Jak Osiągnąć Emocjonalne Mistrzostwo (Część I)Jak Osiągnąć Emocjonalne Mistrzostwo (Część I)Jak Osiągnąć Emocjonalne Mistrzostwo (Część I)Jak Osiągnąć Emocjonalne Mistrzostwo (Część I)
  • Home
  • Coaching
  • O mnie
  • Kontakt
✕

Jak Osiągnąć Emocjonalne Mistrzostwo (Część I)

Cześć, jestem Magda z Selfmastery.pl, dzisiaj zacznę temat emocjonalnego mistrzostwa. Opowiem o tym jak nauczyć się czuć, czyli jak zbudować świadomość własnych emocji od podstaw i krok po kroku.

Temat Tabu

Ten temat będzie podzielony na dwie części, bo jest dość obszerny. Dzisiaj stworzymy sobie instrukcję do nauki budowania świadomości własnych emocji. A w kolejnym nagraniu, będziemy się uczyć kontroli nad emocjami, wykorzystywania ich dla własnego dobra i konstruktywnego wyrażania. Myślę, że większość z nas ma kłopot z rozpoznawaniem własnych emocji, z nazywaniem ich, z rozumieniem ich roli, wykorzystywaniem i wyrażaniem. Wiele osób podchodzi z dużą rezerwą do tego tematu, trochę jak pies do jeża, bo on wydaje się trochę obcy a czasami nawet groźny. Nie wiadomo do końca, co się za nim kryje. Myślę, że takie sceptyczne a nawet wrogie nastawienie do emocji, wynika z tego, że ich nie znamy i nie rozumiemy. A to z kolei, wynika u nas głównie z trzech rzeczy – częściowo z naszej historii, częściowo z kultury a częściowo z tego na jakim etapie rozwoju aktualnie jesteśmy, jako społeczeństwo i kraj. Wiadomo, że na historię naszego kraju i narodu, składają bardzo długie okresy walki o podstawowe rzeczy a nawet o przetrwanie. A w takich warunkach, emocje na pewno nie są priorytetem. W czasach wojen, okupacji i PRL-u, były ważniejsze rzeczy. Z konieczności dominował pragmatyzm; ważne były konkretne materialne rzeczy i to, co było do zrobienia. A to, jak człowiek przy tym czuł, nie miało większego znaczenia. I tak przez lata, te bardziej subtelne i ulotne rzeczy, takie jak emocje, były spychane na margines. I to oczywiście miało i dalej ma sens w skrajnie trudnych warunkach, ale kiedy taki sposób obchodzenia się z własnymi emocjami staje się nawykowy, to będzie miało swoje poważne konsekwencje. Między innymi takie, że z pokolenia na pokolenie przenosi się określony stosunek do emocji i brak kompetencji do radzenia sobie z własnymi stanami wewnętrznymi, za co wszyscy płacimy na poziomie indywidualnym i jako społeczeństwo. Poza tym w naszej kulturze, emocje były i myślę że nadal są, trochę tematem tabu, czymś osobistym, prywatną sprawą. A otwarte wyrażanie ich jest do dzisiaj kojarzone ze słabością. To raczej nie zachęca do tego, żeby za dużo o nich mówić. W dodatku Polska jako kraj, jest aktualnie gdzieś pomiędzy niebieskim i pomarańczowym poziomem rozwoju w skali wartości modelu Dynamiki Spiralnej Gravesa. A kolor niebieski w tym modelu oznacza wierność tradycji, posłuszeństwo zasadom i dość sztywną hierarchię czy strukturę społeczną. Z kolei poziom pomarańczowy, jest związany z naciskiem na sukces, pragmatyzm, efektywność, konsumpcjonizm, biznes