne jest traktowanie ego jak wroga i zwalczanie go? Czy ono rzeczywiście tym wrogiem jest? I czy to, że potencjalnie może stwarzać problemy, powinno automatycznie oznaczać, że należy się go pozbyć? Nie sądzę i potwierdza się to i w moich obserwacjach i w moim doświadczeniu &#8211; jako niepotrzebne, nieskuteczne a nawet szkodliwe dla realnego rozwoju. Myślę, że ego po prostu jest tematem zastępczym. A takie silnie skupianie się na nim, odwraca tylko uwagę od tego, co tak naprawdę jest do zrobienia. Bo zamiast realnie konfrontować się z tym, co niewygodne można to wygodnie, zepchnąć na ego i w nieskończoność walczyć ze sobą, nazywając to rozwojem. A to sprawia tylko, że człowiek grzęźnie na poziomie ego, zamyka się w ten sposób w pułapce a potem próbuje się z niej uwolnić przez pozbywanie się ego. <strong>Tyle, że w prawdziwym rozwoju, też w tym duchowym – tak jak go rozumiem i doświadczam, nie jest wcale potrzebne celowe zwalczanie ani pozbywanie się czegokolwiek. I dotyczy to też ego. Oczywiście ta walka z ego angażuje, też wszyscy naokoło o tym mówią i dlatego być może sprawia to wrażenie czegoś sensownego, ale finalnie to nie jest skuteczne ani sensowne. </strong>I ktoś pewnie zaraz napisze w komentarzach, że gdyby nie walczył ze swoim ego, ulegał wszystkim swoim zachciankom i robił tylko to na co ma w danej chwili ochotę, to jego życie zamieniłoby się w serię głupich decyzji i ich konsekwencje. I ja się z tym zgadzam. Ale uprzedzę te komentarze i od razu powiem, że nie chodzi mi ani o zwalczanie ego ani o bezmyślne poddawanie się mu. I myślę, że ten film wyjaśni dlaczego uważam, że żadna z tych opcji nie jest najlepszym pomysłem. Oczywiście wiem, że mówiąc to wszystko a szczególnie to, że ego nie jest wrogiem, płynę pod prąd, bo aktualnie jednak króluje narracja, która zachęca do walki z ego, opierania się mu, niszczenia i pozbywania się go – najlepiej aż do całkowitej anihilacji. Ale z mojej perspektywy, nie pierwszy raz świat się myli i wypacza rzeczy powtarzając coś, co wydaje się logiczne, bez podstaw w empirycznym zbadaniu tematu na własnej skórze. I oczywiście w konsekwencji mamy wykwit, bo inaczej tego nie nazwę, uproszczonych teorii i podążających za nimi trendów, które są propagowane i popularne. Jednym z&nbsp; takich trendów w rozwoju, jest właśnie moda na robienie z ego wroga. I to do tego stopnia, że wydaje się, że aktualnie jednym z głównych celów popularnego rozwoju osobistego; oczywiście oprócz niezmiennego dążenia do bogactwa i spełnienia materialnego – najlepiej jeszcze przez prawy przyciągania; jest spełnienie duchowe, którego warunkiem, ma być właśnie &#8211; doprowadzenie do śmierci ego. I wtedy rzekomo będziemy mieli komplet – czyli człowieka spełnionego materialnie i duchowo, otoczonego obfitością, szczęśliwego i wreszcie, raz na zawsze, wolnego od cierpienia. Nie będę się rozwodziła nad tematem spełnienia materialnego, bo myślę, że to jest jasne. Chcę się dzisiaj skupić na tym, jak według popularnego rozwoju ma wyglądać spełnienie duchowe. Jak do niego doprowadzić i co ego ma z tym wspólnego, poza tym oczywiście, że należy się go pozbyć? I jak to wszystko ma się do tego, co ja o tym myślę?</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Stosunek do Ego</strong></h3>



<p>Zacznę od tego, że to spełnienie duchowe w wersji popularnej, ma się zrealizować przez pozbycie się indywidualnego ‘ja’ i przywrócenie rozerwanego, z powodu ego, połączenia ze światem. To z kolei – przynajmniej w teorii – ma wymazać wszystkie problemy jakie stwarza ego i cierpienie, które się z tym wiąże. I ja naprawdę rozumiem, że to jest kusząca obietnica. Ale na moje oko, ego stało się po prostu zwykłym kozłem ofiarnym i łatwym celem, bo rzeczywiście wydaje się, że jest przyczyną tych wszystkich problemów, które są mu przypisywane. <strong>Ale w rzeczywistości chodzi o coś zupełnie innego. Ego wcale nie jest ani sednem ani głównym problemem. Samo w sobie nie jest ani wrogiem ani przyjacielem. Kluczem jest nasz stosunek do ego. Nasz stopień identyfikacji z nim i przywiązania do niego. To czy ono jest całym naszym światem, czy jednak ten świat jest większy. Właśnie dlatego celując w ego i próbując usunąć je siłowo, kompletnie mijamy się z celem. To nie ma sensu. To nie poszerzy naszego świata. Tym bardziej, że bardzo ciężko zniszczyć coś z czym jesteśmy mocno związani. To jeszcze bardziej wszystko utrudnia. </strong>Chyba David Hawkins napisał kiedyś, coś co mogę tylko sparafrazować, bo nie pamiętam na 100%, ale brzmiało to mniej więcej tak: ‘Miarą rozwoju duchowego jest nasz stosunek do ego’. Nie to czy już udało nam się to ego wykończyć, tylko to jak do tego wszystkiego podchodzimy. I nie mogłabym się z tym zgodzić bardziej. I dodam do tego, że nie da się zmienić swojego stosunku do ego dlatego, że tak chcemy. To nie jest kwestia tak ukierunkowanej woli i pstryknięcia palcami. Myślę, że z tego wszystkiego możemy wyciągnąć wniosek, że usunięcie ego nie jest wcale konieczne. Tyle, że my jak już sobie coś upatrzymy, wybierzemy sobie cel i wroga, to mam wrażenie, że nie wystarcza nam już zasobów, żeby zastanowić się głębiej nad tym, czy to ma w ogóle sens. Czy to aby na pewno jest właściwy cel? I co z naszą wrogą postawą względem ego się wiąże? Po prostu głupiejemy, bo wydaje nam się, że oto znaleźliśmy przyczynę i rozwiązanie, wszystkich naszych problemów. I od tego momentu jesteśmy tak zajęci organizowaniem krucjaty przeciwko ego, że już nie ma odwrotu. Ale jeżeli jesteś osobą myślącą – a zakładam, że tak jest – to pewnie stanąłeś albo stanęłaś przed prostym dylematem, który z tej wrogiej narracji względem ego wynika. I być może, pojawiło Ci się w głowie proste pytanie – jak już zabijemy to swoje ego, to co będzie dalej? Jak będziemy żyć w świecie pełnym ego? Jak będziemy żyć wśród ludzi, których przerosło ich własnego ego? Przecież nas zjedzą, sponiewierają i wykorzystają jak będziemy tacy do bólu bezinteresowni, pozbawieni poczucia indywidualności i instynktu samozachowawczego. Myślę, że można uznać te pytania i obawy za całkiem sensowne. W dodatku, kiedy popatrzymy sobie na to wszystko szerzej to się okaże, że mamy tutaj spory konflikt. Bo wydaje się, że w imię rozwoju chcemy pozbyć się czegoś, co jednocześnie, na jakimś poziomie, uznajemy za potrzebne a nawet niezbędne, żeby funkcjonować na co dzień w naszej rzeczywistości. Bo jednak chcemy chronić swoje życie, swoją indywidualność i swoją wolność w świecie i wśród ludzi, którzy w większości – umówmy się – oświeceni nie są. Na co dzień trzeba stawiać granice, identyfikować i chronić się przed toksycznymi wpływami, czasami rywalizować, konkurować i jednak działać jakoś w swoim interesie. I naprawdę trudno się w tym wszystkim odnaleźć, kiedy postawimy się przed takim skrajnym i dychotomicznym wyborem – albo zwalczamy i zabijamy ego w imię spełnienia duchowego i rozwoju albo zachowujemy je i pielęgnujemy dla własnych korzyści i bezpieczeństwa w świecie, w którym wydaje się królować prawo silniejszego. I to jest impas, bo nie wiadomo, co w końcu z tym robić. Myślę, że większość ludzi zainteresowanych rozwojem osobistym i duchowym, próbuje jakoś lawirować między jednym a drugim. Zwykle z niezbyt satysfakcjonującym skutkiem. Dlaczego tak myślę? Dlatego, że stanie w tak szerokim rozkroku, utrudnia każdy ruch. A przesunięcie się w którąkolwiek stronę – czy to w stronę pozbywania się ego, czy angażowania się w zasilanie go – z pozycji osoby mocno identyfikującej się z ego – łączy się ze swoim unikalnym zestawem problemów.<br>I mam tu na myśli, między innymi, konflikty wewnętrzne, niespełnione nadzieje i oczekiwania czy poczucie dezorientacji i zapętlenia. Z tej pozycji, bardzo rzeczko przychodzi nam do głowy, że wyjście z tego impasu w ogóle nie polega na bezpośrednim skupianiu się na ego ani próbach pozbycia się go. Bo nie wiem czy to widzisz, ale we wszystkim, co do tej pory mówiłam, ego było elementem centralnym. Wszystko kręciło się wokół ego. A nie uważam, żeby najlepszym pomysłem było postawienie ego w centrum swojego rozwoju. Ale jeżeli to zrobisz, to bardzo ograniczy Twój świat i wszystko utrudni.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Wewnętrzny Krajobraz</strong></h3>



<p><strong>A to dlatego, że moim zdaniem, prawdziwy rozwój polega na przywracaniu naturalnej, wewnętrznej hierarchii elementów – ego, indywidualnej jaźni i nazwijmy to wymiaru duchowego, który nas zasila; przy zachowaniu elastyczności w poruszaniu się pomiędzy tymi elementami i czerpaniu z nich. A układanie tej hierarchii odbywa się przez proces dojrzewania. I ego też ma tutaj swoje miejsce. Problem w tym, że teraz jego miejsce jest 5 milimetrów od Twojej twarzy i zasłania Ci wszystko inne. Dlatego mówiłam o tym, że skupianie się na ego ograniczy Twój świat i już teraz tak jest. Celem właściwie pojętego rozwoju jest dla mnie praca z tym, co mimochodem przesuwa ego na dalszą pozycję i zatapia je w pozostałych elementach, &nbsp;które i tak są w sobie zatopione. Robiąc im w ten sposób coraz więcej miejsca. Do tego nie trzeba zabijać ego a próby robienia tego marnują tylko czas i energię. Bo to jest tylko kropka na tle dwóch pozostałych elementów. A w miarę dojrzewania ego będzie się zmieniało i nie będzie już tak absorbujące, zmieni się też jego pozycja, ale nadal będzie można z niego korzystać. To razem gra jak orkiestra, ale pierwsze skrzypce nie będą należały już do ego. Rozluźni się jego uścisk i o to właśnie chodzi. Bo to da Ci szerszą perspektywę, poszerzy też Twój świat i przeniesie Twój rozwój ponad ego, po drodze usuwając ten cały dylemat – zwalczać ego czy je pielęgnować. Ani to, ani to. Takie jest moje doświadczenie, też wyniesione z procesu Ciemnej Nocy. </strong>Wiem, że na razie może to wszystko brzmi trochę tajemniczo, ale myślę, że sporo się wyjaśni kiedy opowiem o tym jak rozumiem przebieg procesu dojrzewania. Do tego potrzebujemy skupić się na właściwych rzeczach, i tak jak już powiedziałam, nie będzie to ego. Ale może teraz zastanawiasz się nad tym, czemu tak mocno to podkreślam? Czemu to jest takie ważne? I właściwie dlaczego konkretnie, to skupianie się na ego i traktowanie go jak wroga jest takim problemem?</p>



<p>Trochę już o tym mówiłam, ale chcę, żeby to jasno wybrzmiało. Najbardziej oczywisty powód jest taki, że ego samo w sobie po prostu nie jest Twoim wrogiem. Ale jeżeli zrobisz z niego swojego wroga, to postawisz je w centrum swojego rozwoju a nie tam jest jego miejsce, bo dalej będzie Ci wszystko zasłaniało a inne elementy pozostaną w cieniu. To z kolei zamknie Cię w pułapce. Przypuszczam, że dzisiaj dokładnie tak jest, dlatego być może szukasz jakiegoś wyjścia czy głębszego zrozumienia, oglądając ten film. Poza tym jak już ustaliliśmy, traktowanie ego jak wroga nie ma sensu, bo nie samo ego jest problemem, tylko identyfikacja z nim. W dodatku próbując zniszczyć ego jako swojego wroga, zwalczasz coś, co aktualnie, na jakimś poziomie, uważasz za potrzebne w codziennym funkcjonowaniu. I chyba najważniejsze to to, że tocząc walkę z ego z poziomu bycia sklejonym z ego, próbujesz niszczyć sam i sama siebie. Ego musztruje ego. Walczysz ze sobą. W ten sposób generujesz nierozwiązywalny konflikt, bo wygląda na to, że chcesz jednocześnie zginąć i przetrwać. Stąd te wahania i rozkrok. I jak trzeźwo się nad tym wszystkim zastanowisz, to naprawdę jest bez sensu. Co w takim razie należy robić?</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Domyślny Proces Dojrzewania</strong></h3>



<p>Zaangażować się w proces dojrzewania. Co przez to rozumiem? Zapomnij o ego i przestań nad tym dumać. Zamiast tego skup się na prostych, podstawowych rzeczach, które dobrze wykorzystane i zrozumiane, będą stopniowo i mimochodem, zmieniały Twój stosunek do samego i do samej siebie. Jak to się dzieje w praktyce? Myślę, że na dwa sposoby, które ze sobą współistnieją i się przeplatają, ale jednak chcę je od siebie odróżnić. Pierwszy sposób nazwałabym – domyślnym. On jest bardziej sytuacyjny, ewolucyjny, trochę bierny i związany z tym, co Cię na bieżąco spotyka w życiu i do jakich działań czy zmian Cię to skłania. Czyli ten rozwój następuje w wyniku pojawienia się jakiejś sytuacji, która bezpośrednio prowokuje, a czasami nawet wymusza wzrost, naukę i rozwój. Coś przychodzi Ty musisz sobie z tym jakoś poradzić i coś z tego wyciągasz na koniec. Nazwałam to bardziej bierną metodą rozwoju dlatego, że to jest raczej reaktywne i związane trochę z czekaniem na to, aż zmiana stanie się naprawdę konieczna i dopiero wtedy zaczynasz korzystać z tej okazji, żeby nauczyć się czegoś o życiu, o świecie i o sobie. Myślę, że większość ludzi właśnie tak się rozwija, czyli trochę od przypadku do przypadku, od sytuacji do sytuacji. Ale tak naprawdę praktycznie wszystko, co Cię spotyka w życiu, możesz traktować jak potencjalną okazję do wzrostu. Potencjalną dlatego, że to zależy od Twojej postawy. Bo w wyniku tego czego doświadczasz, możesz też dojść do wniosków, które będą Cię cofały w rozwoju. Jest taka opcja. Załóżmy na przykład, że nie wychodzą Ci relacje albo ponosisz porażki w życiu zawodowym czy w biznesie. W wyniku takich doświadczeń możesz przekonać się i dojść do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie unikanie ludzi i bycie samotnym do końca życia; zupełne zrezygnowanie z biznesu mimo, że chcesz tego biznesu albo trzymanie się pracy, która Cię unieszczęśliwia. I to są jakieś rozwiązania, ale pytanie czy one pomagają Ci na przyszłość? Czy one sprzyjają Twojej ekspansji, rozszerzaniu się czy raczej kurczeniu się? Krótko mówiąc, czy są rozwojowe i konstruktywne w perspektywie czasu? Nie do końca, są po prostu wycofaniem się i odmową pracy nad tym, co tak naprawdę składa się na Twój proces dojrzewania do lepszych relacji, do bycia lepszym w biznesie czy do zmiany zajęcia na bliższe temu kim jesteś i czego chcesz. A właśnie to należałoby zrobić, jeżeli Twój rozwój ma być rzeczywiście konstruktywnym rozwojem. Tutaj wyzwanie polega na tym, żeby pogłębić te obszary, lepiej je zrozumieć dla siebie i lepiej zrozumieć siebie w tych obszarach. Dotrzeć do sedna trudności i do rozwiązań. A potem ponownie w te obszary wejść, zaangażować się, tym razem z większą szansą na powodzenie i inną perspektywą. I to jest konstruktywne wykorzystanie sytuacji, które Cię spotykają. Ale nie tylko o to tutaj chodzi. Bo jeżeli przyjmiesz te kłopoty w relacjach czy w pracy, jako okazję do mądrego rozwoju w tych obszarach, bez wiecznego zrzucania odpowiedzialności na zewnętrzne okoliczności, to będzie też okazja i podstawa do przebudowania Twojej nabytej tożsamości &#8211; czyli ego. W tym procesie stara tożsamość będzie zastępowana nową, dojrzalszą i bliższą rzeczywistości wersją, oczywiście pod warunkiem właściwej postawy w tym rozwoju. Taka praca ze sobą rozluźnia dotychczasowy uścisk ego, daje więcej swobody i przesuwa je na bardziej adekwatną pozycję w hierarchii wewnętrznej. A to wiąże się z mniej neurotycznym i reaktywnym traktowaniem ego. Ono staje się coraz bardziej neutralne. Czyli w tym procesie może zmienić się Twoje ego i Twoje podejście do niego. I dokładnie o to chodzi. Życie przynosi masę takich okazji, ale w przypadku tego domyślnego sposobu dojrzewania, potrzebny jest zwykle jakiś większy problem, żeby Twój światopogląd i stosunek do samego czy do samej siebie, uległ przebudowie. W dodatku, ma to sens i realnie dzieje się, moim zdaniem tylko wtedy, kiedy przez swój rozwój dążysz do prawdy, do tego jaka jest rzeczywistość. Jeżeli nie do tego dążysz w swoim rozwoju, to będziesz kręcić się w kółko w labiryncie ego i w jego metodach na unikanie konfrontacji z prawdą i odsuwanie jej od siebie różnymi metodami. I to paradoksalnie jest prostsze, bo stwarza wrażenie, że coś robisz dla swojego rozwoju, ale tak naprawdę to przypomina trochę próbę wypłynięcia w morze przez pluskanie się w swoim własnym basenie. Woda jest? Jest. Ale to niezupełnie jest to samo. Myślę, że dlatego niektórzy dojrzewają a inni tylko się starzeją. Tak w skrócie i najprościej mogę opisać domyślny sposób dojrzewania i okazje jakie stwarza do tego życie. Ale na ile zmiana stosunku do ego jest w Twoich rękach? I jak ten proces dojrzewania, inicjować bardziej świadomie?</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Intencjonalny Proces Dojrzewania</strong></h3>



<p>Krótko mówiąc, przez bardziej intencjonalny sposób rozwoju. Powiedziałabym, że to jest bardziej wybrany, chciany, aktywny i świadomy rozwój. On wyprzedza niektóre wydarzenia. Powtórzę, że tutaj też nie potrzebujesz grzęznąć w teoriach na temat ego i w gabinecie luster, w którym ego próbuje pokonać ego. Moim zdaniem do intencjonalnego osłabiania identyfikacji z tą nabytą tożsamością i przebudowywania jej, potrzeba kilku elementów – silnego pragnienia prawdy i gotowości docierania do niej, nie tylko wtedy kiedy coś Cię do tego zmusi; uważności na cierpienie, które zwykle o czymś informuje; odpowiedzialności; działania i wreszcie świadomego zorientowania się w stronę konstruktywnego, dobrego i wybranego przez Ciebie celu, w zgodzie z właściwie określonymi kluczowymi dla Ciebie wartościami. I teraz po kolei o co konkretnie mi tutaj chodzi.</p>



<h4 class="wp-block-heading"><strong>Prawda</strong></h4>



<p>Co do prawdy – pragnienie prawdy, musi przewyższać pragnienie iluzji. I to jest dla mnie sedno prawdziwego rozwoju. A to oznacza, że zamiast myślenia o ego i zwalczania go, Twoim zadaniem będzie mówienie prawdy i weryfikowanie prawdziwości i adekwatności Twoich założeń życiowych, myśli, emocji, przekonań, impulsów i reakcji na różne sytuacje. I od razu widać, że to jest postawa bardziej proaktywna niż w przypadku domyślnego sposobu dojrzewania. Tutaj nie tylko korzystasz z okazji kiedy coś się wydarzy, tutaj bierzesz sprawy w swoje ręce, nawet wtedy kiedy to się nie wydaje konieczne. I to jest coś, co może być zainicjowane przez Ciebie w każdym momencie. Po prostu patrzysz i mówisz sprawdzam. Sprawdzam, co mnie popycha do takiej reakcji a nie innej. Co sprawia, że tak bardzo boli mnie to, że ktoś o mnie coś złego powiedział w dodatku skłamał i tak dalej. I oczywiście możesz to robić samodzielnie a możesz też skorzystać ze wsparcia w postaci coachingu czy terapii. Opcje są różne a efekt powinien być podobny – czyli odkrywanie tego jak jest naprawdę, kawałek po kawałku. I w miarę jak odkrywasz tę prawdę; konfrontujesz się z nią; rozplątujesz te wszystkie węzły zawiązane wokół niej przez to, co Ci się wcześniej wydawało prawdziwe. Trochę to Tobą na początku wstrząsa, ale jest uwalniające i z czasem uelastycznia Twoje podejście do ego i do tego, co Ci jest podsuwane przez Twoje własne myśli, emocje i reakcje. &nbsp;Po prostu łapiesz do tego większy dystans, bo ego znika bezpośrednio sprzed Twojej twarzy. Dzięki temu jest więcej miejsca na pozostałe elementy, które też mogą coś wnosić. Jest więcej przestrzeni. Zmniejsza się też Twoja reaktywność w takim sensie, że zanim zdecydujesz się coś zrobić, będziesz w stanie częściej zauważyć, co to takiego i być może łatwiej będzie Ci określić dlaczego akurat to Ci się pojawiło jako pierwsza opcja. Oczywiście czasem Cię poniesie i niczego nie zauważysz a czasem będziesz w stanie się zatrzymać i wybrać coś innego. To wszystko jest częścią procesu dojrzewania. Nawroty też.</p>



<h4 class="wp-block-heading"><strong>Uważność Na Cierpienie</strong></h4>



<p>Drugim elementem, który pomaga złapać inną perspektywę na identyfikację z ego i może pomagać w intencjonalnym dążeniu do dojrzałości &#8211; jest uważność na cierpienie. Cierpienie jest sygnałem. Jeżeli cierpisz, to pewnie jesteś daleko od prawdy, od rzeczywistości i od siebie. Coś jest do zmiany. I jeżeli złapiesz to odpowiednio wcześnie, możesz zareagować nie czekając aż sprawy bardziej się skomplikują. Taki też jest cel tego bardziej intencjonalnego dążenia do rozwoju. Myślę, że są dwa rodzaje cierpienia, które mogą Ci tutaj pomagać. To może być cierpienie wolno płynące albo bardziej gwałtowne. To wolno płynące cierpienie wsącza się w codzienność niepostrzeżenie, czasami latami. Przyczyny mogą być różne – na przykład bezsensowna praca, której nie znosisz, ale masz przekonanie, że nie masz wyjścia i musisz w niej tkwić, bo przecież z czegoś trzeba żyć. Albo mało satysfakcjonująca relacja, która umiera latami, ale jakoś skonać nie może. I to cierpienie, jeżeli je zauważysz i konstruktywnie na nie zareagujesz, może pomóc Ci jakoś odnieść się do rzeczy z którymi się zmagasz i bardziej dobrowolnie zająć się nimi, a po drodze przebudowywać swój światopogląd i stosunek do samego siebie w bardziej komfortowych warunkach. Bo to cierpienie odwoła Cię bezpośrednio do pracy ze sobą w związku z Twoimi teoriami na temat związków, może Twojego stylu przywiązania, dzieciństwa i tego skąd masz takie a nie inne wzorce w relacjach. Skąd takie myślenie o pracy? Skąd pomysł, że nie stać Cię na nic lepszego? Z takim podejściem do rozwoju, nie będzie trzeba czekać na lawinę problemów i wtedy brać się za gaszenie burdelu. Tutaj rzeczy są bardziej w Twoich rękach. I możliwe, że masz w swoim życiu jakiś przykład sytuacji, która przynosi to wolno płynące cierpienie i to ciągnie się już jakiś czas. Warto się temu przyjrzeć zanim dojdzie do momentu w którym to wszystko samo zacznie Ci się rozpadać w rękach. Nie ma tutaj na co czekać.</p>



<p>Drugi rodzaj potencjalnie pomocnego cierpienia jest bardziej gwałtowny. To jest zwykle coś zaskakującego, czasami wywołanego ignorowaniem tego wolno płynącego cierpienia zbyt długo. A czasami to jest coś, co wydaje się pojawiać znikąd i kompletnie wytrąca Cię z równowagi. Tak czy inaczej, zwykle wiąże się to z jakimś głębszym kryzysem. To mogą być takie rzecz jak na przykład &#8211; niespodziewana informacja o tym, że partner chce rozwodu; zaskakujące zwolnienie z pracy, bo akurat jest redukcja etatów; duża porażka w biznesie, chociaż wszystko wyglądało dobrze albo jakaś choroba, która zatrzymuje Cię w miejscu. Opcji jest masa, możesz sobie tutaj wstawić coś ze swojego życia. Ale bez względu na to, co to będzie, kryzys zwraca na coś uwagę. I kiedy minie pierwszy szok, te silne emocje zaczną się trochę stabilizować i kurz opadnie, warto przyjrzeć się temu, co się właściwie stało i jak do tego doszło. I tutaj uwaga – nie po to, żeby utonąć w żalu, poczuciu winy albo beznadziei na zawsze; ani nie po to, żeby obwiniać innych; tylko po to, żeby ostatecznie móc z tej sytuacji wyciągnąć, mimo wszystko, konstruktywne wnioski na przyszłość. A to dlatego, żeby Twój zestaw założeń, który składa się na Twój światopogląd, ulegał przebudowie w kierunku bliższym rzeczywistości a nie oddalającym Cię od niej. Bo im dalej jesteś od rzeczywistości, tym więcej cierpienia. Takie intensywne doświadczenia, mogą być świetną okazją do przewartościowania, do zbliżenia się do tej rzeczywistości, do zobaczenia swojego życia i swoich działań w innym świetle. A to może być potem wykorzystane do lepszych decyzji i działań na przyszłość. Ale to się nie stanie jeżeli Twoim nadrzędnym celem w rozwoju nie będzie dążenie do prawdy. To się nie stanie też jeżeli będziesz myśleć głównie o tym, kogo by tu obarczyć winą i odpowiedzialnością za swoje nieszczęście. Chociaż rozumiem pokusę i oczywiście może być tak, że ktoś inny jest odpowiedzialny i winny w danej sytuacji i to też trzeba jakoś przeżyć, ale nie w tym rzecz. Bo nawet jeżeli tak jest, to Tobie w niczym nie pomoże utknięcie w pozycji odmowy wzięcia na siebie wszelkiej odpowiedzialności. To nie ma za bardzo potencjału rozwojowego. I tutaj docieramy do kolejnego elementu, który jest niezbędny do przebudowywania Twojego stosunku do ego, czyli właśnie do odpowiedzialności.</p>



<h4 class="wp-block-heading"><strong>Odpowiedzialność</strong></h4>



<p>Odpowiedzialność jest potrzebna do tego, żeby móc realnie i konstruktywnie wykorzystać to, co Cię w życiu spotyka i do tego, żeby jakoś odnieść się do tego do czego dochodzisz przez swój bardziej intencjonalny rozwój. Bo w końcu przychodzi taki moment w którym trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Odpowiedzialność bardzo przydaje się do tego, żeby poczuć w tym momencie sprawczość i przestać przekonywać się, że nie masz żadnego ruchu w związku z tym, co się dzieje. Że nie da się nic zrobić, nic od Ciebie nie zależy i że jesteś bierną i biedną ofiarą, która tylko cierpi i na którą sypią się te wszystkie nieszczęścia i kryzysy. I tutaj uwaga – celowo nie mówię o żadnej winie tylko właśnie o odpowiedzialności, bo to są dwie różne rzeczy, które często są mylone. Jeżeli chcesz zgłębić temat, polecam jeden z moich wcześniejszych filmów, który ma tytuł: ‘Jak Odzyskać Kontrolę Nad Sobą i Swoim Życiem’ (<a href="https://selfmastery.pl/odzyskac-kontrole-nad-soba-swoim-zyciem/">https://selfmastery.pl/odzyskac-kontrole-nad-soba-swoim-zyciem/</a>).Wkleję link do niego w opisie tego filmu. Ale wracając do tematu – jasne, że istnieją w życiu sytuacje, których się zupełnie nie spodziewasz, nie możesz im zapobiec i są kompletnie niezależne od Ciebie. Ale dalej po Twojej stronie jest wybór jak to wykorzystasz, co z tym zrobisz i kim się staniesz w wyniku tego, co się wydarzyło. I kiedy o tym mówię, mocno przypina mi się postać Harveya Denta z Batmana i jego przemiana. Ten film jeszcze bardziej dla mnie podkreśla znaczenie odpowiedzialności w przekuwaniu swoich doświadczeń w bardziej rzeczywisty, i mimo wszystko, konstruktywny stosunek do siebie i do świata. Dlatego, że czasami alternatywą jest kompletne zaślepienie a nawet obłęd. I nawet jeżeli to dojście do konstruktywnych wniosków miałoby Ci zająć dłuższy czas, nawet gdyby potrzebne było w tym wsparcie, to naprawdę warto, bo to będzie miało realny wpływ na Twoje dalsze życie i decyzję w związku z tym co dalej? Jaki będzie Twój kolejny krok w związku z tym na co cierpienie i kryzys zwróciły Twoją uwagę? I tutaj nie warto się spieszyć, bo te intensywne emocje, które towarzyszą temu procesowi też muszą mieć swoją przestrzeń. Nie warto ich za szybko zakopywać pod nieukierunkowaną, albo źle ukierunkowaną, aktywnością. One potrzebują być przeżyte i uwzględnione, bo tylko wtedy z tej całej mgły, zacznie się wyłaniać jakaś nowa perspektywa, oparta na głębszej refleksji a nie tylko na pierwszej reakcji. A z tej głębszej refleksji, będzie wynikało miejmy nadzieję, adekwatne działanie, które jest kolejnym elementem dalszego dojrzewania.</p>



<h4 class="wp-block-heading"><strong>Działanie</strong></h4>



<p>Tego chyba nie muszę wyjaśniać. Poza tym, że te działania powinny rzeczywiście odnosić się do prawdziwego sedna tego, czego dany kryzys Cię nauczył a nie do prób stosowania powierzchownych rozwiązań na głębsze problem.&nbsp; Czyli to naprawdę powinno być konkretnie zgłębione a nie tylko powierzchownie przemyślane.</p>



<h4 class="wp-block-heading"><strong>Wyższy Cel i Wartości</strong></h4>



<p>Kolejny poziom bardziej świadomego rozwoju przekraczający ego, uwzględnia korzystanie ze wszystkich poprzednich elementów, ale idzie o krok dalej. Bo obejmuje przytomne i świadome zorientowanie się w stronę wyższego celu i wartości, ponad swoje egoistyczne cele, pragnienia i słabości. Od razu powiem, że to absolutnie nie oznacza, że nie należy mieć żadnych pragnień ani celów i przymierać głodem. Tylko o to, żeby te egoistyczne cele nie były jedynym, co masz i żeby nie były najważniejsze. A żeby tak było, potrzebujesz mieć coś ważniejszego. Coś, co wychodzi ponad ego, coś większego od Ciebie. Najlepsze będzie świadomie wybrane, na bazie samopoznania, nadrzędne życiowe dążenie. Coś, co nie ma dla Ciebie ceny i nigdy Cię nie zawiedzie, bez względu na to czy będziesz jeździć starym Fiatem czy Porsche. I tutaj odwołam się po raz kolejny do tematu Życiowego Celu. Czyli do służenia swoimi najlepszymi talentami innym, światu i sobie w imię czegoś dobrego. Żeby dać Ci jakiś przykład – moim Życiowym Celem jest służenie innym i sobie, przy pomocy mojego największego talentu, jakim jest upór i zdolność docierania do sedna, wyciągania esencji ze skomplikowanych tematów przez płynne przełączanie się pomiędzy szeroką i wąską perspektywą i do mówienia o tym wszystkim jasno i wprost w imię idei, która jest dla mnie ważniejsza ode mnie. A jest nią dążenie do pomagania sobie i innym w drodze do coraz głębszej świadomości i życia w zgodzie z naszą pierwotną, (nie mylić z prymitywną) wewnętrzną naturą. To jest moim zdaniem rozwiązanie problemu w świecie, który szczególnie mnie dotyka, a jest nim bezmyślne okrucieństwo. I ze względu na to wszystko, jestem gotowa docierać do sedna i do prawdy bez kompromisów, bez skrótów i czasami z cierpieniem. Robię to realizując moje powołanie jakim jest bycie Coachem. Robię to pracując z Klientami i ze sobą, czytając kolejne książki, poświęcając kolejne godziny na refleksję i samopoznanie, pracując nad kolejnym filmem i mówiąc teraz te rzeczy Tobie. To jest dla mnie ważniejsze ode mnie w rozumieniu ego. Jestem gotowa pocierpieć w imię tej idei i w imię prawdy. Jednocześnie robiąc to wszystko, czuję się dobrze i na swoim miejscu. I gdyby to nie była moja praca i tak próbowałabym zrozumieć, nie tylko intelektualnie, o co chodzi w życiu, jakie jest w nim miejsce człowieka, jaki jest sens i jak to wszystko w świecie ze sobą współgra. Moim zdaniem, jeżeli brakuje takiego jasnego i świadomie wybranego kierunku, życie bardzo łatwo zamienia się w egoistyczno-hedonistyczny bezsens, który skłania ludzi do szukania głębszego sensu w różnych miejscach. Czasami też tam gdzie go nie ma. Bo życie tylko dla siebie i dla przyjemności tego nie daje. Oczywiście w tym wszystkim też są finanse, to też jest element tego. Idealnie jeżeli można zarabiać na czymś, co jest tak spójne z tym kim się jest, że właściwie to czy płacą czy nie, nie jest czynnikiem decydującym o tym czy to będziesz robić czy nie. Bo to jest nagradzające samo w sobie. I z doświadczenia wiem, że da się to zrobić, jest możliwe takie życie. Może nie dla wszystkich na ten moment, ale dla wielu na pewno. I jak pewnie słyszysz, to jest temat, który traktuję bardzo serio, i który jest dla mnie bardzo ważny. Osobiście myślę, że docieranie do sprecyzowania swojego Życiowego Celu a potem realizowanie go, jest jedną z najważniejszych ścieżek prowadzących do osłabiania identyfikacji z ego, ze względu na to czego wymaga. A z założenia wymaga przekraczania ego. Ono musi się przesunąć w hierarchii wewnętrznej na dalszą pozycję, bo już nie jest najważniejsze i nie może być najważniejsze. Powoli stery zaczynają przejmować pozostałe elementy czyli jaźń i to, co nas zasila. To z kolei rzuca człowiekowi wyzwanie w postaci autentyczności, która jest związana z rezygnacją ze sztuczności ego, a to jeszcze bardziej osłabia jego uścisk. I w miarę tego jak ten proces postępuje, zaczynasz być coraz bardziej narzędziem a coraz mniej bezpośrednim kierownikiem. Ale teraz już grubo wchodzimy w duchowość a nie to jest teraz moim celem. Tak naprawdę – intencjonalne dążenie do prawdy, czerpanie informacji z cierpienia, właściwie pojęta odpowiedzialność, adekwatne działanie i uważność na to, co to wszystko przynosi, mogą świetnie kierować Cię w stronę Twojego Życiowego Celu. Oczywiście, realizowanie go też tych rzeczy wymaga a nawet dodałabym jeszcze dwie – czyli umiejętność radzenia sobie z trudnymi emocjami i odwagę. Poza tym, co tej pory powiedziałam myślę, że takim dodatkowym elementem, który mogłabym wskazać i który może być pomocny w wychodzeniu poza swoje ego &#8211; jest prawdziwa miłość. Prawdziwa w tym sensie, że wspierająca wzajemny proces dojrzewania partnerów, który z czasem umożliwi miłość wolną od obciążeń jakie nakłada na nią ego i filmowe, wypaczone wyobrażenia na jej temat. Ale do tego, też jest potrzebny jakiś wyjściowy poziom dojrzałości. W ten temat też może nie będę wchodzić teraz głębiej.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Harmonijne współistnienie</strong></h3>



<p>Zauważ, że ani w przypadku tego bardziej domyślnego procesu dojrzewania, ani w przypadku intencjonalnego sposobu dojrzewania, wcale nie skupiamy się bezpośrednio na ego. Ego nie jest tutaj w centrum. Nadrzędne znaczenie ma dążenie do prawdy i uważność na czynniki zewnętrznie i wewnętrzne, połączona z odpowiedzialnością, działaniem i wyborem. A do tego nie trzeba traktować ego jak wroga ani z nim walczyć. A mimo to, trochę mimochodem, przez te rzeczy o których mówiłam, będzie się zmieniał Twój stosunek do tego, co dzisiaj nazywasz sobą. Będą rozluźniały się więzy identyfikacji, głównie przez poszerzanie terytorium prawdy. To jest to, co mówią guru od rozwoju duchowego – nie walcz z ciemnością, zapalaj światło. Tutaj niczego nie zwalczasz, niczego się nie pozbywasz, bo nie ma takiej potrzeby. W ten sposób wchodzisz na kolejne poziomy świadomości. I to zawsze jest związane ze zmianą stosunku do ego. Im wyższy poziom, tym mniej uwagi poświęcanej ego, tym mniej poważny stosunek do niego, więcej sceptycyzmu, mniej szukania winnych, większa elastyczność i też bardziej harmonijne współistnienie wszystkich elementów Twojego krajobrazu wewnętrznego. A przez to oczywiście szerszy wachlarz reakcji, zachowań, wyborów i więcej spokoju. Im niższy poziom, tym większe przywiązanie do koncepcji samego siebie i utknięcie w konfliktach i labiryncie ego. Ale ten temat już mamy za sobą.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Ego Nie Jest Twoim Wrogiem</strong></h3>



<p>Mam nadzieję, że rozumiesz teraz, dlaczego robienie z ego swojego wroga, a przez to centrum swojego rozwoju, nie jest dla Ciebie dobre. To wszystko utrudnia i wtedy rzeczywiście sam i sama stoisz sobie na drodze. Zamiast tego, warto aktywnie dążyć do ewolucji i mądrze wykorzystywać okazje jakie przynosi życie do własnego rozwoju i intencjonalnie do tego rozwoju dążyć. Warto łączyć obie metody. I to jest trochę podobne do radzenia sobie z traumą. Nie pozbędziesz się ego ani traumy siłą. Potrzeba innego podejścia, mniej oczywistego, mniej schematycznego i mechanicznego. Dla tych wszystkich, którzy się trochę boją jak to będzie, kiedy to ego będzie się zmieniało chcę powiedzieć, że to podejście o którym dzisiaj mówiłam, nie będzie osłabiało zdolności funkcjonowania w świecie. Wręcz przeciwnie, to daje dużo więcej możliwości, włączając w to możliwość spokojnego stawiania granic i dbania o swoje interesy, ale daje też dostęp do czegoś więcej. I jeżeli tego chcesz, to już wiesz, co robić.</p>



<p>To był naprawdę długi film, już zaczynam tracić głos, ale na dzisiaj to wszystko. Wiem, robię filmy rzadko, ale jak już robię to chciałabym, żeby naprawdę coś wnosiły i mam nadzieję, że tak jest. Nie chcę robić nagrania dla zrobienia nagrania, ani dla nakarmienia algorytmu. To nie ma dla mnie większego znaczenia. Dlatego dziękuję za cierpliwość. Poza tym, przypominam o tym, że Subskrybenci Newslettera dostają filmy jako pierwsi. Jeżeli masz ochotę dołączyć, link znajdziesz w opisie tego filmu, możesz też skorzystać z formularza na stronie głównej Selfmastery.pl i dołączyć do nas. Poza tym, jak zwykle, zapraszam na Coaching 1 na 1 ze mną, więcej szczegółów znajdziesz na stronie Selfmaster.pl/coaching. A za dzisiaj bardzo dziękuję i do zobaczenia.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://selfmastery.pl/dlaczego-ego-nie-jest-twoim-wrogiem/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak Trauma Wpływa Na Twój Rozwój i Co z Tym Zrobić</title>
		<link>https://selfmastery.pl/jak-trauma-wplywa-na-twoj-rozwoj-i-co-z-tym-zrobic/</link>
					<comments>https://selfmastery.pl/jak-trauma-wplywa-na-twoj-rozwoj-i-co-z-tym-zrobic/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 18 Jul 2024 06:48:26 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[video]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://selfmastery.pl/?p=5426</guid>

					<description><![CDATA[Raz a dobrze i raz na zawsze Żeby uniknąć nieporozumień, od razu powiem, że nie jestem specjalistą od traumy i wszyscy wiemy, że to nie jest kanał stricte psychologiczny.Dlatego nie<span class="excerpt-hellip"> […]</span>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p></p>