i karierę. I jak się temu trochę bliżej przyjrzymy, to wyraźnie widać, że na żadnym z tych poziomów emocje nie grają za dużej roli i właściwie nie ma na nie miejsca. Znowu inne rzeczy dominują a emocje są pomijane, zastępowane rozsądkiem, logiką, tym co praktyczne i tym co się materialnie opłaca. Ale bez względu na nasze tło historyczne, na naszą kulturę i etap rozwoju na jakim jesteśmy jako kraj, emocje nigdy nie zniknęły i nie znikną. Będą na nas wpływać czy nam się to podoba czy nie. To jest nasze ludzkie dziedzictwo i nawet jeżeli nie jesteśmy tego świadomi, to cały czas czujemy. Może nie mamy z tym kontaktu, nie zwracamy na to uwagi, ale nasz system emocjonalny cały czas pracuje. Dlatego myślę, że najwyższy czas na to, żeby bez względu na przeszłość i na sytuację, nauczyć się wreszcie żyć w zgodzie z własnymi emocjami i włączyć je do swojego życia w mądry sposób. Bo emocje potrafią być bardzo użyteczne, ale potrafią być też bardzo niebezpieczne. Szczególnie kiedy pozostają poza naszym radarem i świadomością. A niestety nasze dwie najczęstsze, domyślne i dominujące strategie radzenia sobie z emocjami, właśnie to gwarantują. Gwarantują problemy. A te dwie strategie, to tłumienie emocji albo całkowite uleganie emocjom. Oczywiście jest jeszcze kombinacja obu – czyli tłumienie emocji do momentu w którym napięcie staje się nie do zniesienia i albo następuje wybuch albo zaczynamy stosować pasywną agresję i wbijamy szpilki wszystkim naokoło. Problem z tymi strategiami polega na tym, że żadna z nich nie jest dobra i wszystkie długofalowo prowadzą do poważnych konsekwencji – wewnętrznych i zewnętrznych. Tłumienie emocji, to jest proszenie się o dolegliwości psychosomatyczne. To jest sytuacja w której badania niby wychodzą bardzo dobrze, ale ciągle źle się czujesz i nie wiadomo dlaczego. Nikt nie potrafi wskazać fizycznej przyczyny, bo czasami jej po prostu nie ma. A Twoje ciało z jakiegoś powodu reaguje bólami głowy, napięciem mięśni, pojawiają się bóle stawów, pleców, karku, problemy z żołądkiem albo bezsenność. Poza tym, kiedy tłumisz emocje, mogą pojawić się też różne problemy psychiczne – lęki, depresja, wypalenie, nałogi, brak radości z życia, chroniczne zmęczenie, chęć odcięcia się od ludzi i od świata, poczucie bezsensu i ogólny brak satysfakcji z życia. Wszystko wygląda szaro albo jest czarne. Nic Cię nie cieszy i zamieniasz się w emocjonalną mumię, której wszystko jedno.

Z kolei niekontrolowane uleganie emocjom albo gwałtowne wyrzucanie z siebie skumulowanego napięcia, w skrajnym scenariuszu, zniszczy Ci życie. Wybuchy wściekłości, agresja, szukanie dziury w całym, powtarzające się toksyczne zachowania, płacz z zupełnie błahych powodów, niekontrolowana zazdrość, krzyki, awantury a nawet przemoc fizyczna. Wyobraź sobie to wszystko w relacjach i w pracy. Raczej nic dobrego z tego nie będzie, bo wszystkim w tej sytuacji kierują emocje a Ty nie masz nic do powiedzenia. Jesteś marionetką.