<p></p>



<h2 class="wp-block-heading">Raz a dobrze i raz na zawsze</h2>



<p style="font-size:16px">Żeby uniknąć nieporozumień, od razu powiem, że nie jestem specjalistą od traumy i wszyscy wiemy, że to nie jest kanał stricte psychologiczny.Dlatego nie piszcie do mnie proszę w związku z uzdrawianiem traum. Nie jestem terapeutką a Coaching się tym nie zajmuje i nie do tego służy. Ale chcę poruszyć ten temat, bo mam dość pudrowania go rozwojem osobistym. Moim nadrzędnym celem jest sprzyjanie mojej i Twojej, całościowej integracji w rozwoju. Czemuś, co górnolotnie mogę nazwać – pełnią istnienia. A żeby to było możliwe, nie możemy pominąć faktu, że często na samym środku salonu rozwoju osobistego, żyje słoń traumy, który blokuje nam drogę. Trauma utrudnia rozwój a czasem nawet go uniemożliwia. Jest źródłem dużego, często niezrozumiałego cierpienia, które wiele osób próbuje ukoić albo omijać &#8211; szukając rozwiązań w rozwoju osobistym, ewentualnie skupiając się przesadnie na osiąganiu sukcesów zewnętrznych, w których rozwój oczywiście im pomaga. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że dla końcowych rezultatów, ma znaczenie to jakim paliwem te ambicje są zasilane. I trzeba to wziąć pod uwagę, jeżeli na tym kanale mamy zajmować się prawdziwym, głębokim rozwojem a nie po prostu ulepszaniem sobie warunków w jakich później i tak będziemy cierpieć. Kiedy mówię o prawdziwym i głębokim rozwoju, mam na myśli rozwój, który niczego nie unika, który sprzyja konfrontowaniu się z rzeczywistością a nie kreuje kolejne urojenia i miraże. Który nie składa obietnic bez pokrycia. A to oznacza, powiedzenie sobie wprost &#8211; że jeżeli używasz rozwoju osobistego, żeby rozwiązać problem traumy, zakopać go pod pieniędzmi i sukcesami, prześcignąć swój ból – to nawet nie dotykasz sedna problemu, nie mówiąc o rozwiązaniu. To jest zupełnie obok, chociaż wiem, że wydaje się, że jest inaczej. Oczywiście, że przyjemniej jest zajmować się sukcesami, celami, liczeniem pieniędzy i patrzeniem w przyszłość, ale gwarantuje Ci, że jeżeli trauma jest w tle to i tak Cię dopadnie. To jest jak Twój cień – tam gdzie Ty tam i on i nie pozbędziesz się go, szybciej przed nim uciekając. A skoro już to wiesz, to czas skończyć z uciekaniem i używaniem do tego rozwoju osobistego. Bo to w niczym nie pomoże. Nie chcę przez to powiedzieć, że rozwój napędzany traumą i sukcesy osiągane w ten sposób są bezwartościowe, absolutnie nie. Są ludzie, którzy na tym paliwie zajechali bardzo daleko. I to, co potrafili zrobić pomimo i w pewnym sensie dzięki traumie, jest czasami naprawdę godne podziwu. Ale niestety rozwój ukierunkowany na zewnętrzne osiągnięcia, kiedy w tle jest trauma, przypomina inwestowanie w bardzo drogie ubrania, kiedy Twoje ciało rozpada się na kawałki. Bez względu na to, ile złotych łańcuchów zarzucisz sobie na szyję, to nic nie zmieni na poziomie wewnętrznym. Mniej więcej tak wygląda relacja osiągnięć i traumy. </p>



<p style="font-size:16px">Trudno przeskoczyć nad czymś, co jest dosłownie wbite w Twoje ciało i w Twój układ nerwowy – nowym samochodem, przystojniejszym partnerem, garniturem i milionem na koncie. Trauma domaga się innego rozwiązania, które raczej Ci się nie spodoba. Ale fakt jest taki, że tego nie da się tak łatwo ominąć, obejść, przeskoczyć i po prostu o tym zapomnieć – trzeba przez to przejść. I to jest chyba sedno dzisiejszego filmu – trzeba skierować się w stronę bólu i przez niego przejść. Jeżeli naprawdę chcesz się rozwijać i cieszyć swoimi osiągnięciami a nie w kółko bandażować stare rany &#8211; albo rozwojem albo innym środkiem znieczulającym, to trzeba załatwić to raz a dobrze i raz na zawsze. Im dłużej to się ciągnie tym gorzej. Dlatego, że moim zdaniem, najwięcej problemów, przynosi nawet nie sam fakt tego, że trauma pojawiła się w Twoim życiu – chociaż to jest oczywiście trudne. Ale myślę że jeszcze gorsze są konsekwencje, które gromadzą się z czasem z powodu unikania konfrontacji z bólem traumy i uciekaniem od niego na różne sposoby – w alkohol, narkotyki, pornografię, pracę ponad siły, media społecznościowe, telefon i kto wie, co jeszcze. Krótko mówiąc w jakiś rodzaj autodestrukcji – mniej lub bardziej premiowany społecznie. Te metody znieczulania się i ich konsekwencje, nakładają się na pierwotny ból traumy, chociaż trzeba uczciwie powiedzieć, że one w danej chwili przynoszą ulgę i są skuteczne. Koją ból na chwilę, ale nigdy na zawsze. Jedyne wyjście w tej sytuacji polega na tym, żeby zrozumieć jak to wszystko działa i podjąć świadomą decyzję i pracę, związaną z włączeniem w narrację swojego życia tego, co jest związane z traumą, zamiast od niego uciekać. </p>



<p style="font-size:16px">A to będzie wymagało zmierzenia się z bólem i emocjami, które są związane z tymi starymi ranami. Nie ma innej drogi. Można nawet powiedzieć, że wszystkie drogi prowadzą do traumy, bo każda droga, która ma ją omijać i tak w końcu doprowadzi Cię do rozczarowania. A to, potencjalnie może doprowadzić Cię do uczciwego spotkania z traumą, z bólem i rzeczywistością. Mówię potencjalnie, bo to co z tym spotkaniem zrobisz, zależy od Ciebie. Możesz dzięki niemu realnie pogłębić swój rozwój albo zaangażować się mocniej w ucieczkę, wybierając sobie kolejną metodę albo brnąc mocniej w to, co doraźnie sprawdzało się do tej pory. Wiele osób wybiera to drugie, bo to przez jakiś czas pozwala utrzymywać ból w rozsądnej odległości, ale musisz wiedzieć, że tego w ten sposób ostatecznie nie pokonasz. I myślę, że już wystarczająco dobitnie to podkreśliłam. Ja sugeruję jednak, obejrzeć się za siebie i konkretnie zrobić to, co jest do zrobienia. Bo to samo z siebie nie zostawi Cię w spokoju. Zdecyduj &#8211; albo raz zrywasz plaster z mocno owłosionej ręki albo to się ciągnie w nieskończoność. A w takich warunkach naprawdę ciężko zbudować sobie dobre życie – dobre nie tylko zewnętrznie, ale przede wszystkim wewnętrznie. Bo dzisiaj może nie do końca wiesz dlaczego &#8211; mimo wielkich osiągnięć i obiektywnego sukcesu &#8211; wcale nie czujesz się spokojnie i bezpiecznie w świecie i w swoim ciele; dlaczego nie czujesz prawdziwego zadowolenia i spełnienia; dlaczego tak trudno być żywym, spontanicznym, swobodnym, połączonym ze sobą i ze światem. Tym, co przesłania te rzeczy i blokuje Twój rozkwit, może być i często jest trauma. Czym w ogóle jest trauma?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Czym Jest Trauma</strong></h2>



<p style="font-size:16px">O traumie można mówić godzinami, ale ja dzisiaj mocno uproszczę ten temat na nasze potrzeby. Jeżeli masz ochotę doczytać i dowiedzieć się więcej, pod tym nagraniem i transkrypcją na Selfmastery.pl, znajdziesz bibliografię. Bezpośredni link dodam do opisu tego filmu. Samo słowo ‘trauma’ pochodzi z języka greckiego i oznacza ‘ranę’. W tym przypadku, to jest rana psychiczna, która jest konsekwencją doświadczenia przytłaczającego stresu i która trwale zmienia psychikę i sposób funkcjonowania człowieka. Ważne jest to, żeby zrozumieć, że trauma to nie jest samo wydarzenie, które ma miejsce. Wydarzenie samo w sobie nie musi powodować traumy ani traumą nie jest. Gabor Mate mówi o tym, że trauma to jest to, co wydarza się w Tobie, w rezultacie wydarzenia w którym uczestniczysz. To jest to, jakie wnioski w rezultacie danego doświadczenia wyciągasz na poziomie układu nerwowego i pamięci emocjonalnej – na temat siebie, świata i ludzi, i przez które później filtrujesz bieżącą rzeczywistość. </p>



<p style="font-size:16px">Jak do powstania tej rany dochodzi? Wyobraź sobie sytuację, która zupełnie Cię zaskakuje, przeraża i przytłacza. Na przykład uczestniczysz w wypadku, widzisz czyjąś śmierć albo bezpośrednio doświadczasz jakiejś gwałtownej przemocy. W odpowiedzi na tę sytuację, Twoje ciało reaguje przygotowując się do działania i do obrony, mobilizuje wszystkie zasoby &#8211; wszystkie ręce na pokład. Ale okazuje się, że to jest sytuacja bez wyjścia, nie można nic zrobić albo to kompletnie przerasta Twoje możliwości. Nie można w żaden sposób zapobiec temu, co się dzieje. I to pomimo całej Twojej mobilizacji, dosłownie zatrzymuje Cię w miejscu. Peter Levine, mówi o tym, że to jest tak jakby w Twoim ciele jednocześnie był wciśnięty gaz i hamulec, i to do samej podłogi. Pod wpływem tego doświadczenia, dosłownie dymi się z silnika i spod opon. Twój system się załamuje, zapadasz się w sobie. Nie jesteś w stanie znieść takiego napięcia, dlatego dla bezpieczeństwa systemu, silnik się wyłącza. Zostajesz odcięty i odcięta od samego siebie, od swojego ciała, od swoich emocji, myśli i od całej sytuacji. Nazywa się to dysocjacją. Potem, pojawia się zupełna bezradność, bo jak silnik się wyłączył to już nigdzie nie pojedziesz. W wyniku tego cyklu, bardzo duża ilość energii zostaje zatrzymana w Twoim ciele i ona później będzie szukała sobie ujścia na najróżniejsze sposoby, jeżeli nic z tym, co się wydarzyło nie zrobisz z własnej woli. Ale nie będę teraz w to wnikać, bo to i tak będzie długi film. Tym czego w całym tym cyklu, który opisałam, brakuje – jest domknięcie, wyładowanie nagromadzonej energii, jakieś działanie. Mamy początek, rozwinięcie i nie ma zakończenia. Brakuje możliwości skanalizowania energii, która powstała w wyniku tej przerażającej sytuacji i mobilizacji zasobów. Ona nie została użyta w czasie reakcji a właśnie temu miała służyć. W normalnych warunkach wyglądałoby to tak: mielibyśmy jakąś sytuację, coś się dzieje; Twoje ciało natychmiast reaguje; orientujesz się w sytuacji; mobilizujesz się; działasz i w ten sposób uwalniasz energię – cykl zostaje zamknięty. Nic nie zostaje zablokowane, możesz się zrelaksować. Twój system obronny spełnił swoją rolę, był skuteczny. </p>



<p style="font-size:16px">W przypadku traumy wygląda to inaczej, bo Twój system obronny załamuje się pod wpływem ciężaru sytuacji. A Twoje ciało zaznacza ją sobie na czerwono, zapamiętuje ją sobie, jako lukę w tym systemie. Dlatego sygnały alarmowe nie mogą zostać wyłączone, dla nich niebezpieczna sytuacja jest ciągle żywa, nawet jeżeli w rzeczywistości skończyła się już dawno temu. Dla nich się nie skończyła, bo tego zakończenia zabrakło. I Twoje ciało od tej pory musi strzec tej luki jak źrenicy oka, żeby znów nie doszło do załamania i żeby nie wkradł się chaos. Musi to robić ze względu na Twoje bezpieczeństwo, nie może o tym tak po prostu zapomnieć, bo to jest dla niego kwestia przetrwania. Trzeba chronić to wrażliwe miejsce i gwałtownie reagować, kiedy tylko ktoś się do niego zbliży. Żeby to było potrzebny jest nieprzerwany stan podwyższonej gotowości i czujności – a to oznacza stres i lęk. Chyba nie muszę mówić jak to odbija się na zdrowiu i na codzienności. Konsekwencją jest też to, że kiedy Twoje ciało wykryje w teraźniejszości sytuację, nawet trochę, podobną do wydarzenia w trakcie którego doszło do załamania Twojego systemu obronnego, zareaguje tak samo jak w sytuacji pierwotnej, czyli przejdzie &#8211; z zadziwiającą prędkością &#8211; od pobudzenia do bezradności. Wystarczy iskra, żeby cała pętla się powtórzyła. Tutaj nie ma wyboru reakcji. Twoje ciało zrobi wszystko za Ciebie, bo kiedyś, mimo wszystko, to się jakoś sprawdziło – w końcu ciągle żyjecie. Ale myślę, że wyraźnie tutaj widać brak elastyczności i swobody w reakcji, to jest automatyczne a przez to możesz mieć poczucie, że nie masz nad sobą władzy. Nie dość, że Twoje życie kręci się wokół tej rany, bo to jest coś, co nie zostało załatwione, to jeszcze robi z Tobą, co chce. I to nie da Ci spokoju dopóki nie zostanie rozwiązane, dopóki ta luka nie zostanie usunięta. I nie jest ważne to, że pierwotne wydarzenie, miało miejsce kiedy miałeś albo miałaś 4 lata a dzisiaj masz 40. Jeżeli nie uaktualnisz systemu i nie przekonasz go, że już jest bezpiecznie, to dalej będzie działało tak samo. Peter Levine nazywa to ‘tyranią przeszłości’. Ta przeszłość będzie mocno wpływała na Twoją teraźniejszość. </p>



<p style="font-size:16px">Po tym, co opisałam łatwo zauważyć, że życie po takim doświadczeniu nie będzie takie samo jak wcześniej. Zaczynasz żyć w innym świecie, bo filtrujesz go przez zmieniony przez traumę układ nerwowy. Trauma rozbija ciągłość Twojego życia i oddziela Cię od Ciebie samego ze wszystkimi konsekwencjami jakie się z tym łączą.&nbsp; Zmienia też sposób postrzegania samego siebie, świata i innych ludzi. Zaczynasz żyć w trybie przetrwania, dochodzisz do wniosku, że świat nie jest bezpiecznym miejscem, mało tego &#8211; po traumie nie masz przekonania, że będziesz umiał i umiała poradzić sobie z zagrożeniem, bo Twoje doświadczenie mówi Ci coś innego. Kiedyś tam pojawiła się luka. Czyli wątpisz w swoje możliwości poradzenia sobie z tym, co przyjdzie. Wszystko zaczyna jawić się w ciemniejszych barwach. Połączenie tych wszystkich rzeczy, raczej nie sprzyja Twojej sprawczości, poczuciu bezpieczeństwa w świecie ani skupieniu na teraźniejszości i przyszłości. Bardzo ciężko jednocześnie &#8211; kontrolować wewnętrzny chaos, ciągle stać na straży, żyć w bieżącej chwili i planować przyszłość. To zmusza do wydatkowania nieproporcjonalnie dużej ilości energii, żeby w ogóle przebrnąć przez dzień. A wcale tak nie musi być, bo można coś z tym zrobić. Ale mam nadzieję, że teraz jasne jest to, dlaczego – miliony na koncie, piękny dom, złote łańcuchy i Bugatti w garażu, nic tak naprawdę nie zmienią. Bez względu na to, co jakiś &#8211; tak zwany człowiek sukcesu &#8211; mówi do Ciebie w Internecie.</p>



<p style="font-size:16px">O traumie zwykło się myśleć właśnie w taki sposób w jaki to przed chwilą opisałam. Czyli jak o konsekwencji wydarzenia, które naprawdę odbiega od normy, potencjalnie zagraża życiu człowieka i później go prześladuje. I to jest prawda, ale nie cała prawda. Definicja traumy jest dużo szersza. Niektórzy ludzie wcale nie mieli w swoim życiu jakiegoś wielkiego, gwałtownego i przytłaczającego doświadczenia, które zostawiło w nich ślad a mimo to, doświadczają podobnych skutków jak osoby, które przez coś takiego przeszły. Na co dzień żyją w lęku, niepokoju, niektóre sytuacje wywołują w nich przytłaczające emocje i powodują błyskawiczne przejście do bezradności. Mają poczucie, że świat nie jest bezpiecznym miejscem, że są odłączeni od siebie i od innych, i nie będą potrafili poradzić sobie z zagrożeniem. Dlaczego tak jest, jak to jest możliwe? Okazuje się, że w przypadku traumy nie tylko skala zdarzenia się liczy, ale też czas trwania danej sytuacji i jej powtarzalność. Właśnie dlatego to wcale nie musi być to wielkie wydarzenie, które zagraża życiu i wywołuje określone adaptacje na przyszłość, o których już mówiłam. To może być coś dużo bardziej subtelnego, zwyczajnego i powszechnego, ale kumulującego się. Wystarczą urazy emocjonalne – to może być złe traktowanie albo zaniedbanie. Na przykład zastraszanie przez rodzeństwo, rówieśników, bieda, dyskryminacja, ostre uwagi i reprymendy rodzica, zawstydzanie, brak zaspokojenia podstawowych potrzeb emocjonalnych&nbsp; &#8211; miłości, ciepła, kontaktu, bliskości, uwagi. I to jest coś, co może się dziać nawet w kochających rodzinach. Rodzice czasami nawet nie zdają sobie sprawy, że robią coś nie tak. W przypadku tego typu traumy, kropla drąży skałę. To jest jak śmierć od tysiąca cięć. Stopniowo następuje rozłam jaźni i relacji ze światem. Stopniowo rozmontowywane jest wewnętrzne poczucie integracji człowieka – kawałek po kawałku. Konieczność zaprzeczania sobie, tłumienia siebie w imię więzi i relacji z rodzicem. To wszystko finalnie odbiera połączenie z samym sobą, zaufanie do siebie, wpływa na postrzeganie świata jako niebezpiecznego i odbiera poczucie wartości w świecie. Nie chcę tego wprost porównywać, bo porównywanie traum nie ma większego sensu, skutki są dość podobne, ale to co wydaje mi się szczególnie niebezpieczne w przypadku tego typu traumy to to, że ona zabiera nas kawałek po kawałku i to się dzieje niepostrzeżenie. Niepostrzeżenie coś nam odbiera, ale jest mniej jasne, co się tak naprawdę zdarzyło i dlaczego, niż w przypadku tego wielkiego tragicznego wydarzenia. Dlatego osoby, które doświadczyły takiej traumy, często nawet nie myślą o swoich doświadczeniach w kategoriach czegoś negatywnego. Mówią, że miały super dzieciństwo, kochającą rodzinę i wszystko było w porządku, tylko coś z nimi jest nie tak, bo dzisiaj reagują jakoś źle. Ale jak się zacznie wnikać głębiej, to się okazuje, że ojciec pił, matki nigdy nie było i trzeba było od najmłodszych lat dbać o rodzeństwo i o dom. Ale było super. To jest właśnie to, co robi z człowiekiem trauma. Uniemożliwia mu dostrzeżenie i nazwanie po imieniu rzeczywistości. Po prostu następuje adaptacja do środowiska, które może jawić się takiej osobie jako normalne, mimo że jest zupełnie dysfunkcyjne.</p>



<p style="font-size:16px">Do tego wszystkiego chcę dodać jeszcze jedną rzecz. To czy dojdzie do traumy czy nie, wcale nie jest takie oczywiste – bez względu na to, co się dzieje. Wiadomo że trauma jest najbardziej destrukcyjna, kiedy dotyka małego dziecka, powtarza się, trwa latami i w dodatku krzywdę dziecku robi ktoś, kto powinien je kochać i chronić. To jest chyba najgorszy scenariusz jaki jestem w stanie sobie wyobrazić. Poza tym, to czy dojdzie do traumy czy nie, zależy od wielu rzeczy. Między innymi od jakości relacji w życiu danej osoby, od wyjściowej odporności psychicznej, od wrażliwości, temperamentu, od zdolności do regulacji emocjonalnej i od wcześniejszych doświadczeń i ich wpływu na układ nerwowy przez, który dana osoba dzisiaj filtruje rzeczywistość i swoje doświadczenia. Chcę przez to powiedzieć, że dane wydarzenie, może być traumatyczne dla mnie, ale dla Ciebie już niekoniecznie. Jak to wszystko ma się do rozwoju osobistego?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Wpływ Traumy na Twój Rozwój Osobisty</strong></h2>



<p style="font-size:16px">Tak jak mówiłam na początku – rozwój motywowany chęcią ucieczki przed bólem traumy, może przynieść wiele zewnętrznych rzeczy, ale nie przyniesie wewnętrznego spokoju i uzdrowienia. Chociaż paradoksalnie, może się do niego przyczynić przez doprowadzenie do rozczarowań, które mogą skłonić nas do świadomego podjęcia decyzji o tym, żeby przestać chować głowę w piasek i załatwić to raz a dobrze. Bardzo bym sobie życzyła, żeby osoby, które oglądają moje filmy, były świadome tych mechanizmów i mogły coś z tym zrobić, jeżeli tylko zechcą. Bo jak popatrzymy sobie na różne tematy związane z rozwojem osobistym, takie jak: poczucie własnej wartości; produktywność; pewność siebie; poczucie sprawczości w życiu; przekonania o sobie, o ludziach i o świecie; niezależność emocjonalną; style więzi; bycie obecnym tu i teraz; bycie atrakcyjnym; rozproszenia; zdolność do adekwatnego reagowania na różne sytuacje życiowe; prokrastynacja; perfekcjonizm; syndrom oszusta; zadowalanie innych swoim kosztem; bycie przesadnie miłym; asertywność; poczucie bezpieczeństwa w świecie; trudność w określeniu życiowego celu i brak poczucia sensu; uzależnienia; poczucie utknięcia w przeszłości; zaniedbywanie siebie; przesadne skupianie się na sobie; toksyczne zachowania i toksyczni ludzie; poczucie samotności i wyobcowania; trudność w określeniu tego kim jesteś; trudność w skoordynowaniu myślenia i odczuwania; problem z decyzyjnością; poczucie satysfakcji z życia; wypalenie zawodowe; tkwienie zbyt długo w toksycznych związkach i sytuacjach; stawianie granic; sięganie w życiu po to na czym Ci zależy; życie na swoich warunkach; określenie tego, co jest dla Ciebie ważne; zaufanie do siebie i do innych; radzenie sobie ze stresem i pewnie jeszcze wiele innych tematów – one wszystkie mogą mieć a niektóre, bez wątpienia, mają za sobą tło traumy. Dlatego czasem, żeby iść do przodu mądrzej i lżej, trzeba wrócić do przeszłości. I to nie jest żaden regres w rozwoju. Zbudowanie sobie dobrego życia jest odpowiedzią na trudną przeszłość, zgadzam się z tym, ale nie zawsze załatwia wszystko. Czasem konieczne jest usunięcie z drogi drzewa, które się na nią przewróciło, być może lata temu. Po to, żeby móc swobodniej nią jeździć i nie musieć za każdym razem wybierać dłuższej trasy, żeby ominąć przeszkodę. Obie te rzeczy są prawdziwe i z mojego doświadczenia wynika, że ich połączenie daje najlepsze rezultaty. A przez te rezultaty, rozumiem możliwość pogłębiania rozwoju na wielu poziomach, przy jak najmniejszym tarciu i przy pomocy wiedzy i narzędzi, które już masz, jeżeli od lat oglądasz ten kanał. Dopiero wtedy zobaczysz jakie to wszystko może być użyteczne i proste. Jeżeli masz coś w przeszłości z czym warto się uporać, żeby móc swobodniej zrzucać skórę w ramach kolejnych etapów Twojego rozwoju, nie ma na co czekać. Wtedy rozwój stanie się bardzo naturalny a narzędzia i wiedza przydadzą się jak nigdy. Wtedy już nie musisz nikomu udowadniać, że jesteś coś wart albo warta i potwierdzać swojego prawa do istnienia, przez wielkie cele i osiągnięcia. Bo nie jesteś ograniczony i ograniczona pozostałościami z przeszłości. To dużo zmienia &#8211; a czasami, zmienia wszystko.</p>



<p style="font-size:16px">Poza tym, to czego w rozwoju chciałabym uniknąć dla siebie i dla Ciebie, to traktowanie adaptacji z przeszłości, które powstały w odpowiedzi na traumatyczne doświadczenia, jak słabości z którymi trzeba się rozprawić. Nie tędy droga. Ostra dyscyplina, karanie się, wymuszanie na sobie progresu, kiedy ciąży Ci trauma, tylko powiększa cierpienie a przez to zachęca do coraz bardziej ekstremalnych form ucieczki od bólu a nie do tego, żeby rozwiązać sytuację. A to jak już wiemy, przynosi przykre konsekwencje, które tylko się kumulują. Najgorsze dla mnie jest to, że rozwój osobisty, może się do tego dokładać. Może sugerować, że jak coś nie wychodzi to pewnie dlatego, że nie starasz się wystarczająco mocno, że coś z Tobą jest nie tak, nie robisz tego, co należy, nie jesteś wystarczający i wystarczająca. Ale jak sobie przeanalizujesz dzisiejszy temat, to jasne stanie się, że to niekoniecznie jest prawda. Kiedy człowiek, który doświadczył traumy i to jest w nim ciągle żywe, tak ostro do siebie podchodzi, strzela sobie w drugie kolano. Bo nie dość, że męczy go ból traumy, to jeszcze dokłada sobie za to, że sobie z czymś nie radzi. Nie rozumiejąc, że to nie jest kwestia jego winy tylko sensownych adaptacji, które być może kiedyś uratowały mu życie. Traumy nie da się pokonać siłą woli ani karaniem siebie. Potrzeba czegoś dokładnie odwrotnego &#8211; ciekawości i współczucia. Nie da się na siłę przywrócić, rozerwanego siłą, połączenia pomiędzy Twoją głową, sercem i brzuchem. Nie da się tego też zrobić byle jak – taśmą i sznurkiem, bo to nie zadziała. Jak w takim razie to zrobić? Jak rozpoznać traumę i co z tym dalej?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Jak Rozpoznać Traumę i Co z Tym Dalej?</strong></h2>



<p style="font-size:16px">Traumę rozpoznasz po tym, że w najróżniejszych momentach życia, wracają do Ciebie negatywne wspomnienia, które wywołują duży niepokój w obecnej chwili. To są takie okruchy przeszłości, które wkradają się w Twoją teraźniejszość. I to mogą być jakieś emocje, obrazy, myśli, dźwięki i zapachy, które żyją swoim życiem i nie wiadomo kiedy znowu do Ciebie przyjdą. Te okruchy istnieją, bo trauma rozbija życie na kawałki, roztrzaskuje Twoje doświadczenia na oderwane od siebie fragmenty. Przez to brakuje ciągłości i dominuje chaos, który raz na jakiś czas wkrada się w Twoje obecne życie. Jeżeli tego doświadczasz to znaczy, że w Twoim układzie nerwowym, przeszłość jest ciągle żywa. </p>



<p style="font-size:16px">Traumę rozpoznasz też po sporych lukach w pamięci. Możesz nie za bardzo pamiętać swoje życie. Dzieje się tak, bo trauma bardzo mocno wpływa na pamięć. Historia Twojego życia po traumie, składa się z tych kawałków, o których mówiłam wcześniej. I tutaj nie ma ciągłości, brakuje dla nich kontekstu. To nie jest spójna opowieść, ona jest poszatkowana. I dopóki nic z tym nie zrobisz, dopóty będziesz przeżywać ponownie te fragmenty wspomnień, zupełnie jakby to było coś, co jest ciągle aktualne i żywe. Ale to nie będzie dla Ciebie historia, która ma początek i koniec. </p>



<p style="font-size:16px">Traumę rozpoznasz też po tym, że Twoje ciało odpowiada na niektóre sytuacje zupełnie nieproporcjonalną reakcją. Twój partner chce iść sam spacer do parku a dla Ciebie to od razu oznacza, że Cię nie kocha i że Cię porzuca. To nie ma nic wspólnego z aktualną rzeczywistością, ale Twoje ciało bije na alarm, bo już kiedyś czegoś podobnego doświadczyło. Może wystarczy, żeby ktoś dzisiaj podniósł na Ciebie głos a Ty kompletnie zamierasz. Twoje ciało reaguje tak samo jak wtedy kiedy krzyczał na Ciebie ojciec i miałeś albo miałaś 5 lat. I jako dorosła osoba w tej sytuacji, nie jesteś w stanie wydusić z siebie słowa, a potem oczywiście pod prysznicem przychodzą Ci do głowy najlepsze riposty i jeszcze besztasz się za to, że nie udało Ci się sensownie odpowiedzieć w tamtej chwili. Jeżeli to robisz, to jest tak jak byś znęcał i znęcała się nad tym pięcioletnim dzieckiem &#8211; i chcę Ci teraz dać chwilę, żeby dotarło do Ciebie w 100% to, co właśnie powiedziałam. </p>



<p style="font-size:16px">Poza tym, żeby stwierdzić na ile Twoje dzieciństwo było traumatyczne, możesz skorzystać z testu ACE. Ten test ma spore ograniczenia, ale może Ci dać ogólne pojęcie na temat tego, co Ci się przydarzyło. ACE to jest skrót od Adverse Childhood Experiences. Test składa się z 10 prostych pytań. Można go znaleźć w wielu miejscach, w opisie tego filmu zamieszczę link do jednego z nich (<a href="https://stopabusecampaign.org/take-your-ace-test/">https://stopabusecampaign.org/take-your-ace-test/</a>). Test jest niestety po angielsku, ale Google Tłumacz pomoże. To, co warto powiedzieć to to, że wynik powyżej 4, jest uznawany za niebezpieczny dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Co jeżeli, bez względu na metodę, rozpoznasz u siebie te rzeczy?</p>



<p style="font-size:16px">Pierwszym impulsem może być chęć naprawienia tego, co Twoim zdaniem nie działa. Wydaje Ci się, że Twoje ciało reaguje niewłaściwie. Ale ja chcę Ci powiedzieć, że to nie jest prawda. Twoje ciało reaguje jak najbardziej prawidłowo i to jest reakcja przyjaciela a nie wroga. Twoje ciało nie zawodzi, zawiodłoby gdyby nie reagowało. Jego zadaniem jest chronić Ciebie za wszelką cenę i dokładnie to robi. Robi to najlepiej jak umie. Co nie zmienia faktu, że te reakcje dzisiaj mogą niszczyć Ci życie. Ale dalej to nie jest powód do tego, żeby mieć pretensje do siebie, że tak te mechanizmy działają. One mają tak działać. Ale trzeba coś z tym zrobić jeżeli ma się coś zmienić, bo inaczej ta pętla będzie ciągle żywa. I to w sumie też nie jest aż takie tragiczne jak się może wydawać, bo każde uruchomienie tej reakcji otwiera Ci drzwi do tego, co zwykle jest niewidoczne a przez to daje szansę, żeby się temu przyjrzeć i coś z tym zrobić. Poza tym, jeżeli trauma jest oddzieleniem od siebie, to znaczy, że Ty ciągle tam jesteś. I możesz przywrócić to połączenie, jeżeli tylko otworzysz się na taką możliwość. Wystarczy tylko przekonać swoje ciało, że ta sytuacja z przeszłości już się skończyła, że może wyłączyć alarm, bo Ty przejmujesz stery i to jest możliwe, nawet jeżeli Twoje ciało żyje w trybie przetrwania od lat. Czyli jak do tej pory, mam same dobre wiadomości, poza tym, że będzie bolało jak cholera. Ale jeżeli to zrobisz, to spontanicznie pojawią się wszystkie części, które kiedyś zostały odcięte i zaczną współpracować ze sobą w procesie zdrowienia. Tak naprawdę chodzi tylko o to, żeby stworzyć im bezpieczne warunki do tego. Celem uzdrowienia jest domknięcie cyklu reakcji, przywrócenie poczucia bezpieczeństwa w ciele, poczucia sprawczości i wewnętrznej integracja tego, co zostało rozbite. Jak to zrobić?</p>



<p style="font-size:16px">Jeżeli mamy do czynienia ze świeżym wydarzeniem, które było tak przytłaczające, że wywołało traumę, ważne w uzdrawianiu jest to, żeby jak najszybciej zwrócić się w stronę drugiego człowieka. Chodzi o dobre relacje i wsparcie, bo to przywraca poczucie bezpieczeństwa. Poza tym ważne jest, możliwie najszybsze, przywrócenie poczucia sprawczości, czyli na przykład wejście w zwyczajną codzienną rutynę, albo wyznaczenie sobie jakiegoś celu do którego człowiek będzie dążył i powrót do normalnego życia.</p>



<p style="font-size:16px">W przypadku traumy, która sączy się kropla po kropli albo takiej, która nie została przeprocesowana na świeżo, można zacząć od tego, że kiedy zauważysz, że pojawia się okruch z przeszłości albo gwałtownie na coś reagujesz &#8211; zamiast pytać się, co jest z Tobą nie tak, zastanów się nad tym &#8211; co takiego Ci się przydarzyło, że tak dzisiaj reagujesz w podobnych sytuacjach? Przed czym Twoje ciało próbuje Cię właśnie w tej chwili ochronić? Czyli chodzi o ciekawość i współczucie. Właśnie to jest potrzebne do uzdrowienia. Kiedy będziesz sobie odpowiadać na te pytania, pewnie doświadczysz masy emocji i odczuć w ciele. I teraz uwaga &#8211; zamiast nawykowo się od nich odcinać, postaraj się z nimi zostać. Jeżeli masz ścisk w żołądku &#8211; to z nim zostań, jeżeli czujesz ciężar na klatce piersiowej &#8211; to z nim zostań, jeżeli masz ścisk w gardle – to z nim zostań. Nie odwracaj od tego uwagi. Niech sobie będzie. Ale tutaj uwaga, nie chodzi o to, żeby dać się całkiem pochłonąć i przytłoczyć temu wszystkiemu. Trzeba jednocześnie zachować kontakt z chwilą obecną i czuć, żeby to Cię nie zabrało w przeszłość. &nbsp;A żeby to zrobić, możesz wziąć do ręki jakoś przedmiot, który będzie Cię kotwiczył w teraźniejszości i przypominał o tym, że jesteś tu i teraz i nie masz już 4 lat. Trzymaj ten przedmiot i pozwól, żeby wszystkie odczucia w cele, które masz, naturalnie się pojawiły. Zostań z nimi do momentu osłabnięcia tej reakcji. Jeżeli potrzebujesz coś zrobić fizycznie, zrób to. To wszystko pomaga domykać cykl, bo wychodzą rzeczy, które kiedyś zostały zablokowane. Może pojawić chęć na zrobienie rzeczy, które kiedyś były niemożliwe, warto z tego skorzystać. Na przykład, możesz mieć chęć coś odepchnąć, albo uderzyć w poduszkę. To może pomóc przywrócić poczucie sprawczości. Często po takim doświadczeniu, energia w ciele się przemieszcza – z klatki piersiowej do brzucha na przykład i pojawia się spokój. To akurat moje osobiste doświadczenie. Każdy pewnie będzie miał swoją wersję tego. To wszystko jest do zrobienia, ale nie będę ukrywać – to jest trudne i warto tutaj skorzystać z pomocy. Bo, żeby skutecznie móc włączyć w narrację swojego życia te okruchy przeszłości, trzeba to zrobić na wszystkich poziomach. Włączać w to systematycznie i konsekwentnie, cały system – ciało, psychikę i ducha. Zintegrować je.</p>



<p style="font-size:16px">Bessel van der Kolk wymienia kilka metod, które w tym mogą pomóc. Na pewno warto rozważyć psychoterapię, która pomoże Ci zmierzyć się z rzeczywistością, nazwać rzeczy po imieniu, bez zmiękczania, a to jest kluczowe w procesie uzdrawiania. Przemoc to przemoc, nadużywanie to nadużywanie. To jest ważne, bo osoby po doświadczeniach traumatycznych mają tendencję do tego, żeby nie dostrzegać swojej krzywdy, pomniejszać jej znaczenie i posługiwać się językiem, który łagodzi trudną rzeczywistość. Obecność terapeuty pomaga to dostrzec i pomaga pogodzić się z tym, że trudne rzeczy miały miejsce. Pomaga też przejść proces żałoby, który często pojawia się po zmierzeniu się z rzeczywistością. Czyli proces godzenia się z tym, co się wydarzyło a być może nie powinno; albo z tym, co się nie wydarzyło a powinno się wydarzyć.&nbsp; Łatwiej to przechodzić mając świadka w postaci drugiego człowieka. Tutaj też terapeuta pełni funkcję kotwiczącą w teraźniejszości o ile sam jest obecny. Myślę, że wiele osób błędnie zakłada, że w uzdrawianiu traumy chodzi o to, żeby w kółko o tym opowiadać i do tego wracać. Ale prawda jest taka, że to bywa retraumatyzujące. Chodzi raczej o to, że naprawdę łatwiej uporać się z tym wszystkim mając świadka, wypowiadając te rzeczy na głos i czując je, będąc tu i teraz w towarzystwie kogoś, przy kim czujesz się bezpiecznie i kto uszanuje wszystko, co przeżywasz. A czasami nawet, przeżywa to razem z Tobą. Nie trzeba tych opowieści ciągnąć w nieskończoność. To wszystko razem, otwiera możliwość dogłębnego zrozumienia, że to, co było kiedyś, należy do przeszłości i ciało może się uspokoić, luka w systemie bezpieczeństwa nie jest ignorowana, nie trzeba już chodzić wokół niej na palcach. Ona zostaje z grubsza załatana. Mówię z grubsza, bo to nie jest tak, że Twoje ciało nie będzie reagować, ale będzie więcej elastyczności i wolności wokół tej reakcji. Będzie jakiś wybór, który pozwoli Ci wykonać jakiś ruch. Kolejna metoda radzenia sobie z traumą to EMDR, nie będę tego teraz szczegółowo opisywać, powiem tyle, że to jest forma terapii. Jeżeli chcesz doczytać, proszę bardzo. Dobrze działa też joga, bo otwiera na to, co się dzieje w ciele. W ogóle robienie czegoś fizycznie, co sprzyja czuciu ciała, będzie korzystne, bo przywraca ten rozerwany kontakt. W ten sposób można uczyć się odczuwania. Dobrze działa też teatr. Wcielanie się w różne role, bo to wyciąga ze sztywności, daje możliwość doświadczania różnych emocji w ramach różnych ról. Działa też neurofeedback i dobrze użyte psychodeliki, które pomagają zbliżać się w miejsca, w które normalnie wolelibyśmy się nie zapuszczać, bo to nigdy nie było bezpieczne. Tak naprawdę lista metod na tym się nie kończy, każdy może znaleźć swoją metodę. Ja jestem zdania, że nawet tak powinno być i sama też tak robię w zależności od tego, co jest mi potrzebne. Dla mnie w tej chwili to oznacza na przykład &#8211; regularny kontakt z przyrodą czy zajęcia na siłowni. Ty sobie możesz stworzyć swój zestaw.</p>



<p style="font-size:16px">Te wszystkie metody nie mają za zadanie Cię naprawić, bo jak powiedziałam – wszystko działa prawidłowo. One mają tylko stwarzać bezpieczne warunki do uruchomienia naturalnych procesów zdrowienia z których każdy może skorzystać. Tak samo jak ciało, psychika ma swoje metody zabliźniania ran, wystarczy tylko jej w tym trochę pomóc a nie ignorować problem i zamiatać go pod dywan. Naprawdę skoro może być lżej i inaczej, to dlaczego nie. Nie ma powodu do tego, żeby jak to kiedyś ładnie ktoś powiedział – ‘biologia stała się Twoją biografią’. Nie musi tak być.</p>



<p style="font-size:16px">Na dzisiaj to wszystko. Jeszcze raz zapraszam na Selfmastery.pl, jeżeli chcesz sprawdzić sobie bibliografię do tego filmu. Poza tym, kolejne nagrania są dostępne do odsłuchania na platformach podcastowych. Powoli je uzupełniamy. Wszystkie linki znajdziesz w opisie tego filmu. Jeżeli masz ochotę na Coaching 1:1 ze mną, zapraszam na Selfmastery.pl. Przypominam, że subskrybenci Newslettera dostają materiały pierwsi, więc jeżeli masz ochotę dołączyć, to też zapraszam. Ostatnio odstępy między filmami są dość spore, ale chcę oficjalnie ogłosić, że pracuję nad Kursem online, niedługo opowiem o tym, co to za Kurs i będę na bieżąco informowała o postępach. A tymczasem &#8211; bardzo dziękuję, wszystkiego dobrego i do zobaczenia<img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f60a.png" alt="😊" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p style="font-size:16px"><strong>Bibliografia:</strong></p>



<p style="font-size:16px">Bessel van der Kolk – ‘Strach ucieleśniony’</p>



<p style="font-size:16px">Gabor Mate – ‘Kiedy ciało mówi nie’</p>



<p style="font-size:16px">Gabor Mate – ‘Mit normalności’</p>



<p style="font-size:16px">Gabor Mate – ‘Ciało a stres’</p>



<p style="font-size:16px">Peter Levine – ‘Obudźcie tygrysa’</p>



<p style="font-size:16px">Peter Levine – ‘Trauma i pamięć’</p>



<p style="font-size:16px">Peter Levine – ‘Uleczyć traumę’</p>



<p style="font-size:16px">Donald W. Winnicott – ‘Dziecko, jego rodzina i świat’</p>



<p style="font-size:16px">Lindsay C. Gibson – ‘Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców’</p>



<p style="font-size:16px">Lindsay C. Gibson – ‘Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców’</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://selfmastery.pl/jak-trauma-wplywa-na-twoj-rozwoj-i-co-z-tym-zrobic/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>To Poprawi Twoje Relacje</title>
		<link>https://selfmastery.pl/to-poprawi-twoje-relacje/</link>
					<comments>https://selfmastery.pl/to-poprawi-twoje-relacje/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 10 Apr 2024 08:11:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[video]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://selfmastery.pl/?p=5418</guid>