Myślę, że to jest całkiem niezły opis tego jak aktualnie wygląda nasz emocjonalny krajobraz i z czym wiąże się brak kompetencji w radzeniu sobie ze własnymi emocjami. I kiedy to trwa dłuższy czas, to w końcu pojawiają się te wewnętrzne albo zewnętrzne konsekwencje nieradzenia sobie ze sobą. A razem z tymi konsekwencjami zwykle zaczyna się krucjata w poszukiwaniu lekarstwa. I właśnie na tym etapie wiele osób natyka się na rozwój osobisty. Bo jak wiadomo, czas na rozwój przychodzi razem z kryzysem. Niestety najczęściej jest tak, że diagnoza problemu, której dokonuje osoba zainteresowana rozwojem, jest bardzo uproszczona, powierzchowna i w ogóle nie obejmuje obszaru emocjonalnego. Raczej skupia się na skutkach a nie na przyczynach. Brakuje motywacji – to trzeba jakoś się zmotywować; relacja się rozpada – to co trzeba zrobić, żeby ją ratować; pojawia wypalenie – jak z tego wyjść i wrócić do roboty. Tak często wygląda wyobrażenie na temat rozwiazywania tego typu problemów. I to, co rzuca tutaj w oczy, to takie bardzo mechaniczne podejście do siebie i oczywiście kompletne pominięcie tematu emocji. A emocje często są ważnym składnikiem samego problemu i bywają ważną częścią rozwiązania dla wielu problemów. Ale prawie każdy chce pominąć ten temat i przejść do bardziej namacalnych, logicznych i zrozumiałych dla siebie metod. I mamy szach mat. Ja naprawdę rozumiem, że każdy kto zaczyna się interesować rozwojem osobistym nie robi tego dlatego, że w jego życiu wszystko wygląda doskonale. Zwykle chodzi o to, żeby coś poprawić, zmienić, rozwiązać jakiś problem, zbudować sobie lepsze życie, cieszyć się nim, dobrze się czuć, realizować swoje cele i spełniać swoje marzenia. Ale chcę wyraźnie powiedzieć, że nie da się tego wszystkiego zrobić, bez poruszenia tematu emocji. Nie da się go ominąć technikami, osiągnięciami ani udawaniem, że nie istnieje. Bo ewidentnie istnieje, a sukces zewnętrzny nie jest kompleksową odpowiedzią na trudności wewnętrzne i bezpośrednio ich nie rozwiązuje. Czasami naprawdę bardzo ciężko przetłumaczyć, że emocje są kluczowe w życiu i w rozwoju, bo nie jesteśmy maszynami w których wystarczy coś dokręcić albo wymienić, żeby było dobrze. To tak nie działa. Ale niektórzy myślą inaczej. Najgorsze jest dla mnie to, że sam rozwój osobisty poniekąd pomógł uwierzyć albo utwierdzić ludzi w przekonaniu, że temat emocji jednak da się ominąć i najlepiej celować od razu prosto w sukces. Czyli sama branża rozwoju osobistego, przyczynia się czy przyczyniała się, do utrzymywania ludzi w stanie braku świadomości emocjonalnej. Bo takie dość przedmiotowe i trochę nieludzkie podejście do siebie i do własnych emocji, było bardzo popularne za czasów Tonyego Robbinsa, który propagował różne metody na zmienianie swojego stanu emocjonalnego za pomocą fizycznego i trochę siłowego przełamywania go. Na przykład – jest Ci smutno, to uśmiechaj się na siłę dopóki nie zrobi Ci się lepiej. Brakuje Ci pewności siebie i energii – unieś ręce nad głowę w geście zwycięstwa. Jesteś w stanie depresyjnym – wyprostuj plecy a wtedy niezawodnie przepędzisz depresję. I to oczywiście ma swoje miejsce, nawet nieźle działa, ale to są doraźne metody a nie mądra strategia radzenia sobie z emocjami na całe życie. Ona raczej uczy jak chwilowo uniknąć mniej pożądanych stanów emocjonalnych, które z jakiegoś powodu przeszkadzają w osiąganiu. A prawda jest taka, że one powinny być częścią naszego doświadczenia, powinny być włączone do życia. Bo, żeby dobrze radzić sobie z emocjami, trzeba nauczyć się czuć wszystko, w pełni i do końca. Bez żadnego kombinowania. I to dotyczy tak samo tego, co przyjemne jak tego, co trudne. Bo nie ma jednego bez drugiego. Unikając trudnych emocji, odcinasz się też od tych miłych i przyjemnych. Nie da się zrobić tego wybiórczo.