					<description><![CDATA[Cześć, jestem Magda z Selfmaster.pl, dzisiaj prosty wzór na dobre relacje. To o czym dzisiaj opowiem będzie dla niektórych czymś zupełnie naturalnym, a dla innych czymś odkrywczym i porządkującym. Tak<span class="excerpt-hellip"> […]</span>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Cześć, jestem Magda z Selfmaster.pl, dzisiaj prosty wzór na dobre relacje.</p>



<p>To o czym dzisiaj opowiem będzie dla niektórych czymś zupełnie naturalnym, a dla innych czymś odkrywczym i porządkującym. Tak czy inaczej myślę, że warto zastanowić się głębiej nad tematem relacji, ze względu na ich duży wpływ na nasze życie. Tym bardziej, że w ramach branży rozwoju osobistego, relacje nabrały szczególnego znaczenia i stały się czymś postrzeganym jako jeden z najważniejszych elementów wsparcia w rozwoju i w realizowaniu celów. I patrząc właśnie przez ten filtr, coraz częściej oceniamy jakość a nawet zasadność naszych relacji. Generalnie w rozwoju liczymy na życzliwe wsparcie ludzi z naszego otoczenia a kiedy tego wsparcia nie dostajemy, czasem stosujemy radykalne rozwiązania. Wiele osób ma bardzo czarno-białe podejście do relacji w tym kontekście, to jest coś na zasadzie – jesteś ze mną albo przeciwko mnie i nie ma za bardzo nic pomiędzy. Ja chcę dzisiaj trochę ten temat złagodzić i nadać mu inne zabarwienie, bo mam wrażenie, że to zabrnęło trochę za daleko.</p>



<p>Często mówi się o tym, że jeżeli jakieś relacje Ci nie służą, nie są dla dobre, nie są dla Ciebie wspierające we wszystkim, co robisz, to należy z nich zrezygnować i odciąć je zupełnie, bo one będą dla Ciebie tylko obciążeniem. I nieważne czy to są rodzice czy koleżanka. Równolegle do tego wszystkiego, prześladuje nas fala depresji, braku poczucia sensu i samotności z powodu braku głębokich i bliskich relacji. Z powodu braku kontaktu i prawdziwej więzi z innymi ludźmi. I to nie jest wcale tylko kwestia krajobrazu po pandemii, chociaż to na pewno nie pomogło. Ale myślę, że to jest raczej kwestia obrazu współczesnego społeczeństwa cyfrowego i przeniesienia lwiej części naszych kontaktów do przestrzeni wirtualnej. To wszystko razem powoduje, że nasze kontakty z innymi ludźmi i relacje, mocno bardzo zubożały. Myślę, że w związku z tym warto&nbsp; jeszcze raz przemyśleć nasze podejście do relacji i przyjrzeć się skutkom tych ostrych podziałów, które czasem nam przynoszą więcej szkody niż pożytku.</p>



<p>Skutki są takie, że stajemy się coraz bardziej samotni i odcięci. Krąg osób jaki nas otacza staje coraz węższy i coraz bardziej hermetyczny. Skupiony głównie na tym, żeby służył naszym celom i planom. Żeby był wspierający w ramach tego, co zamierzamy. I zasadniczo nie ma w tym nic złego, ale pytanie czy to naprawdę jest aż tak pomocne jak nam się wydaje? Po dłuższym czasie zastanawiania się nad tym, nie mam dzisiaj takiego przekonania. Nie wiem jak Ty, ale ja nie chcę być otoczona przez krąg potakiwaczy i ludzi z którymi rozmawiam tylko na jeden temat. Ludźmi którzy we wszystkim się ze mną zgadzają. Chcę móc podyskutować o różnych tematach i tym, co myślę z kimś, kto ma swoją opinię, wnosi coś do rozmowy, nie boi się wyrazić swojego zdania nawet jeżeli ono jest inne niż moje. Chcę przez to powiedzieć, że to, że ktoś bezkrytycznie i bezwarunkowo nie wspiera wszystkich Twoich pomysłów, nie musi od razu automatycznie oznaczać, że jest przeciwko Tobie. To jedna rzecz. Druga jest taka, że relacje nie służą tylko do tego, żeby wspierać Cię w rozwoju. Warto mieć różne relacje. Warto mieć wokół siebie ludzi z którymi można pójść do teatru, do kina, zrobić sobie piknik, pożartować i się pośmiać. A nie w kółko rozmawiać o celach, o rozwoju i o wielkich wizjach. A to oznacza, że może warto przestać oceniać relacje tak jednowymiarowo i patrzeć na nie aż tak ostro i kategorycznie. Dobrze byłoby zastanowić się jak to rozwiązać inaczej. Tak, żeby nie ucierpiały ani Twoje cele i rozwój ani Twoje zdrowie psychiczne. Chodzi po prostu o to, żeby zachować jakąś różnorodność w &nbsp;tych relacjach.&nbsp; &nbsp;</p>



<p>Oczywiście dla dobra swoich celów i zdrowia psychicznego, warto wyrzucić ze swojego życia osoby <strong>skrajnie</strong> toksyczne. O ile to oczywiście jest możliwe w Twojej sytuacji życiowej, warto je po prostu od siebie odczepić albo przynajmniej ograniczyć kontakt z nimi. Co do tego chyba nie ma wątpliwości i to rzeczywiście jest sensowne. Ale widzę ogromną różnicę, pomiędzy kimś kto nie wspiera bezkrytycznie wszystkiego, co robisz w 100% i ma swoje zdanie, a kimś kto jest skrajnie toksyczny i aktywnie niszczy Ci życie. Myślę, że trochę zgubiliśmy tę różnicę w rozwoju osobistym i czas ją odnaleźć na nowo dla dobra wszystkich. Czyli podsumowując – pijawki odczepiamy, osoby mocno wspierające zostawiamy, ale co w takim razie z resztą?</p>



<p>Myślę, że przyda nam się prosta strategia, prosty wzór, który pomoże lepiej nawigować w tym obszarze życia, poza skrajnościami. Zacznę od tego, że nie jest wcale konieczne takie radykalne podejście do relacji i dzielenie ludzi na tych, którzy Cię bezwarunkowo wspierają i na tych, których trzeba się natychmiast pozbyć. Przy odpowiednim podejściu do sprawy, możliwe jest zachowanie relacji z bardzo różnymi ludźmi – z tymi, którzy są całkowicie po Twojej stronie; też z tymi, którzy są trochę sceptyczni; może lubią sobie pomarudzić, są egocentryczni a nawet trochę toksyczni czy negatywni. Tylko teraz pozostaje pytanie, jak to zrobić bezpiecznie dla siebie, nie tracąc korzyści jakie różnorodne relacje mogą wnieść w Twoje życie? Trzeba uświadomić sobie, że nie każdy musi być od razu Twoi przyjacielem albo partnerem. I zamiast dążyć do takiego scenariusza, sugeruję stworzenie większej liczby kategorii w których będziesz – powiedzmy &#8211; ‘przechowywać’ swoje relacje. Czyli nie czarno-białe – mam z Tobą rewelacyjną relację albo nie mam jej wcale, ale też coś pomiędzy. Do tego oprócz kategorii, przydadzą nam się też kryteria według, których będziesz umieszczać swoje relacje w poszczególnych kategoriach. Te kryteria powinny być zewnętrzne i wewnętrzne. Oprócz tego, będziemy też potrzebować dobrego punktu startowego dla wszystkich Twoich relacji. To jest bardzo ważne, to jest kluczowa rzecz i za moment wyjaśnię dlaczego. Na razie może brzmi to trochę chaotycznie, ale zaraz wszystko poukładamy. Jak to miałoby wyglądać w praktyce?</p>



<p>Kiedy już zidentyfikujesz najbardziej toksyczne relacje i się ich pozbędziesz, zostanie Ci całe spektrum, mniej lub bardziej zdrowych relacji, które możesz zacząć dzielić na kategorie. Załóżmy, że tych kategorii będzie pięć – nie za dużo, nie za mało. Dla przykładu – w kategorii pierwszej, mogą znaleźć się osoby na które zawsze możesz liczyć, przy których czujesz się swobodnie i im po prostu ufasz. Możesz im powiedzieć tym osobom o sobie wszystko i robiąc to czujesz się naprawdę bezpiecznie. Możesz dzielić się z nimi swoimi przemyśleniami, sukcesami i porażkami bez takiego dziwnego poczucia, że zostanie to kiedyś jakoś wykorzystane albo wyśmiane. Osoby z tej kategorii pomogą Ci w trudnym momencie, a w razie potrzeby, krytycznie popatrzą na sytuację. Przyjrzą się Twoim planom, celom i powiedzą Ci szczerze, co o tym tak naprawdę myślą i czy to ma sens. I to jest bardzo cenne. W drugiej kategorii umieściłabym bliskich znajomych. To są osoby, którym niekoniecznie mówisz o sobie wszystko, ale lubisz z nimi przebywać, dobrze się z nimi bawisz, chętnie rozmawiasz a w trudnej sytuacji możesz liczyć na ich pomoc. Ale raczej nie prosisz ich o to samo o co prosisz swoich przyjaciół. Kategoria trzecia to osoby, które są Ci raczej życzliwe, ale nie widujecie się za często. To są raczej znajomości na odległość albo znajomości internetowe. Nie jesteś z tymi osobami zbyt blisko. One nie reagują jakoś szczególnie entuzjastycznie na Twoje sukcesy i nie masz pełnego poczucia, że możesz liczyć na ich pomoc w razie czego. Po prostu wolisz na nich za bardzo nie polegać. Są powiedzmy w porządku, ale nic więcej. Czwarta kategoria to osoby z którymi masz sporadyczny kontakt. Niewiele Cię z nimi łączy poza okazjonalną rozmową na jakiś płytki temat. To są bardzo powierzchowne relacje. Piąta kategoria to prawie obcy. Oni niewiele wnoszą i niewiele mogą zabrać. Życzenia raz w roku na święta, ewentualnie na urodziny o ile Facebook im przypomni – to jest ten poziom relacji. Oczywiście to są tylko przykładowe kategorie. Możesz sobie stworzyć swoje i mam nadzieję, że ten mój przykładowy opis Ci to ułatwi. Ale po co nam tak naprawdę te kategorie?</p>



<p>Po to, żeby móc adekwatnie dopasować swój poziom zaangażowania w różnych relacjach. On powinien być inny w przypadku osoby z kategorii pierwszej i w przypadku osoby z kategorii czwartej. Prosty przykład – jeżeli osoba z kategorii czwartej napisze Ci smsa, to szybka odpowiedź nie będzie raczej Twoim priorytetem. Nie rzucisz wszystkiego, żeby jej odpisać. Ważniejsze będzie to, co robisz aktualnie i jakie masz plany. Ale kiedy osoba z kategorii pierwszej napisze Ci smsa i to będzie coś ważnego, Twój poziom zaangażowania będzie dużo wyższy. Powiedzmy, że rzucisz wszystko o ile masz włączony telefon i o ile akurat nie leżysz w szpitalu. Myślę, że to wyjaśnia różnicę między poziomem zaangażowania. Ale jak w takim razie przydzielać relacje do określonych kategorii?</p>



<p>Na podstawie kryteriów zewnętrznych i wewnętrznych. Zewnętrzne to na przykład – Twoja tolerancja na spóźnienia; obserwowanie czy ktoś odpowiada zainteresowaniem na zainteresowanie; czy zadaje Ci jakieś pytania i słucha Twoich odpowiedzi; czy Ci przerywa kiedy coś mówisz; czy wykazuje inicjatywę w organizowaniu spotkań czy nie; jak traktuje innych ludzi, na przykład kelnera albo osobę, która dba o czystość w danym miejscu. Wewnętrzne kryteria to na przykład to, jak się czujesz w trakcie i po spotkaniu z daną osobą – generalnie po spotkaniu czujesz się lepiej czy gorzej; na ile w trakcie spotkania czujesz się swobodnie a na ile musisz uważać na każde słowo; czy coś z tyłu głowy Cię ostrzega, żeby za dużo tej osobie nie mówić, czy raczej jest w porządku. To wszystko oczywiście wymaga zwrócenia uwagi na te rzeczy i umiejętności ocenienia w danej chwili, co się dzieje. A to bywa trudne w związku z tym, że wszyscy mamy jakieś schematy, założenia i nadzieje związane z relacjami, które przesłaniają nam rzeczywistość. Mamy też oczywiście wzorce w oparciu o które budujemy relacje i w nich funkcjonujemy. Właśnie dlatego takie ważne jest to, żeby znać siebie pod tym względem. Żeby znać swoje schematy, wrażliwe punkty i rozumieć jak to może wpędzić nas w kłopoty. Świadomość tego może nam pomóc tych kłopotów uniknąć. Pozwoli zobaczyć prawdę i trzeźwo oceniać swoje relacje i zacząć je naprawdę od zera z czystą kartą. I to jest kolejny, kluczowy element tego wzoru<strong>. Zero powinno być punktem wyjścia dla każdej relacji.</strong> Możesz trzymać się zera tylko wtedy, kiedy rozpracowałeś / rozpracowałaś, swoje wzorce w relacjach i znasz siebie na tyle dobrze, żeby umieć przywracać się do zera w razie komplikacji. Czyli startujesz od zera, na bazie swoich kryteriów, przez obserwację czyichś zachowań i swoich odczuć, przypisujesz daną osobę do kategorii, za tym idzie Twoja świadomość poziomu zaangażowania jaki dobierzesz do relacji na bazie kategorii. Myślę, że to jest dosyć proste. Oczywiście relacje z czasem mogą się zmieniać i przesuwać w ramach kategorii w zależności od tego jak się rozwijają. To jest coś dynamicznego. Jeżeli ktoś spóźnia się dziesięć razy pod rząd, to może nie będzie w pierwszej kategorii. Jeżeli ktoś wiecznie narzeka, też pewnie tam nie trafi. Będzie niżej, ale nie zostanie całkowicie zlikwidowany, bo nie będzie po prostu takiej potrzeby. Ta relacja będzie nadal dla Ciebie dostępna.</p>



<p>Oczywiście trzeba pamiętać o tym, że to jest tylko jakiś model. Nie trzeba się tego sztywno trzymać, ale to jest jakaś rama, która może być pomocna szczególnie dla osób, które są trochę zagubione w relacjach. Ona może być odpowiedzią na potrzebę więzi, samotność i trudność w tym, żeby nie wpadać w skrajności. Przynajmniej z mojej perspektywy ma to sens. I myślę, że jeżeli dobrze się to zastosuje, nawet nie jakoś ortodoksyjnie, tylko po prostu będzie to gdzieś w świadomości, to może Ci stworzyć szansę na to, żeby mieć więcej różnorodnych relacji i czuć się w nich bezpieczniej. Poza tym wchodząc w kontakt z różnymi ludźmi dasz sobie więcej szans do rozwoju. Odcinając relacje odcinasz te szanse. Różnorodność sprzyja rozwojowi. Naprawdę jest niewiele rzeczy, które tak dobrze jak relacje, pokażą Ci Twoje obszary do rozwoju. I myślę, że można z tego pełniej korzystać bez radykalnego podejścia, mając jednocześnie coś, na czym można się oprzeć i do czego odnieść. &nbsp;I w moim odczuciu ten prosty model o którym dzisiaj mówiłam, może pełnić właśnie taką funkcję. Mam nadzieję, że to się przyda i że to będzie dla Ciebie pomocne.</p>



<p>Na dzisiaj to wszystko. Przypominam, że osoby zapisane do Newslettera dostają filmy wcześniej, mają pierwszeństwo. Jeżeli masz ochotę dołączyć w opisie tego filmu znajdziesz link do formularza zapisu. Możesz też skorzystać z formularza na stronie Selfmastery.pl. Mam też małą aktualizację sytuacji z podcastami – część nagrań jest już dostępna na różnych platformach podcastowych – na razie to są filmy z serii Mastery Insights. Ale będziemy to sukcesywnie uzupełniać. Póki, co linki do Selfmastery Podcast też dodam do opisu tego filmu. Poza tym jak zwykle, zapraszam na coaching jeden na jeden ze mną, więcej informacji znajdziesz na Selfmastery.pl. Wszystkiego dobrego i do zobaczenia.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://selfmastery.pl/to-poprawi-twoje-relacje/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>4 Rzeczy Które Zniszczą Ci życie</title>
		<link>https://selfmastery.pl/4-rzeczy-ktore-zniszcza-ci-zycie/</link>
					<comments>https://selfmastery.pl/4-rzeczy-ktore-zniszcza-ci-zycie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 20 Mar 2024 11:34:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[video]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://selfmastery.pl/?p=5412</guid>

					<description><![CDATA[Cześć, jestem Magda z Selfmastery.pl, dzisiaj opowiem o czterech rzeczach, które mogą kompletnie zniszczyć Ci życie i o tym jak możesz zacząć je rozbrajać. Można znaleźć setki rzeczy, które potencjalnie<span class="excerpt-hellip"> […]</span>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Cześć, jestem Magda z Selfmastery.pl, dzisiaj opowiem o czterech rzeczach, które mogą kompletnie zniszczyć Ci życie i o tym jak możesz zacząć je rozbrajać.</p>



<p>Można znaleźć setki rzeczy, które potencjalnie mogą zniszczyć człowiekowi życie, ale myślę, że spora część z nich, bezpośrednio albo pośrednio, wynika z tych czterech o których dzisiaj opowiem. Zwracam szczególną uwagę właśnie na nie, bo one wydają mi się dosyć powszechne i trudne do przezwyciężenia. Głównie ze względu na to, że są napędzane przez pierwotne, potężne mechanizmy związane z naszą psychiką, biologią, kulturą i warunkowaniem w dzieciństwie. W dodatku dosyć trudno je dostrzec na pierwszy rzut oka, bo one sobie działają raczej w tle przez, co widzimy i odczuwamy głównie ich skutki, ale niekoniecznie potrafimy dostrzec przyczyny. A to oczywiście powoduje, że nasza uwaga koncentruje się głównie na szukaniu rozwiązań, które mają nam pomóc radzić sobie &#8211; właśnie ze skutkami &#8211; ale ginie nam w tym wszystkim szersza perspektywa, bez której trudno znaleźć wyjście z sytuacji.&nbsp; W praktyce, żeby rozwiązać problem, potrzebujemy rozwiązań, które <strong>wynikają</strong> ze zrozumienia szerszego kontekstu a nie tylko mikrozarządzania sobą i sytuacją. A to oczywiście nie jest takie proste. Zmiana perspektywy nie jest łatwa. Myślę, że generalnie za rzadko patrzymy na rzeczy z większego dystansu i zastanawiamy się nad prawdziwym źródłami naszych ograniczeń i motywacji. W rezultacie, nie rozpoznajemy do końca tego, co tak naprawdę za kulisami naszej świadomości – animuje nasze działania, reakcje i dążenia. A bez tej świadomości, możemy latami powtarzać te same strategie w nadziei na to, że wreszcie przyniosą nam to czego chcemy. Albo przyniosą nam chociaż coś innego. Ale zamiast tego, niestety zwykle lądujemy w podobnym miejscu, nie tylko w ramach zewnętrznych skutków, ale też wewnętrznych przeżyć. Myślę, że największe niebezpieczeństwo tych utartych strategii polega na tym, że one w jakimś stopniu działają, one na moment przynoszą ulgę, ale niestety nie zmieniają nic zasadniczo ani długoterminowo. Raczej reprezentują triumf natychmiastowej gratyfikacji, ulgi i impulsu; ponad świadomością, ponad realnym rozwiązaniem, trwałą satysfakcją i budowaniem na prawdziwych podstawach. Niestety akurat w przypadku tych czterech rzeczy o których będę mówiła dzisiaj, to jest szczególnie niebezpieczne, bo chodzi o Twoje życie. I tutaj naprawdę nie ma i nie będzie skrótów. Myślę, że zaraz się o tym przekonasz.</p>



<p><strong>Pierwszą rzeczą, która zniszczy Ci życie, jest staranie się o aprobatę, akceptację, miłość, uwagę i uznanie ze strony rodziców w życiu dorosłym. </strong>Oczywiście to się najprawdopodobniej ciągnie od dzieciństwa. Wszyscy chcemy i potrzebujemy, jako dzieci, bezwarunkowej miłości, aprobaty, uwagi i zrozumienia ze strony rodziców. To jest naturalne i u dziecka jak najbardziej zrozumiałe i uzasadnione. Bardzo dużo w naszym dalszym życiu, zależy od tego czy to dostaniemy czy nie. Ewentualnie od tego w jakiej ilości to dostaniemy. Dodam od razu, że jeżeli tego będzie za dużo – nie będzie dobrze; jeżeli za mało – też nie będzie dobrze.  Ale pomijając proporcje, potrzebujemy tego w <strong>wystarczającym</strong> stopniu, żeby prawidłowo się rozwijać. W idealnym świecie to nie są w ogóle rzeczy, o które dziecko powinno się starać tak naprawdę. One powinny być oczywiste, niestety często tak nie jest. I tutaj zaczyna się problem. Myślę, że wiele osób doświadczyło i doświadcza warunkowej miłości i wszystkich konsekwencji, jakie niosą ze sobą strategie radzenia sobie w takiej sytuacji. To jest coś, co prześladuje człowieka potem w życiu dorosłym w różnych obszarach życia, nie tylko w relacji z rodzicami. Ale jeżeli jako osoba dorosła, nadal starasz się o to, żeby rodzice Cię zauważyli, docenili i zaakceptowali to kim jesteś i to jest paliwo, którego mniej lub bardziej świadomie używasz do zasilania Twoich decyzji życiowych, działań, sukcesów i wyborów – to mamy problem. Jeżeli układasz swoje życie w taki sposób, żeby w końcu usłyszeć od ojca, że jest z Ciebie dumny a od matki, że Cię kocha, to pytanie – czy to jest w ogóle jeszcze Twoje życie? Mało tego, to staranie się o miłość ze strony rodziców w życiu dorosłym, najprawdopodobniej i tak nie zadziała. A nie zadziała z trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że z pustego i Salomon nie naleje. To znaczy, że jeżeli rodzice nie dali Ci tego, co było Ci potrzebne na poziomie emocjonalnym, w dzieciństwie, to pewnie sami tego nie mieli i nadal nie mają. Po drugie, oni pewnie nawet nie wiedzą czego od nich chcesz. Zgaduję, że raczej nie mówisz wprost rodzicom, że chcesz od nich usłyszeć, że Cię kochają albo, że są dumni. To jest często bardzo trudne. Raczej odgrywasz scenariusz w swoim życiu, który według Twoich przewidywań, powinien doprowadzić Cię do tego czego chcesz, bez konieczności artykułowania tych rzeczy bezpośrednio. Trzeci powód z jakiego staranie się o miłość rodziców w życiu dorosłym nie zadziała najlepiej, jest taki, że sam proces starania się i nieuchronne rozczarowywanie się po drodze, zbudują między Tobą a Twoimi rodzicami mur złożony z bardzo intensywnych emocji, które będą prowadziły raczej do konfliktów, niechęci i urazy a niekoniecznie do zrozumienia. I za każdym razem kiedy ta Twoja krucjata po miłość, skończy się niepowodzeniem, będziesz przeżywać na nowo trudne emocje, te same emocje, które znasz ze swojej przeszłości, pewnie – gniew, smutek, żal, lęk i rozczarowanie. I to oczywiście boli, ale też na swój sposób przynosi komfort, bo jest znajome. I niestety to też utrwala problem. To wszystko razem powoduje, że możesz nigdy nie usłyszeć tego, co zawsze chciałeś albo chciałaś usłyszeć, ale może być Ci trudno przestać się o to starać. To jest Twoja pętla, której na pierwszy rzut oka, możesz w ogóle w swoim życiu nie zauważać, bo ona ginie w codzienności. Ale jeżeli to będzie wyglądało tak dalej, to właśnie tak Twoja przeszłość stanie się teraźniejszością a teraźniejszość potencjalnie, może stać się Twoją przyszłością w sensie tego, co napędza Twoje działania i decyzje i tego, co odczuwasz cyklicznie. Niestety prawda w tej sytuacji jest taka, że najprawdopodobniej żadna ilość zaocznych starań, złości, buntu, żalu, uporu ani uległości, nie pomoże Ci za bardzo w uzyskaniu tego o co Ci chodzi. Największe sukcesy albo najgłupsze decyzje, mogą nie wystarczyć, żeby rodzice zwrócili na Ciebie uwagę, docenili to kim jesteś i żeby wypowiedzieli w końcu te upragnione słowa, które chcesz usłyszeć. Żeby móc iść w życiu naprzód, naprawdę po swojemu, warto w tej sytuacji przyjąć z góry założenie, że Twoja relacja z rodzicami nigdy nie będzie tym na co liczysz. To się nigdy nie wydarzy. I paradoksalnie przyjęcie takiego założenia, przejście przez utratę nadziei i ból z tym związany, daje ulgę i największą szansę na to, że te relacje kiedyś się zmienią na lepsze. A w międzyczasie nie będą przeszkodą w Twoim własnym życiu, będziesz po prostu bardziej wolnym człowiekiem. A żeby tak się stało, to oczywiście praca jest do wykonania po Twojej stronie, żeby poukładać się z tym wszystkim wewnętrznie. To układanie będzie związane z przejściem procesu żałoby, po tym czego nigdy nie było i może nigdy nie będzie. Dopiero po tym wszystkim, możliwe będzie zdjęcie ciężaru oczekiwań i żalu z relacji z rodzicami, co tak jak mówiłam zwykle skutkuje polepszeniem tych relacji. I to jest rozwiązanie, które jest trudne, ale które sięga podstaw i daje realną szansę na jakąś zmianę. Tkwienie w pętli praktycznie zabija tę szansę. Dużo gorsze dla Twojego życia i dla Twojej przyszłości są ciągłe próby, staranie się i powtarzające się cierpienie związane z tym, że się nie udaje. Trzeba zaakceptować sytuację – jak coś się zmieni to dobrze, jak nic się nie zmieni też w porządku. To jest punkt w którym chcesz się znaleźć. Oczywiście to nie jest proste, ale jest możliwe. Jak w takim razie zacząć myśleć o tym trochę inaczej i przejąć kontrolę nad swoim życiem w bardziej świadomy sposób, jeżeli rozpoznasz w sobie to dążenie do aprobaty rodziców w jakiejś formie? Na początek kilka prostych pytań do przemyślenia. Gdybyś miał albo miała całkowitą pewność, że nigdy nie będzie możliwe uzyskanie aprobaty rodziców, bez względu na to, co zrobisz, to jak wyglądałoby Twoje życie? Kiedy Cię o to pytam, jakie emocje się pojawiają? Gdyby Twoich rodziców w ogóle dzisiaj nie było w Twoim życiu, żyłbyś tak samo czy inaczej? Robiłbyś te same rzeczy, dokonywał tych samych wyborów i dążył do tego samego, czy nie? Jeżeli tak, ok. Jeżeli nie, to co innego by to było? Rozumiem, że odpowiadanie sobie na takie pytania może być bardzo bolesne, ale bez tego ciężko żyć swoim życiem a przecież chyba o to właśnie chodzi. Jeżeli potrzebujesz wsparcia, żeby poradzić sobie z tym tematem, na pewno dobrym pomysłem będzie terapia, nie ma na co czekać.</p>



<p><strong>Druga rzecz, która może kompletnie zmiażdżyć Ci życie, to relacje z niewłaściwymi ludźmi a szczególnie z niewłaściwym partnerem. </strong>Nie powiem Ci, że jesteś wypadkową pięciu osób z którymi spędzasz najwięcej czasu, jak to często się mówi w kręgach rozwoju osobistego. A nie powiem tak, bo nie do końca się z tym zgadzam i do końca w to nie wierzę. Oczywiście otoczenie ma na nas olbrzymi wpływ, ale ja Ci powiem – że Twój wybór znajomych i partnera, jest konsekwencją Twojego wzorca relacji, historii Twojego życia i poziomu rozwoju – czyli tego, co z tym wszystkim robisz. Oczywiście wiadomo, że przemożny wpływ na wszystkie relacje w Twoim życiu, będzie miała relacja z rodzicami. To ona staje się wzorcem, który potem powielasz na różne sposoby w innych relacjach. A żeby to było możliwe, potrzebujesz pasujących do tego teatru ludzi. Spotykasz ich i wybierasz podświadomie na bazie swojego wzorca. Na szczęście, ten wzorzec może ewoluować na przestrzeni czasu w wyniku Twoich różnych doświadczeń i rozwoju. Możesz to zmienić, pracując ze sobą. Nie jesteś na zawsze w tym wzorcu uwięziony ani uwięziona. Chociaż często słyszę od różnych osób, że w kółko przyciągają jakiś konkretny typ ludzi do swojego życia i to im nie odpowiada, chcą to zmienić, bo zależy im na innych relacjach. Nie bez powodu relacja z rodzicami, to jest punkt pierwszy na mojej liście – to właśnie ona jest zwykle kluczem do innych relacji i do ich przebudowy. Dotyczy to wyboru partnera; przyjaciół; Twoich zachowań w relacjach; tego co cyklicznie w nich odczuwasz i do odczuwania czego podświadomie dążysz albo czego chcesz uniknąć. Oczywiście na to jak Twoje codzienne życie wygląda, największy wpływ będzie miała relacja z partnerem i ona też, bardziej niż inne relacje, będzie odbiciem Twoich pierwszych relacji w życiu. Zasadniczo mogłabym wymienić cztery typy partnerów z jakimi się spotkasz – biorca, dawca, ofiara, zdrowa mieszanka dawcy i biorcy. Warto też pamiętać o tym, że czasami pod przykrywką dawcy albo ofiary, ewentualnie mieszanki tych dwóch, może ukrywać się biorca. To jest taka osoba, która niby dobrze Ci życzy i pozornie pomaga a tak naprawdę ma na oku tylko swój cel. Poza tym biorców mogłabym scharakteryzować jako osoby raczej konfliktowe, interesowne i mało empatyczne; dawców jako osoby gotowe wspierać, ale często niestety swoim kosztem; ofiary jako osoby potrzebujące wsparcia, ale niedoceniające go i nie za bardzo będące w stanie go udzielić. Z kolei osoby ze zdrowym podejściem do dawania i brania, nazwę sobie zrównoważonymi – one są w stanie wspierać i korzystać ze wsparcia na równych zasadach. Kto do kogo tutaj pasuje? Oczywiście konfiguracje mogą być najróżniejsze, ale mocno upraszczając – biorca często kończy z dawcą; dawca nieźle łączy się też z ofiarą; ofiara nieźle pasuje do biorcy i do dawcy a osoba zrównoważona do zrównoważonej, ewentualnie do dawcy. Oczywiście po drodze mogą nastąpić różne przetasowania. Ale dlaczego tak to widzę? Dlatego, że osoby, które ze sobą połączyłam, mogą całkiem dobrze realizować swoje wzorce relacji, właśnie w tych układach. Wiadomo &#8211; biorca bierze, dawca daje, to jest oczywiste. Jeszcze raz powiem – to jest tylko uproszczony schemat. Ale myślę, że mniej więcej daje Ci możliwość przyjrzenia się sobie w relacjach i dynamice jaka w nich panuje, bez zbytniego komplikowania. Dzięki temu Twoje zachowania i Twoje schematy reagowania i myślenia, będą łatwiejsze do zauważania, o ile oczywiście zechcesz im się przyjrzeć. I to jest Twoja rola. Nie jesteś w stanie zmienić drugiego człowieka, nie da się tak naprawdę do niczego zmusić partnera. To jest niemożliwe. Dlatego trzeba zająć się <strong>sobą </strong>na tyle dobrze, żeby pasować do jak najzdrowszego partnera i móc stworzyć dobrą, zdrową relację. Albo, żeby mieć odwagę do zakończenia relacji, która przynosi Ci więcej cierpienia niż radości. Oczywiście znowu, to nie jest takie proste, ale jest możliwe. Jeżeli jesteś teraz w relacji, to mam dla Ciebie parę prostych pytań, które mam nadzieję, pomogą Ci lepiej się w niej rozejrzeć. Kim jesteś w swojej relacji, według tego uproszczonego podziału o którym mówiłam wcześniej? Kim jest Twój partner? Jak to razem działa, jak się uzupełnia? Jak w związku z tym czujesz się w tej relacji? Jakie emocje pojawiają się u Ciebie kiedy sobie pomyślisz, że Twój partner nigdy się nie zmieni? Kiedy myślisz o przyszłości z tą osobą, czujesz radość i przypływ energii czy raczej zmęczenie? Jeżeli czujesz się źle w swojej relacji a mimo to w niej zostajesz, to zastanów się na ile ta relacja pozwala Ci odświeżać sobie, to czego nauczyła Cię o sobie i o miłości, Twoja relacja z rodzicami? Warto przemyśleć sobie te pytania. Mam nadzieję, że większość osób jednak uzna, że ich relacje są w porządku. Ewentualnie, że można się w nich porozumieć w ramach tego, co jest do ulepszenia. Życie jest wystarczająco wymagające, naprawdę nie trzeba go sobie dodatkowo utrudniać relacjami, które człowieka pogrążają. Dlatego warto sobie te rzeczy rozwiązać ze sobą i nauczyć się rozpoznawać i wchodzić w dobre relacje dla siebie. To od Ciebie powinno zależeć, kogo chcesz gościć w swoim życiu. Ale do tego poziomu – czyli do prawdziwej możliwości wyboru i rozpoznania tego, co jest dobre, też często trzeba dojść przez własną pracę. Szczególnie jeżeli się ma nie za ciekawą historię jeżeli chodzi o relacje.  </p>



<p><strong>Trzecią rzeczą, która zniszczy Ci życie, jest konformizm. </strong>Czyli najprościej mówiąc – ślepe naśladowanie tłumu. Bezkrytyczne przyjęcie zewnętrznych wartości, przekonań i zachowań, które społeczeństwo proponuje w standardzie i które propaguje. Ale tutaj uwaga, pójście w drugą stronę – czyli ślepe odrzucenie tych rzeczy jak leci, też nie jest dobre. Dlatego, że to jest ciągle reakcja na coś zewnętrznego a nie samodzielny wybór oparty na wewnętrznych kryteriach. Przez to, obie te postawy mogą być dla Ciebie tak samo niekorzystne i to nie jest w ogóle prawdziwa alternatywa. Nie trzeba wybierać między tymi dwoma skrajnościami. Ale skąd w ogóle bierze się konformizm? Powodów jest wiele, ale kilka pierwszych, które przychodzą mi na myśl to np. chęć bycia akceptowanym; chęć bycia częścią czegoś większego, nawet jeżeli to coś jest bliżej niesprecyzowane i nieokreślone; chęć nadania swojemu życiu jakiegoś sensu i znaczenia; brak świadomości swoich wartości; brak pomysłu na to, co zrobić ze swoim życiem; lęk przed odrzuceniem i ostracyzmem społecznym. Dołączenie do tłumu albo buntowanie się przeciwko tłumowi, jest zawsze łatwiejsze niż samodzielne myślenie i określenie swojej ścieżki życiowej, bo nie wywołuje poczucia tak dużego zagubienia. Punkt odniesienia istnieje wtedy na zewnątrz, jest dostępny. Można po niego sięgnąć. To daje pozorne poczucie celu, przynależności i bezpieczeństwa, ale niestety za cenę prawdziwej wolności i prawdziwej samorealizacji. Konformizm ma to do siebie, że dokłada się do statusu quo, on nie tworzy, nic nie zmienia. Jako konformista, stajesz się po prostu ogniwem w łańcuchu wielu pokoleń, które zasilają maszynę społeczną z pominięciem Twojej prawdziwej indywidualności. Tak naprawdę w tym układzie, nikomu na Tobie, jako na jednostce nie zależy. Nikogo nie obchodzisz, ważne żeby maszyna kręciła się dalej. Jak się uważnie rozejrzysz, to zobaczysz to na każdym kroku. Jak wygląda ta maszyna? Jako konformista lądujesz w świecie w którym panują z góry określone zasady, cele też są jasne – wystarczy się tylko dostosować. Trzeba zdobywać to, co społeczeństwo uważa aktualnie za istotne i czego wymaga. W ramach tego trzeba konkurować z innymi, którzy grają według takich samych albo podobnych reguł o to samo. Ważne jest to, kto więcej zarabia, ma większy dom, ładniejsze ciało, lepsze ubranie i samochód a ostatnio w pewnych kręgach, też ten kto jest większym ascetą. Niestety w ten sposób nie wygrywasz ani Ty ani Twój konkurent, bez względu na to kto ma więcej a kto mniej. Dlatego, że ta cała maszyna ma działać tak, żeby dwóch się biło a trzeci korzystał. Tym trzecim jest coś, co nazywa się górnolotnie wspólnym dobrem, postępem, gospodarką i społeczeństwem. Celem jest tak zwany rozwój, ale rozliczany głównie w Excelu, Twoje koszty się nie liczą. I kiedy w tak ułożonym świecie, robisz to co należy według określonych zasad, jesteś lubiany, ceniony i akceptowany. Jesteś człowiekiem sukcesu, który jest nagradzany aprobatą a przez to zachęcany do tego, żeby kontynuować taki styl życia. W tym cyklu – pracy, konkurencji i nagrody, tkwisz razem z innymi członkami społeczeństwa i w ten sposób wzajemnie potwierdzacie sobie słuszność swojej postawy. W dodatku to wszystko jest nieustannie podlewane sosem propagandy. Przez co wydaje się czymś normalnym. Wszystko wygląda jakby było na miejscu, bo przecież wszyscy tak robią a taka masa ludzi, nie może się aż tak mylić. A jednak. Fakt jest taki, że konformizm i propaganda, upośledzają w człowieku to, co w nim najlepsze – jego zdolność wnoszenia do świata czegoś prawdziwie unikalnego. Prawie nikt nie rozumie tego, że wszyscy skorzystaliby nieskończenie bardziej, gdyby zamiast sprzedawać ludziom gotowy przepis na życie, cenione było odkrywanie własnych wartości i korzystanie z własnej unikalności, na rzecz wszystkich, na rzecz całego społeczeństwa. Niestety nie ceni się indywidualności w takim sensie. Mało kto patrzy na tyle szeroko, żeby zobaczyć, że naprawdę dobre dla wszystkich byłoby, gdybyś rozpoznał swoją indywidualną, unikalną wartość jako człowiek, jako jednostka i gdybyś korzystał z tego po to, żeby podnieść jakość całej wspólnoty a przez to pchnąć całe społeczeństwo naprzód. Mało kto rozumie, że tak to powinno działać. A nawet jak rozumie, to niekoniecznie chce do tego dopuścić. Bo gdyby tak było, to ludzie byliby zbyt wolni, ciężko byłoby ich kontrolować w takim stopniu jak teraz a to jest sytuacja niedopuszczalna dla tych, którzy uważają, że trzymanie wszystkich w ryzach to jest świetny pomysł. W ogóle genialny pomysł. Właśnie dlatego to jest w Twoich rękach i dlatego to jest takie ważne. Nikt za Ciebie tego nie zrobi. Gra toczy się o Twoje życie. Osoby, które idą własną ścieżką, wnoszą najwięcej wartości dla wszystkich – dla siebie i dla innych. To one umożliwiają prawdziwy rozwój. A jest tak, bo kierują się swoimi wartościami, które wynikają głównie z tego, co wewnątrz a nie z tego, co na zewnątrz. Przez co mogą wnosić unikalną wartość. &nbsp;I wybierają te wartości z autentycznych powodów i korzystają z nich w konstruktywny sposób na rzecz wszystkich. Mało jest takich ludzi i niestety nie są zbyt mile widziani w społeczeństwie konformistów. Zmagają się często z niezrozumieniem a nawet z agresją. To nie są przyjemne rzeczy. I pewnie też dlatego między innymi, większość ludzi wybiera pozornie łatwiejszą drogą czyli – pseudo-autonomię, pseudo-indywidualność i pseudo-wolność. Są też osoby, które z założenia są zupełnie przeciwko, tak zwanemu systemowi. Ale mi nie o taką postawę chodzi. Tak jak mówiłam na początku, nie wszystko, co proponuje społeczeństwo jest złe. Nie trzeba ani ze wszystkim się zgadzać ani wszystkiego odrzucać. Chodzi raczej o stworzenie w sobie tak dużej przestrzeni opartej na samopoznaniu, żeby możliwe było dla Ciebie jednocześnie, wybieranie i korzystanie z tego, co ma do zaoferowania społeczeństwo i zachowanie siebie. Nie musisz być konformistą i niewolnikiem, ale też nie musisz stawać się buntownikiem. To nikomu nie będzie służyło. Twój punkt odniesienia powinien być wewnątrz. A żeby tak było, na początek, potrzebujesz <strong>podważyć w samym sobie</strong>, to na czym ta cała maszyna stoi i przestać tak często zastanawiać się nad tym gdzie w porównaniu do innych jesteś w hierarchii społecznej. Zamiast tego zacznij się zastanawiać nad tym, o co Tobie tak naprawdę w życiu chodzi? Gdybyś nie mógł nigdy nikomu pokazać tego, co robisz i jak sobie radzisz, to co byłoby ważne i co byś robił a czego nie? Gdyby niemożliwe było uzyskanie sławy, pieniędzy ani statusu, to jak mierzyłbyś swoje osiągnięcia i co byś robił? Jaką masz definicję sukcesu i na ile ona jest Twoja? Czy zmieniasz coś w ogóle swoim życiem w świecie czy raczej dokładasz się do statusu quo? Konformiści zawsze szukają punktów odniesienia na zewnątrz, ja chciałabym żebyś zaczął i zaczęła szukać ich wewnątrz. Już jesteśmy na takim poziomie rozwoju na tym kanale, ze myślę, że bez problemu jesteś w stanie zacząć to robić. Wystarczy spróbować i zadać sobie tych kilka pytań.</p>