Czyli podsumowując: tłumienie emocji na dłuższą metę – nie ma sensu; niekontrolowane uleganie im – nie ma sensu; emocjonalne rozsypywanie się, co drugi dzień – nie ma sensu; siłowe i powierzchowne rozwiązania – nie mają sensu. Co w takim razie ma sens? Dobrowolne wyjście naprzeciw swoim własnym emocjom. Zaangażowanie się w poznanie ich, zrozumienie ich i nauczenie się korzystania z nich. Dobra wiadomość jest taka, że to jest łatwiejsze niż kiedykolwiek. Bo wiedza o emocjach jest coraz bardziej dostępna i to na pewno cieszy. Ale to czego mi trochę brakuje, to konkretne wskazówki zebrane w spójny proces, który krok po kroku, mógłby pomagać praktycznie i od podstaw, uczyć się tego jak czuć i rozwijać tę sferę. Dlatego dzisiaj właśnie to chcę zrobić. Chcę dać Ci kompleksową metodę, która pomoże Ci zrozumieć i uporządkować temat emocji raz na zawsze. Oczywiście jeżeli uważasz, że to jest Ci potrzebne. Wszystko po to, żebyś mógł doświadczać życia we wszystkich kolorach i żebyś nie żył w emocjonalnym odrętwieniu ani nie ulega każdemu impulsowi jak marionetka. Żebyś mogła praktycznie korzystać z własnych emocji, zachowując jednocześnie lekki dystans do tego, co się z Tobą dzieje i szacunek do tego, co się z Tobą dzieje. Myślę, że to brzmi dobrze i pozostaje już tylko pytanie – od czego zacząć i jak właściwie wygląda proces budowania takiego zrównoważonego podejścia do emocji?

Emocje Od Podstaw

Na początek kilka ważnych faktów na temat emocji, które dadzą nam szerszy kontekst i bardziej kompleksowe zrozumienie tego z czym pracujemy. Emocje są uniwersalnymi, biologicznymi sygnałami. Podstawowe emocje takie jak: strach, smutek, radość, zaskoczenie, złość i wstręt, wyglądają z grubsza tak samo u wszystkich ludzi na całym świecie, niezależnie od tego gdzie żyją. Nie istnieje coś takiego jak podział na dobre i złe emocje. Jedne mogą być przyjemniejsze od innych, ale bez względu na to, które akurat dominują, każda z nich niesie jakąś informację o nas samych albo o naszym otoczeniu. Ale uwaga, bo emocje nie zawsze mówią prawdę – czasami mogą przekłamywać obraz sytuacji  a ich intensywność może być nieproporcjonalna do sytuacji. To zwykle oznacza, że jakieś sprawy z przeszłości domagają się trochę więcej uwagi. Czyli emocje też mogą wskazywać obszary do rozwoju. Poza tym, domem emocji jest ciało. I właśnie od ciała zaczniemy tworzyć naszą instrukcję czucia. Zaczynając od pierwszego kroku, którym jest:

  • Świadome i celowe dotykanie przedmiotów w Twoim otoczeniu. Weź do ręki swoje pióro, notes, kubek, cokolwiek jest blisko Ciebie i poczuj fizycznie tę rzecz. Poczuj na skórze jej fakturę, temperaturę, ciężar, kształt, twardość albo miękkość. Skup się na szczegółach. Zobacz tę rzecz dotykiem. Też przyjrzyj się jej uważnie, zobacz jaki ma kolor, jest matowa czy raczej błyszcząca, duża czy mała. Celem tego ćwiczenia jest nauczenie się zwracania większej uwagi na informacje jakich dostarcza Ci ciało  – na razie o świecie zewnętrznym i pod Twoją całkowitą kontrolą. To z czasem uwrażliwi Cię na podobne bodźce i spowoduje, że łatwiej będzie Ci przełączać się z głowy i z myślenia na ciało i na czucie. Na tum etapie, chodzi o to, żeby wypracować sobie tę łatwość. Niestety większość z nas przypomina chodzące głowy i jesteśmy tak odcięci od ciała, że z tej pozycji nie mamy żadnych szans na świadome odczuwanie emocji. Dlatego na początek, nauczenie się zwracania większej uwagi na informacje jakie zbiera dla nas ciało i umiejętność przenoszenia na to swojej uwagi, jest doskonałym pomysłem. Kiedy zauważysz, że idzie Ci to coraz sprawniej i ten element świadomości ciała coraz częściej włącza się sam kiedy z czymś obcujesz, przejdź do kolejnego etapu.