<p><strong>Czwarta rzecz, która zniszczy Ci życie, to pozwolenie na to, żeby lęk kierował Twoim życiem. </strong>Zwróć uwagę na to, że nie mówię o tym, że sam lęk zniszczy Ci życie, tylko o tym, że kierowanie się głównie lękiem zniszczy Ci życie. Rzeczywistość jest taka, że lęku się nie pozbędziemy. To jest jedna z najsilniejszych ludzkich emocji, potrafi człowieka dosłownie i w przenośni unieruchomić. Zawsze w ludziach i w lęku, fascynowało mnie to, że potrafimy się bać jednocześnie – powiedzmy – przeciwstawnych rzeczy. Że potrafi to tak w ogóle działać. Pierwsza rzecz to ta z którą chyba w rozwoju osobistym spotykamy się najczęściej – czyli lęk przed jakąś zmianą, przed czymś ryzykownym, nowym i nieznanym. Druga, to lęk przed zmarnowaniem swojego życia z powodu unikania zmiany, ryzyka, czegoś nowego i nieznanego. I w takim zawieszeniu potrafimy trwać, dosłownie latami. Często aż do momentu w którym zmiana zostaje wymuszona i nie ma innej możliwości. Oczywiście nie od dziś wiadomo, że ludzie częściej rozwijają się jednak w wyniku desperacji niż inspiracji. Wiadomo też, że każdy chce uniknąć bólu, nie chcemy za bardzo się męczyć, boimy się braku akceptacji, odrzucenia, porażki a nawet sukcesu. I jeżeli nie musimy, to nie robimy niczego, co mogłoby nas na te rzeczy narazić. Niestety unikając tego wszystkiego, unikamy też często tego czego najbardziej pragniemy – wolności, miłości, sukcesu i samorealizacji. Oczywiście istnieje droga do tych rzeczy, ale to nie jest droga osoby, która ulega swoim lękom. To nie jest ścieżka &nbsp;konformisty ani buntownika. To nie jest też ścieżka osoby, która jest niewolnikiem trudnych relacji. To jest ścieżka kogoś, kto potrafi zachować na tyle szeroką perspektywę, żeby dostrzegać realne koszty łatwych rozwiązań i iść inną drogą. To jest ktoś kto potrafi mierzyć się z tym, czego większość chcę uniknąć, żeby zamienić pozorne rozwiązania, na realnie skuteczne rozwiązania. Tak naprawdę i tak nie ma innej drogi a kombinowanie tylko opóźnia nieuniknione, ale niektórzy muszą się przekonać o tym na własnej skórze. Żeby złapać tę szerszą perspektywę, może pomóc przypomnienie sobie o śmierci. Jednym to pomaga, innym nie. U mnie zawsze działa świetnie. W obliczu śmierci naprawdę niewiele człowiek ma do stracenia. Dzięki temu, może być łatwiej wyjść z klinczu lęków o których mówiłam wcześniej.&nbsp; W ogóle kiedy wymieniałam te wszystkie rzeczy, których się często boimy to zaczęłam sobie myśleć o tym, czy jest w ogóle coś czego się nie boimy? A jeżeli ulegamy tym wszystkim lękom, to do jakiego życia nas to prowadzi? Do ilu zmarnowanych szans i okazji? Do ilu zmarnowanych talentów z których wszyscy moglibyśmy czerpać? Oczywiście nie chodzi mi teraz o to, żeby pozbyć się lęku. Skrajności rzadko są dobre. Chodzi mi raczej o to, żebyśmy zrozumieli, że lęk był, jest i będzie częścią ludzkiego życia. Nie pozbędziemy się go nawet wtedy, kiedy wszystkiego będziemy unikać ani wtedy kiedy będziemy ryzykować bez żadnej miary. Więc skoro i tak mamy się bać, to może lepiej chociaż bać się czegoś, co ma jakąś perspektywę i zastanowić się nad tym, co znaczyłoby dla Ciebie żyć po swojemu? Jakby to w ogóle wyglądało? Odwagi do czego by to wymagało? Zmierzenia się z jakimi lękami? Czego w tym boisz się najbardziej? Odrzucenia? Samotności? Ośmieszenia? Co to jest? I co tak naprawdę stałoby się gdyby wydarzyło się to czego boisz się najbardziej? Myślę, że to są niezłe pytania na początek.</p>



<p>Kiedy sobie popatrzysz na te cztery rzeczy – pogoń za aprobatą rodziców, relacje, konformizm i lęk &#8211; to zauważysz, że to nie jest koniecznie tak, że one zniszczą Ci życie w takim sensie, że wylądujesz pod mostem. Tak naprawdę kiedy będziesz im ulegać, Twoja sytuacja &#8211; patrząc z zewnątrz &#8211; może wyglądać całkiem nieźle. Ale dla mnie w tym filmie, miarą zniszczonego życia nie jest to, jak to wszystko wygląda z zewnątrz. Jest nią coś zupełnie innego. To, że według zewnętrznych standardów będziesz osobą, która nie zniszczyła swojego życia; nic nie znaczy, jeżeli wewnątrz będziesz czuć, że jest inaczej. Kiedy będziesz leżeć na łożu śmierci z pieniędzmi zarobionymi dzięki wyborom, które podobały się Twojej rodzinie i społeczeństwu; kiedy pomyślisz o tym, że spędziłeś życie z partnerem, który nie był dla Ciebie dobry i o tym, że nie żyłeś tak jak chciałeś przez lęk, to jakie znaczenie będzie miało wszystko inne? Ludzie pod koniec życia żałują najbardziej tego, że nie żyli tak jak chcieli, że nie żyli swoim życiem. I myślę, że bardzo ważne jest to, żeby uświadomić sobie, że prawdziwym kosztem ulegania tym rzeczom o których dzisiaj mówiłam, ostatecznie &#8211; będziesz <strong>TY</strong>.&nbsp;</p>



<p>Na dzisiaj to wszystko, ale zanim skończę to chcę powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze &#8211; postanowiłam udostępniać nowe filmy osobom zapisanym do mojego Newslettera, kilka dni przed premierą na YouTubie. One będą miały pierwszeństwo, dostaną film wcześniej, chcę im w ten sposób podziękować za lojalność i za wsparcie przez ostatnich kilka lat. Jeżeli masz ochotę do nas dołączyć – zapraszam na Selfmastery.pl, możesz też skorzystać z linka w opisie tego filmu i w ten sposób zapisać się do Newslettera. Po drugie – niedługo nagrania będą też dostępne na różnych platformach podcastowych, jesteśmy w trakcie przygotowań. Dam znać jak przynajmniej część nagrań będzie już dostępna do odsłuchania. Poza tym, jak zwykle – zapraszam na coaching jeden na jeden ze mną, więcej informacji znajdziesz na Selfmastery.pl. A za dzisiaj bardzo dziękuję, wszystkiego dobrego i do zobaczenia.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://selfmastery.pl/4-rzeczy-ktore-zniszcza-ci-zycie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak Połączyć Realizowanie Celów z Obecnością</title>
		<link>https://selfmastery.pl/jak-polaczyc-realizowanie-celow-z-obecnoscia/</link>
					<comments>https://selfmastery.pl/jak-polaczyc-realizowanie-celow-z-obecnoscia/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 13 Feb 2024 07:00:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[video]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://selfmastery.pl/?p=5405</guid>

					<description><![CDATA[Mastery Insights to seria krótkich filmów uzupełniających większe bloki tematyczne. Będę się za jej pomocą dzieliła wskazówkami rozwojowymi, użytecznymi obserwacjami i refleksjami. Transkrypcja nagrania jest dostępna tylko dla osób zapisanych<span class="excerpt-hellip"> […]</span>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<div class="wp-block-columns is-layout-flex wp-container-core-columns-is-layout-9d6595d7 wp-block-columns-is-layout-flex">
<div class="wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow">
<p><strong>Mastery Insights</strong> to seria krótkich filmów uzupełniających większe bloki tematyczne. Będę się za jej pomocą dzieliła wskazówkami rozwojowymi, użytecznymi obserwacjami i refleksjami.</p>
</div>



<div class="wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow">
<p>Transkrypcja nagrania jest dostępna tylko dla osób zapisanych do <strong>Newslettera Selfmastery.pl</strong> Jeżeli masz ochotę się zapisać, możesz skorzystać z formularza zapisu na stronie głównej Selfmastery.pl Mam nadzieję, że do nas dołączysz. Wielkie dzięki i wszystkiego dobrego:)</p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://selfmastery.pl/jak-polaczyc-realizowanie-celow-z-obecnoscia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>5 Mitów Na Temat Życiowego Celu</title>
		<link>https://selfmastery.pl/5-mitow-na-temat-zyciowego-celu/</link>
					<comments>https://selfmastery.pl/5-mitow-na-temat-zyciowego-celu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Jan 2024 13:05:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[video]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://selfmastery.pl/?p=5402</guid>

					<description><![CDATA[Dzisiaj temat oczekiwań związanych z realizowaniem na co dzień swojego życiowego celu w zderzeniu z rzeczywistością. Zauważyłam, że wielu osobom przestaje wystarczać rozwój, który ma służyć odhaczaniu kolejnych celów. Coraz<span class="excerpt-hellip"> […]</span>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Dzisiaj temat oczekiwań związanych z realizowaniem na co dzień swojego życiowego celu w zderzeniu z rzeczywistością.</p>



<p>Zauważyłam, że wielu osobom przestaje wystarczać rozwój, który ma służyć odhaczaniu kolejnych celów. Coraz częściej pieniądze, dobra praca, nowy samochód i dom, to za mało. Ludzie są głodni głębi. Chcą łączyć swoje cele i dążenia z poczuciem sensu i spełnienia. Szukają czegoś, co ma więcej substancji, co jest mniej powierzchowne. Szukają celu, który nie zgaśnie zaraz po tym jak go osiągną. Chcą, żeby coś zostało z nimi na dłużej. Może nawet do końca życia. Oczywiście dla sporej grupy osób, marzenia materialne, ciągle są czymś najważniejszym, na takim są etapie i to jest w porządku. Natomiast wyraźnie widzę, że oczekiwania względem celów rosną wprost proporcjonalnie, do rozczarowań i braku poczucia spełnienia, związanego z osiąganiem celów typu – pieniądze i standardowo rozumiany sukces. Kłopot z życiowym celem polega na tym, że bardzo różni się od typowych dążeń, które zwykle określamy sobie z poziomu ego. Takie dążenia to po prostu coś czego chcemy, nasze pragnienia i ambicje, które mogą wynikać z bardzo różnych rzeczy. Często mają sporo wspólnego z rzeczami, które postrzegamy jako nasze deficyty wewnętrzne i realizując te kolejne cele, próbujemy te deficyty naprawić zewnętrznymi osiągnięciami. Te pragnienia i ambicje, bywają też często związane z oczekiwaniami społecznymi, które oczywiście staramy się spełnić. Życiowy cel jest zupełnie inny od tego.</p>



<p>Może się mylę, ale wydaje mi się, że na tym etapie popularności rozwoju osobistego, dość łatwo idzie nam określanie celów związanych z finansami albo z wymarzoną sylwetką. Prawie każdy wie jak te cele osiągnąć albo może się tego dowiedzieć. Oczywiście sama wiedza często nie wystarcza, sporo dzieje się w trakcie osiągania tych rzeczy i to wcale nie jest takie proste jak teraz o tym mówię, ale celowo to upraszczam. Dlatego, że namacalność tych celów czy ich mierzalność sprawia, że mniej więcej wiemy jak do tego podejść i wyraźnie widzimy albo postęp albo regres. Ale jeżeli chcesz na co dzień mieć poczucie, że to co robisz i jak spędzasz swoje dni ma głębszy sens, jeżeli chcesz mieć poczucie spełnienia, to co w ogóle z tym zrobić? Jak się za to zabrać? Mało kto wie. Pewnie dlatego życiowy cel, powoli staje się takim mitycznym dobrem luksusowym w świecie rozwoju. A jego wartość dodatkowo powiększa to, że nie można go kupić ani od nikogo dostać. Nikt konkretnie nie powie Ci, co to ma być dla Ciebie i co masz z tym zrobić. Nie da się tego zlecić, outsourcing tutaj nie zadziała. I to kompletnie zbija ludzi z tropu. Myślę, że to wszystko sprawia, że życiowy cel jednocześnie denerwuje, fascynuje i generuje wygórowane oczekiwania i nadzieje. Jak prawie wszystko, co nie jest dostępne od ręki a czego się chce. Przez jego tajemniczość i taką pozorną niedostępność, łatwo upatrywać w nim kolejnego leku na ból istnienia. Ale czy słusznie? A może jest jak zwykle – jeżeli czegoś chcesz a tego nie masz, to wydaje Ci się, że właśnie to czego nie masz jest tym jedynym brakującym elementem do pełni szczęścia i poczucia spełnienia? Z perspektywy osoby, która realizuje swój życiowy cel od lat powiem, że życiowy cel jest na pewno źródłem poczucia sensu i spełnienia. Gdybym miała wskazać jedną, najważniejszą rzecz w moim życiu na tym etapie rozwoju, to byłoby zdecydowanie posiadanie życiowego celu. To jest moja gwiazda polarna i nie zamieniłabym tego na nic innego. Ale muszę też powiedzieć, że to nie załatwia wszystkiego i dodatkowo jeszcze niesie ze sobą swój bagaż trudności i pułapek, o których mówi się bardzo mało. To jest dużo bardziej złożone niż proste równanie – jak to będę miała, to wreszcie będę wolna od problemów i szczęśliwa. Właśnie dlatego chcę obalić kilka mitów na temat życiowego celu. Opowiedzieć o realiach życia i pracy kogoś kto na co dzień żyje swoim życiowym celem i o tym jak to się ma do nadziei i oczekiwań, jakie dla wielu osób wiążą się z tym tematem. Po kolei…</p>



<p><strong>Pierwszy mit: jak będę mieć wreszcie konkretny kierunek i cel w życiu, to rozwiąże wszystkie moje problemy. </strong>To jest chyba największy mit na temat życiowego celu. Z dzisiejszej perspektywy człowieka, który nie wie, co jest jego życiowym celem może Ci się wydawać, że jak ten cel się pojawi, to wszystko się zmieni – dni staną się bardziej kolorowe i znikną rzeczy, które dzisiaj Ci dokuczają. Zniknie brak energii, motywacji, bezsens codzienności i niechęć do wstawania rano a zamiast rutyny i poczucia obowiązku, będzie Cię wyciągać z łóżka coś naprawdę inspirującego. Sprowadzę trochę te wyobrażenia na ziemię, ale nie za bardzo. Bo życiowy cel rzeczywiście ma potencjał do tego, żeby zupełnie zmienić perspektywę na życie i rozwiązać zasadniczy problem braku poczucia sensu.  W związku z tym, pomaga też radzić sobie z wieloma trudnościami niższego rzędu, które wymieniłam  wcześniej i z powodu których wiele osób w ogóle, zaczyna się interesować rozwojem osobistym. Świadomość kierunku, potrafi zupełnie zmienić stosunek do życia, zaangażować, dodać energii, pomóc określić priorytety, wzbudzić chęć do działania i dodać siły do pokonywania trudności. To wszystko tak. Ale to na pewno nie rozwiązuje automatycznie wszystkich problemów. Szczególnie, że w zastępstwie tych dotychczasowych, kłopotliwych rzeczy, pojawiają się powiedzmy – ‘lepsze problemy’. Dlaczego lepsze? Bo zamiast udręczenia rutyną, braku energii, braku poczucia sensu i poczucia obowiązku, które dzisiaj może przyświecają każdemu Twojemu działaniu, masz energię i chęci, ale zmagasz się z lękiem, oporem, odpowiedzialnością, niepewnością, poczuciem osamotnienia i opinią innych ludzi, którzy nie rozumieją tego, co robisz. Szczególnie jeżeli Twój życiowy cel wymaga sporych zmian w Twoim życiu albo związany jest z wystawieniem się na ocenę. Plus jest taki, że jednak robisz to w imię czegoś, co ma dla Ciebie znaczenie. A już samo to zupełnie zmienia energię z jaką podchodzisz do życia i dodaje sporo odwagi. I z tej perspektywy dotychczasowe problemy albo znikają albo stają się bardziej znośne i mniej przytłaczające, ale to nie jest wcale tak, że z niczym się nie zmagasz. Dopiero teraz jesteś na arenie życia a nie na trybunach. A to jest zupełnie inna sytuacja, zupełnie inne doświadczenie i nie zawsze jest łatwo, prosto i przyjemnie.</p>



<p>Poza tym, sam życiowy cel to nie powinna być tylko wzniosła, abstrakcyjna idea. On domaga się realizowania w działaniu. A to wiąże się z pracą na co dzień. To też są obowiązki i zadania, co prawda napędzane innym paliwem, ale czasami ma się zwyczajnie dość. Człowiek jest zmęczony i przytłoczony. Nie zawsze się chce i nie zawsze leci się jak na skrzydłach, żeby realizować te wielkie idee. Chociaż fakt jest taki, że one zdecydowanie pomagają w znoszeniu codziennych, czasami nudnych i mało przyjemnych zadań. Kiedy się ma życiowy cel, łatwiej się za te rzeczy zabrać i nad tym przeskoczyć. To prawda. Ale problem jest czasami taki, że nawet nie jak przekuć swój abstrakcyjny życiowy cel na działanie. A to jest frustrujące i zniechęcające, bo coś masz a nie wiesz, co z tym zrobić. Nawet jak się wie, co z tym zrobić to i tak człowiek nie ucieknie od obaw, pracy, planowania, niepewności, lęku, porażek i trudności. Wielu osobom wydaje się, że jak już określą sobie ten swój życiowy cel, to dalej będzie z górki. Nic bardziej mylnego. Kiedy nie masz celu jest źle, kiedy masz cel a nie masz pojęcia, co z nim zrobić w praktyce, też wcale lepiej nie jest i wreszcie kiedy masz cel i go realizujesz, doświadczasz ‘lepszych problemów’. Jak widać w praktyce, to że nie wiesz, co jest Twoim życiowym celem może być problemem i to, że wiesz, co nim jest, też może nim być. Pick your poison<img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f60a.png" alt="😊" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>Poza tym fakt, że masz określony życiowy cel, wiesz co masz robić i Ci się nawet chce, to wcale jeszcze nie znaczy, że w Twoich finansach, dbaniu o zdrowie czy w relacjach, dzieją się automatycznie dobre rzeczy. I na odwrót – to, że masz te rzeczy poukładane, wcale nie znaczy, że jest dobrze w kontekście poczucia sensu i poczucia, że jesteś na swoim miejscu w świecie. Prawdą jest to, że życiowy cel pomaga w wielu obszarach życia, jest elementem niezmiennym a przez to elementem stabilizującym i wspierającym w każdej sytuacji życiowej. I jasne, że wszystkie obszary życia się łączą, przenikają się i współgrają, ale życiowy cel bezpośrednio, niekoniecznie załatwia to, co jest do załatwienia w innych obszarach. Tym trzeba się zająć dodatkowo. Co ciekawe – myślę, że dość często zajmowanie się wszystkimi innymi obszarami w życiu, poza życiowym celem, staje się sposobem na danie sobie namiastki poczucia sensu przy jednoczesnym rozproszeniu swojej uwagi od faktu, że globalnie patrząc, głębszego sensu w życiu jednak nie widać. Mało tego – myślę, że większość ludzi, nawet preferuje zajmowanie się czymś bardziej wymiernym i mniej efemerycznym, niż życiowy cel. Jeżeli jesteś osobą, która ma wszystkie obszary w życiu poukładane, poza życiowym celem, może być dla Ciebie sporym zaskoczeniem to, że brakuje Ci poczucia sensu czy spełnienia. Bo gdyby ktoś patrzył z zewnątrz na Twoje życie nie mógłby się do niczego przyczepić, ale Ty patrzysz na to inaczej. Jeżeli w takiej sytuacji, kiedy pozornie masz wszystko, brakuje Ci poczucia spełnienia, to też pewnie spotykasz się z brakiem zrozumienia. Znajomi mówią – o co Ci chodzi, przecież masz wszystko. A Ty wiesz, że nie masz wszystkiego, że nie jest tak do końca. Szczególnie kiedy te wszystkie sukcesy jakie osiągasz są kompensacją w związku z jakimś poczuciem głębokiej pustki albo w związku z trudną przeszłością. Te rzeczy i tak wrócą. Nawet wtedy kiedy życiowy cel stanie się Twoją codziennością. Nie uciekniesz od tego. To i tak będzie się domagało uwagi. Przynajmniej takie jest moje doświadczenie. Oczywiście ładnie się mówi o tym, że lepiej płakać w Porsche niż w maluchu, ale jednak Porsche ciągle jakoś przyczyny płaczu nie rozwiązuje a nawet potencjalnie może problem utrwalać, bo jest formą nagrody za dotychczasowy sposób funkcjonowania.</p>