  • A jest nim trochę bardziej bierna świadomość tego, co czujesz przez ciało. Tym razem, to nie Ty wyciągasz rękę. To coś bardziej przychodzi do Ciebie, poniekąd Ci się przydarza. Wystarczy tylko pozostać receptywnym, nic nie trzeba robić. Możesz sobie to ćwiczyć na przykład przez świadome odczuwanie strumienia wody na skórze kiedy bierzesz prysznic, przez czucie wiatru kiedy idziesz na spacer, czucie promieni słonecznych na skórze w ciepły dzień. Chodzi tutaj o to, żeby uczyć się obserwowania odczuć bez wpływania na nie i bez konieczności reagowania na nie w żaden sposób. Coś się dzieje, Ty to czujesz i to wszystko, zero reakcji. To uczy tego, że nie trzeba nic robić z tym, co czujesz, że to sobie może po prostu być. To nam się bardzo przyda później, żeby móc z lekkim dystansem i uważnością obserwować to, co się dzieje na poziomie emocjonalnym, bez aktywnego reagowania. W świecie emocji, to jest kluczowa umiejętność, szczególnie jeżeli zależy Ci na tym, żeby móc odczytywać informacje jakie przynoszą i je kontrolować.
  • Kolejny stopień wtajemniczenia, to bardziej intencjonalne i celowe kierowanie swojej uwagi na stany i odczucia w ciele. Niektórzy stosują do tego tak zwane skanowanie ciała, ale nie trzeba tego robić w ten sposób. Celem jest to, żeby nauczyć się zauważać to, co się dzieje na poziomie fizycznym i posyłać swoją świadomość w różne części ciała, dla sprawdzenia co u nich słychać. A nie sądzę, żebyś zbyt często posyłała swoją świadomość w stronę płatka swojego lewego ucha albo małego palca u prawej stopy. A tam też coś czujesz, coś się tam dzieje tyle, że zwykle nie wiesz co. Żeby to ćwiczyć na co dzień w bardziej praktyczny sposób, postaraj się poczuć w ciele to, co w danej chwili wybija się na pierwszy plan. Jakie odczucie teraz dominuje? Co to dokładnie jest? Chłodne stopy? Spięte i uniesione ramiona? Lekkość w klatce piersiowej? Spięte uda? Ból karku albo pleców? Co jest najsilniejsze? Jak już wskażesz to odczucie, spróbuj je dla siebie opisać. Jakie to jest?
  • Kolejny krok w naszej instrukcji, to nazywanie własnych emocji. Jak do tej pory wszystko, co robiliśmy było raczej pozawerbalne i nie nazywaliśmy tego w ogóle językiem emocji. Budowaliśmy świadomość ciała. Nie było mowy o złości, o smutku, rozczarowaniu, żalu ani radości. Nic z tych rzeczy. Ale przyszła pora na to, żeby spróbować nazywać to, co czujesz. Proponuję zacząć od najbardziej intensywnych stanów emocjonalnych. Oczywiście niekoniecznie w trakcie ich trwania. Na razie po tym jak już się wyciszą, czyli bardziej retrospektywnie. Myślę, że najczęstsze intensywne emocje z jakimi możesz mieć do czynienia, to: lęk, wściekłość albo euforia. To są te podstawowe i prostsze. Ale są też bardziej złożone, na przykład: zazdrość, wstyd, poczucie winy, ewentualnie jeszcze duma. Mówimy o tym, że one są złożone dlatego, że są mieszanką różnych emocji. Ale też potrafią być bardzo intensywne. Zastanów się nad tym, który z tych intensywnych stanów emocjonalnych ostatnio się u Ciebie pojawił i w jakiej to było sytuacji. Spróbuj nazwać tę emocje konkretnym słowem – to była złość, lęk a może zazdrość? Przypomnij sobie to uczucie i postaraj się umiejscowić je w ciele. Gdzie czułeś ten lęk czy złość? Gdzie to uczucie mieszka – w brzuchu, w klatce piersiowej, w gardle a może w nogach? Dla przykładu powiedzmy, że ostatnio odczuwałaś lęk i to było w sytuacji kiedy okazało się, że popełniłaś błąd w pracy. Odczuwałaś ten lęk jako nagły ścisk w brzuchu. Mniej więcej o taki opis nam tutaj chodzi. Jeżeli już to masz dla swojej emocji – świetnie, pogłębimy to jeszcze. Do czego to uczucie, które miałaś w ciele jest podobne? Opisz ten ścisk. On przypomina bardziej węzeł związany na grubej, szorstkiej, jutowej linie a może bardziej kojarzy Ci się z pięścią zaciśniętą na dużej, żółtej gąbce? Jakie to uczucie jest strukturalnie – jaki ma kolor, fakturę i formę. Chodzi w tym o to, żeby maksymalnie zbliżyć się do tego uczucia i oswoić je, bez tłumienia go i bez bycia pochłoniętym przez nie. Z założenia kiedy czemuś się przyglądasz, musisz być w lekkim dystansie. Ale konieczność precyzyjnego opisu Twojego odczucia wymaga tego, żeby być z nim w kontakcie i się do niego zbliżyć. Właśnie tego się tutaj uczymy i tego potrzebujemy. Możesz pójść nawet dalej, szczególnie w przypadku tych bardzo intensywnych emocji, dlatego że one dość często wiążą się z obiektywnie przesadną i nie do końca adekwatną reakcją emocjonalną na sytuację. To znaczy, że Twoja reakcja wydaje się za silna, nieproporcjonalna do sytuacji. Ktoś Ci powiedział, że popełniłeś w czymś drobny błąd a Ty dostałeś szału. To zwykle oznacza, że albo nazbierało Ci się za dużo napięcia w wyniku tłumienia emocji albo źródło intensywności tej reakcji ma swoją genezę w przeszłości. I nawet jeżeli tak jest, można to trochę zneutralizować przez głębszą analizę. Zastanów się nad tym, czego ta sytuacja w Tobie dotknęła, że to natychmiast wywołało taką silną reakcję obronną? Skąd takie intensywne emocje akurat kiedy ktoś Ci powiedział, że zrobiłeś coś nie tak?Z czym to uczucie Ci się kojarzy? Z jaką sytuacją z przeszłości? Jeżeli chcesz wniknąć głębiej w świat swoich emocji i swojej przeszłości – postaraj się przeanalizować wszystkie swoje najintensywniejsze i najczęstsze reakcje emocjonalne, które powtarzają się w Twoim życiu – właśnie pod tym kątem. Uzyskasz w ten sposób niesamowity wgląd w to, co się z Tobą dzieje i dlaczego to się dzieje. Nauczysz się dzięki temu bardzo sprawnie identyfikować to, co czujesz a już samo nazwanie emocji obniża jej intensywność. Przez takie oswojenie się z własnymi emocjami, przestaniesz aż tak gwałtownie reagować i zachowasz mocniejszy kontakt z rzeczywistością. Dzięki temu Twoje reakcje będą bardziej adekwatne do okoliczności i konstruktywne. 
  • Kolejnym ważnym krokiem pomocnym w budowaniu świadomości własnych emocji, jest poszerzenie swojego słownika emocji o bardziej subtelne stany. Dlaczego tak? Bo spora część problemów związanych z brakiem świadomości emocji, wynika z braku słów za pomocą, których można byłoby nazwać trochę precyzyjniej, to co czujesz. Szczególnie kiedy te rzeczy nie są aż tak intensywne albo aż tak powszechne i znane jak lęk czy gniew. Żeby umiejętnie i mądrze radzić sobie z emocjami nie wystarczy powiedzieć, że czujesz się źle albo dobrze. Bo to jest tak jak powiedzieć, że Polska leży na kuli ziemskiej. Niby to prawda, ale średnio pomocna. W Internecie znajdziesz całą masę list emocji, które możesz sobie przejrzeć. Ja polecam coś, co nazywa się kołem emocji. Można nawet kupić sobie takie koło i fizycznie powiesić je na ścianie w domu. Myślę, że to jest dokonały pomysł i świetne narzędzie do edukacji emocjonalnej, dla dorosłych i dla dzieci. Możesz codziennie zatrzymywać się przy tym kole ze swoim dzieckiem i dosłownie wskazywać palcem, to co akurat czujecie. Genialna i pomocna rzecz dzięki, której Ty i Twoje dzieci, nie będziecie przenosić na kolejne pokolenia tego braku kompetencji w radzeniu sobie z emocjami. Na Was ten problem się skończy a to byłoby niesamowite, szczególnie dla dzieci Twoich dzieci i ich dzieci.  