<p>Oczywiście to nie jest tak, że dbanie o finanse czy o zdrowie jest bezwartościowe i nie wnosi nic do życia. Przeciwnie. Ale te rzeczy są dla mnie w szarej strefie – to znaczy, że one mają sens same w sobie. Ale jeżeli nic większego za nimi nie stoi, to z czasem mogą stać się po prostu częścią rutyny, kolejnym zadaniem do wykonania, które może dodaje trochę koloru i urozmaica, ale koniec końców niczego zasadniczo w temacie poczucia sensu nie zmienia. To raczej tworzy dobre warunki do tego, żeby potencjał mógł rozkwitnąć, co oczywiście jest wartością, ale nie jest dobrym zastępstwem dla samego procesu rozkwitania. Raczej współtowarzyszy. Istnienie samej możliwości, to nie to samo, co wykorzystywanie możliwości. Oczywiście istnieją też ludzie, którzy mają określony życiowy cel, realizują go w rzeczywistości, bezpośrednio adresują przyczyny swoich trudności i mają poukładane życie, ale wtedy dowiadują się o tym, że to nie jest żaden koniec ani punkt docelowy. Na co może liczyli zaczynając to wszystko…To jest po prostu kolejny etap.</p>



<p><strong>Drugi mit: jak już będę realizować swój życiowy cel, to będę szczęśliwa albo szczęśliwy. </strong>Czyli wychodzimy z problemów i celujemy w szczęście. Powiem krótko za Markiem Mansonem ‘życiowy cel jest konieczny do szczęścia, ale nie jest wystarczający’. Oczywiście też dużo zależy od samej definicji szczęścia jaką przyjmiemy. A ta, którą przyjmujemy najczęściej jest dosyć naiwna i życzeniowa. Skupia się raczej na braku problemów, na świętym spokoju i ewentualnie na zrealizowaniu swoich ambicji, niż na czymkolwiek innym. Taka definicja absolutnie nie przejdzie w rozmowie o życiowym celu. Nie ma szans. Joseph Campbell napisał kiedyś słowa, które są radą albo sugestią w kontekście podążania ścieżką podróży bohatera i dojrzewania do bycia sobą i do swojej roli w świecie. Napisał: ‘follow your bliss’. Czyli w moim rozumieniu i kalekim tłumaczeniu ‘podążaj za szczęściem, rozkoszą albo darem’. I nie mogę powiedzieć , że to jest zła wskazówka, bo nie jest, ale w odpowiednim kontekście. Teraz nie będę w to wchodzić, bo ten film musiałby trwać godzinę. Fakt jest taki, że ‘follow your bliss’ brzmi dobrze, kojarzy się z czymś przyjemnymi, radosnym. Myślę, że to pobudza wyobraźnię i budzi nadzieję na szczęście jakie to może przynieść. Niestety z mojego doświadczenia wynika, że to jest jednak częściej podążanie niż rozkosz. Chociaż nie mogę powiedzieć, że nie ma w tym szczęścia i rozkoszy. To jest obecne, bez wątpienia. To jest napełniające, inspirujące i radosne. I jak to mówię to pewnie myślisz sobie &#8211;&nbsp; Magda zdecyduj się wreszcie do cholery i powiedz jak jest. W porządku, powiem jak jest…jest różnie. Bo tutaj ma zastosowanie trochę inne rozumienie szczęścia niż to do którego przywykliśmy. Jeżeli wyobrażasz sobie szczęście jako coś, co poturbuje Twoje ego, będzie trzymać je ciągle na krawędzi, sponiewiera Cię lękiem, niepewnością i na każdym kroku będzie się domagało zaufania bez poczucia pewności, to dobrze trafiłeś. Ale zgaduję, że to nie są rzeczy, których większość ludzi szuka, myśląc o szczęściu. Chociaż jest w tym głębia, mierzenie się ze smokiem, docieranie do głębszych warstw człowieczeństwa i tworzenie czegoś na prawdziwych podstawach – w tym jest szczęście. Ale to niekoniecznie jest błogi stan o jakim myślisz kiedy już znajdziesz się w wymarzonym punkcie docelowym i doświadczysz ostatecznego zadowolenia i spełnienia. I tutaj kolejna ciekawa rzecz – jeżeli życiowy cel jest właściwie określony, to raczej nie będzie osiągalny za Twojego życia. To też zbija z tropu i zrzuca z piedestału efekt, za to zwraca uwagę na sam proces i na działanie w stronę życiowego celu. To budzi świadomość, że nasze poszukiwania szczęścia, głównie przez uzyskiwanie określonych efektów, są lokowaniem nadziei zupełnie w niewłaściwym miejscu. Życiowy cel wyraźnie to pokazuje. To jest cel wyjątkowo prawie pod każdym względem, realizowanie go często da poczuć to czego pragniesz czyli &#8211; zadowolenie, spełnienie i spokój. Czasem pojawi się błogość i radość jakiej nie da Ci żadna ilość pieniędzy, samochodów, domów, partnerów. To jest nie do zastąpienia.&nbsp; Dlatego nie można powiedzieć, że życiowy cel nie daje szczęścia, ale znowu nie można powiedzieć, że załatwia cały temat. Życie człowieka jest wielowymiarowe. To, co na pewno życiowy cel daje to poczucie głębi w życiu, która przekłada się na większe poczucie pewności i spokoju w chaosie jaki generuje ego. Szczególnie kiedy robimy krok poza jego granice, wtedy chaos jest wszechobecny a robimy to, żeby służyć czemuś większemu od nas samych. Dla mnie to jest zupełnie inna perspektywa na szczęście. Myślę, że bardziej prawdziwa niż te wszystkie cukierkowe wyobrażenia.</p>



<p><strong>Trzeci mit: życiowy cel to jedna konkretna z góry zdeterminowana rzecz, zajęcie, jeden zawód, który trzeba znaleźć i nim się zająć. </strong>Znowu i tak i nie. Każdy z nas rodzi się z jakimś temperamentem, mamy określone skłonności, predyspozycje i uzdolnienia. Do jednych rzeczy nas ciągnie bardziej, niż do innych. Myślę, że nie istnieje coś takiego jak tabula rasa, czyli dziecko jako, czysta niezapisana karta, którą trzeba od zera wypełnić. Tam w środku już ktoś jest. Niektórzy od razu wiedzą, co jest dla nich – od razu wiedzą, że będą grać na pianinie albo naprawiać samochody i mają warunki ku temu, ale dla większości to nie jest takie oczywiste. Częściej to przypomina obijanie się o różne rzeczy w życiu i szukanie czegoś dla siebie, trochę jak we mgle. Ale nie musi tak być. To, że od dziecka mamy jakieś skłonności, jakieś talenty i predyspozycje, otwiera pole do eksperymentów w odniesieniu do tego, co już w nas jest. Oczywiście częściowo o tym decydują też okoliczności i możliwości zewnętrzne. W Średniowieczu, raczej mistrzem w graniu na komputerze byś nie został. Ale na szczęście nie jest tak, że to co zrobisz ze swoimi uzdolnieniami jest z góry określone w formie jakiegoś konkretnego zajęcia. Same skłonności czy zainteresowania mogą podpowiedzieć dziedziny w jakich mógłbyś czy mogłabyś się sprawdzić, ale to nie jest zero-jedynkowe. To nie jest z góry określone. Nie masz tego w DNA. Nie można założyć, że wszyscy, którzy lubią matematykę zostanę informatykami ani, że wszyscy którzy lubią pisać, będą pisarzami.&nbsp; Kierunek i zawód czy zajęcie w jakich człowiek wykorzystuje swoje talenty, jest wypadkową bardziej i mniej uchwytnych elementów. Oprócz samych skłonności czy uzdolnień, istotny jest też komponent intuicyjny i emocjonalny a wiele osób to zupełnie pomija. Na szczęście albo na nieszczęście, człowiek może być całkiem niezły w czymś, co nie dotyka go głębiej emocjonalnie i czego nie lubi. Można na to patrzeć jak na plus albo jak na minus. Do tego wszystkiego, co w środku dodatkowo dochodzą okoliczności zewnętrzne – możliwości i ograniczenia jakie stwarza dana kultura na przykład, czasy w jakich żyje człowiek i zasoby jakimi dysponuje. I im dłużej o tym wszystkim mówię, tym bardziej dochodzę do wniosku, że w dzisiejszym świecie, mamy chyba kłopot z dostrzeżeniem subtelności tych tematów. Chcielibyśmy walnąć młotkiem i mieć odpowiedź – trafiłem czy nie. Ale to tak nie działa. Masz jakiś kapitał wewnętrzny w życiu – rodzisz się z nim, możesz go odkrywać i rozwijać właściwie bez końca angażując się w pracę nad czymś, co porusza te Twoje wewnętrzne zasoby i to może być praca zawodowa albo nie, to nie ma znaczenia. To nie jest ani jednowymiarowe ani jednopoziomowe. Dlatego myślę, że ilość dziedzin jaką może się zajmować człowiek z określonym zestawem uzdolnień i konstrukcją psychiczną, jest dość duża. Ale moim zdaniem, decydująca w wyborze danego zajęcia, powinna być możliwość wykorzystywania w nim jak największej ilości swojego kapitału początkowego czyli swoich naturalnych uzdolnień. Najlepiej gdyby to było 100%, najlepiej gdyby można było dać z siebie wszystko, ale niekoniecznie w sensie wysiłku tylko raczej w kontekście swoich najlepszych zasobów. A żeby znaleźć taką dziedzinę to trzeba eksperymentować, to nie jest oczywiste. A same eksperymenty też nie powinny być przypadkowe, tylko oparte na wiedzy o sobie. Czyli ukierunkowane dzięki samopoznaniu. Podsumowując – to wszystko jest gdzieś pomiędzy tym, co mamy w środku a tym, co jest na zewnątrz. Myślę, że niejednoznaczność tego tematu powoduje, że ludzie wolą dać sobie z tym wszystkim spokój i skupiają się na bardziej oczywistych i przyziemnych celach, bo to jest po prostu łatwiejsze. Łatwiej zajmować się czymś, co przynosi wymierne korzyści niż czymś mniej konkretnym w dodatku z trudnym do przewidzenia rezultatem. Mam nadzieję, że widać w jakim zakresie to jest określone i nieokreślone jednocześnie. Dlatego nie powiedziałabym, że to co jest dla Ciebie jest z góry zdeterminowane, ale na pewno nie jest też zupełnie przypadkowe.</p>



<p><strong>Kolejny mit: życiowy cel musi być czymś wielkim i znaczącym. </strong>Samo określenie ‘życiowy cel’, kojarzy się z czymś dużym – z opus magnum. I rzeczywiście tak jest, ale znowu inaczej niż nam się wydaje. To powinna być duża i znacząca idea dla Ciebie, powinna korespondować z potrzebą świata i z tym, co masz najlepszego do zaoferowania. Ale w ocenie społecznej, to jak realizujesz swój cel i co to jest, może być mało ekscytujące a nawet kompletnie szalone. To może być też coś powszechnie mało cenionego. Myślę, że te napompowane oczekiwania, co do tego, czemu powinniśmy poświęcić nasze życie w sporej części są pokłosiem historycznego związku czy skojarzeń powołania z Bogiem. I można tak powiedzieć, że człowiek został powołany do bycia i to jest jego pierwszorzędny cel. Drugorzędnym celem jest wypełnieniem swojej roli w świecie. Generalnie zgadzam się z tym, że życiowy cel łączy się z czymś wyższym i łączy człowieka z czymś wyższym. I właśnie dlatego, że tak jest to, co człowiek robi ze swoim czasem, może być zupełnie pominięte albo niezrozumiane przez niektórych ludzi. Ale to nie oznacza, że jeden cel jest lepszy od drugiego. Życiowy cel może być związany z lepieniem garnków z gliny, szkoleniem psów, pracą w przedszkolu, na budowie albo rozwiązywaniem problemu głodu na świecie czy pracą nad lekiem na raka. Patrząc naszym okiem z zewnątrz, jest różnica, ale być może te osoby, które pracują nad tak różnymi rzeczami wykorzystują w tym to, co mają najlepszego i rozwijają to pod parasolem identycznych odczuć na poziomie wewnętrznym. Robiąc te rzeczy czują się na swoim miejscu. Czują, że żyją kiedy plotą dywany albo kiedy zajmują się zwierzętami. Czyli de facto, korzystają z wewnętrznych wskazówek i przekuwają to w codzienną pracę nad czymś, co dla nich jest tej pracy warte. Czerpią z tego poczucie sensu, spełnienia, oczywiście zmagają się z codziennymi trudnościami, które pokonują w imię czegoś ważniejszego od siebie. Pewnie nie umknęło Ci, że w ramach tego mitu, odwołuję się do Boga &#8211; od razu mała uwaga dla osób mocno wierzących, które najprawdopodobniej przykleją się do tego fragmentu mojego filmu, wysnuwając pochopne wnioski na temat moich przekonań religijnych albo znajdą tutaj potwierdzenie dla swoich przekonań. Proszę nie róbcie tego, nie do końca wiecie jakie mam poglądy na ten temat i możecie się zgodzić z czymś z czym tak naprawdę nie chcielibyście się zgadzać. O religii będzie osobny film. Nie wiem kiedy, ale będzie na pewno.</p>



<p><strong>Kolejny mit: realizowanie życiowego celu daje wolność. </strong>Z poprzednich mitów jakie wymieniłam, można wywnioskować, że to nie do końca tak działa, ale to wszystko zależy od poziomu z jakiego na to popatrzymy. Czyli znów to nie jest jednoznaczne. A jednak…życiowy cel zdecydowanie uwalnia, zmusza do przerośnięcia swoich ograniczeń i poświęcenia się czemuś, co jest ponad nami. W tym procesie ego jest rozkruszane kawałek po kawałku. A to daje poczucie wolności, chociaż przynosi też dużo cierpienia. Poza tym z każdym krokiem w tym procesie, coraz mniej liczy się zdanie innych ludzi na temat tego, co robi dana osoba. To też uwalnia. Po prostu zdanie innych ludzi staje się pobocznym tematem – liczy się to, co człowiek tworzy i z jakich powodów to robi. Oczywiście o ile robi kolejne kroki i nie poddaje się zewnętrznej presji. To wszystko siłą rzeczy, odwołuje nas do czegoś wyższego, do miejsca z którego pochodzą te nasze pierwsze momenty pochłonięcia, poczucie, że coś jest dla nas w sposób nieodparty interesujące i domaga się zgłębienia a potem działania. To jest dziecięce, po dorosłemu. Właśnie takiej wierności sobie i temu, co człowiek dostał, wymaga życie w zgodzie ze swoim życiowym celem. Czy to jest wolność?&nbsp; Dla mnie, mimo wszystko tak. Szczególnie, że dosyć często realizowanie swojego życiowego celu, zachęca do działania na własną rękę i na przykład założenia swojej firmy. Czy to jest wolność? Dla minie mimo wszystko tak.</p>



<p>Ale co ja właściwie chcę przez to wszystko powiedzieć? Chyba najbardziej to, że określenie i realizowanie życiowego celu, to nie jest żaden koniec rozwoju. Raczej przez jego realizowanie, dzieje się rozwój. I traktuję to jak etap a nie jak punkt docelowy. Czy to znaczy, że nie warto? Na 100% warto. I na tym dzisiaj kończę. </p>



<p>Dziękuję bardzo. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku i do zobaczenia<img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f60a.png" alt="😊" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://selfmastery.pl/5-mitow-na-temat-zyciowego-celu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak Naprawdę Dbać o Siebie</title>
		<link>https://selfmastery.pl/jak-naprawde-dbac-o-siebie/</link>
					<comments>https://selfmastery.pl/jak-naprawde-dbac-o-siebie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 19 Dec 2023 08:00:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[video]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://selfmastery.pl/?p=5399</guid>

					<description><![CDATA[Mastery Insights to seria krótkich filmów uzupełniających większe bloki tematyczne. Będę się za jej pomocą dzieliła wskazówkami rozwojowymi, użytecznymi obserwacjami i refleksjami. Transkrypcja nagrania jest dostępna tylko dla osób zapisanych<span class="excerpt-hellip"> […]</span>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<div class="wp-block-columns is-layout-flex wp-container-core-columns-is-layout-9d6595d7 wp-block-columns-is-layout-flex">
<div class="wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow">
<p><strong>Mastery Insights</strong> to seria krótkich filmów uzupełniających większe bloki tematyczne. Będę się za jej pomocą dzieliła wskazówkami rozwojowymi, użytecznymi obserwacjami i refleksjami.</p>
</div>



<div class="wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow">
<p>Transkrypcja nagrania jest dostępna tylko dla osób zapisanych do <strong>Newslettera Selfmastery.pl</strong> Jeżeli masz ochotę się zapisać, możesz skorzystać z formularza zapisu na stronie głównej Selfmastery.pl Mam nadzieję, że do nas dołączysz. Wielkie dzięki i wszystkiego dobrego:)</p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://selfmastery.pl/jak-naprawde-dbac-o-siebie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak Żyć</title>
		<link>https://selfmastery.pl/jak-zyc/</link>
					<comments>https://selfmastery.pl/jak-zyc/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 18 Jul 2023 06:00:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[video]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://selfmastery.pl/?p=5378</guid>

					<description><![CDATA[Mastery Insights to seria krótkich filmów uzupełniających większe bloki tematyczne. Będę się za jej pomocą dzieliła wskazówkami rozwojowymi, użytecznymi obserwacjami i refleksjami. Transkrypcja nagrania jest dostępna tylko dla osób zapisanych<span class="excerpt-hellip"> […]</span>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<div class="wp-block-columns is-layout-flex wp-container-core-columns-is-layout-9d6595d7 wp-block-columns-is-layout-flex">
<div class="wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow">
<p><strong>Mastery Insights</strong> to seria krótkich filmów uzupełniających większe bloki tematyczne. Będę się za jej pomocą dzieliła wskazówkami rozwojowymi, użytecznymi obserwacjami i refleksjami.</p>
</div>



<div class="wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow">
<p>Transkrypcja nagrania jest dostępna tylko dla osób zapisanych do <strong>Newslettera Selfmastery.pl</strong> Jeżeli masz ochotę się zapisać, możesz skorzystać z formularza zapisu na stronie głównej Selfmastery.pl Mam nadzieję, że do nas dołączysz. Wielkie dzięki i wszystkiego dobrego:)</p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://selfmastery.pl/jak-zyc/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak Lekko i Skutecznie Realizować Cele</title>
		<link>https://selfmastery.pl/jak-lekko-i-skutecznie-realizowac-cele/</link>
					<comments>https://selfmastery.pl/jak-lekko-i-skutecznie-realizowac-cele/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 11 Jul 2023 06:00:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[video]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://selfmastery.pl/?p=5376</guid>

					<description><![CDATA[Mastery Insights to seria krótkich filmów uzupełniających większe bloki tematyczne. Będę się za jej pomocą dzieliła wskazówkami rozwojowymi, użytecznymi obserwacjami i refleksjami. Transkrypcja nagrania jest dostępna tylko dla osób zapisanych<span class="excerpt-hellip"> […]</span>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<div class="wp-block-columns is-layout-flex wp-container-core-columns-is-layout-9d6595d7 wp-block-columns-is-layout-flex">
<div class="wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow">
<p><strong>Mastery Insights</strong> to seria krótkich filmów uzupełniających większe bloki tematyczne. Będę się za jej pomocą dzieliła wskazówkami rozwojowymi, użytecznymi obserwacjami i refleksjami.</p>
</div>



<div class="wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow">
<p>Transkrypcja nagrania jest dostępna tylko dla osób zapisanych do <strong>Newslettera Selfmastery.pl</strong> Jeżeli masz ochotę się zapisać, możesz skorzystać z formularza zapisu na stronie głównej Selfmastery.pl Mam nadzieję, że do nas dołączysz. Wielkie dzięki i wszystkiego dobrego:)</p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://selfmastery.pl/jak-lekko-i-skutecznie-realizowac-cele/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Spirala Samodoskonalenia</title>
		<link>https://selfmastery.pl/spirala-samodoskonalenia/</link>
					<comments>https://selfmastery.pl/spirala-samodoskonalenia/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 08 Jul 2023 12:55:25 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[video]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://selfmastery.pl/?p=5374</guid>

					<description><![CDATA[Mastery Insights to seria krótkich filmów uzupełniających większe bloki tematyczne. Będę się za jej pomocą dzieliła wskazówkami rozwojowymi, użytecznymi obserwacjami i refleksjami. Transkrypcja nagrania jest dostępna tylko dla osób zapisanych<span class="excerpt-hellip"> […]</span>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<div class="wp-block-columns is-layout-flex wp-container-core-columns-is-layout-9d6595d7 wp-block-columns-is-layout-flex">
<div class="wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow">
<p><strong>Mastery Insights</strong> to seria krótkich filmów uzupełniających większe bloki tematyczne. Będę się za jej pomocą dzieliła wskazówkami rozwojowymi, użytecznymi obserwacjami i refleksjami.</p>
</div>



<div class="wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow">
<p>Transkrypcja nagrania jest dostępna tylko dla osób zapisanych do <strong>Newslettera Selfmastery.pl</strong> Jeżeli masz ochotę się zapisać, możesz skorzystać z formularza zapisu na stronie głównej Selfmastery.pl Mam nadzieję, że do nas dołączysz. Wielkie dzięki i wszystkiego dobrego:)</p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://selfmastery.pl/spirala-samodoskonalenia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