  • Kolejny krok to poszerzenie przestrzeni dla swoich emocji przez częstsze zadawanie sobie prostego pytania – co teraz czuję? Dla ułatwienia, dobrze jest powiązać to na początku z konkretnymi, codziennymi sytuacjami, które będą takim gruntem i punktem odniesienia dla tego pytania. Możesz to ćwiczyć na przykład kiedy masz coś zrobienia albo już coś robisz. Kiedy masz gdzieś pójść albo już gdzieś jesteś. Kiedy masz się z kimś spotkać albo jesteś na spotkaniu. Na przykład – co czuję na myśl o tym, że jutro będę pracował sobie w garażu? Jak się czuję teraz, kiedy już jestem w garażu? Co czuję na myśl o jutrzejszym bankiecie? A na samym bankiecie – jak się czuję w tym otoczeniu? Co czuję na myśl o wyjeździe z przyjaciółmi? Jak mi jest na tym wyjeździe, co czuję? To może dotyczyć właściwie każdej sytuacji życiowej. Zawsze możesz sprawdzić jak się w danej chwili czujesz i warto to robić jak najczęściej.
  • Kiedy to wszystko idzie Ci już naprawdę sprawnie, wejdź na kolejny poziom. A jest nim bardziej swobodny i mniej powiązany z czymś konkretnym, kontakt z własnymi emocjami. Zatrzymuj się kilka razy w ciągu dnia i nazywaj dla siebie to, co czujesz w danej chwili. Spróbuj opisać swoje emocje odwołując się do ciała i nazywając je precyzyjnie słowem, które wydaje Ci się najlepiej pasować. Nieważne czy to będzie podstawowa emocja czy bardziej złożone odczucie, postaraj się złapać z tym kontakt.
  • Kolejny krok, to zachowanie kontaktu z własnymi emocjami w trakcie interakcji z drugim człowiekiem. Ale tak, żeby 30% Twojej uważności było skierowane na Twój stan wewnętrzny, a 70% na bycie w kontakcie z tym, co mówi, robi i co czuje druga osoba. To Ci pozwoli na prawdziwy, głęboki kontakt w którym będziesz mogła obserwować wpływ tego, co mówisz na drugą stronę; wyrażać to co czujesz; wyrażać swoje opinie i potrzeby; ale też odczuwać empatię dla drugiej osoby – bez gubienia samej siebie w interakcji. A to wszystko jest w dzisiejszym świecie na wagę złota.
  • Kolejny krok do emocjonalnego mistrzostwa, to zachowywanie świadomości emocji przez dłuższe okresy czasu. Chodzi tutaj o taką stałą, ale mało intensywną czujność. O świadomość w tle, trochę na zasadzie szumu lodówki, która pracuje cały czas i cały czas ją słychać, ale to nie jest za bardzo męczące. Czyli radar jest włączony, dobrze ukierunkowany i w razie potrzeby można z niego skorzystać w każdej chwili. O taki stan mi chodzi. Myślę, że to nie powinno być aż takie trudne, bo na tym etapie instrukcji, Twoja świadomość emocji, powinna być już naprawdę niezła. Ale przed Tobą jeszcze jeden krok.
  • A jest nim próba zachowywania świadomości w najtrudniejszych momentach, które przynoszą najsilniejsze emocje. Mam na myśli wściekłość, paniczny lęk i głęboką rozpacz. Zachowanie świadomość własnych emocji w takich warunkach, to jest najtrudniejsze, co może być. I pewnie czasami będzie się udawało a czasami nie. Ale na pewno warto próbować, bo właśnie te emocje mogą Ci narobić najwięcej kłopotów i skłonić Cię do reakcji albo do działań, które delikatnie mówiąc, nie będą optymalne.

To już wszystkie kroki w naszej instrukcji. Tak moim zdaniem wygląda cały proces budowania od podstaw, umiejętności czucia i świadomości własnych emocji. Jeżeli uważasz, że czegoś brakuje i chcesz to, dodać – śmiało, dopisz to proszę w komentarzach, żeby wszyscy mogli skorzystać. A ja bardzo Ci dziękuję za dzisiaj. Jak zwykle – zapraszam na coaching jeden na jeden ze mną, więcej informacji znajdziesz na Selfmastery.pl. Wszystkiego dobrego i do zobaczenia w kolejnej części.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© 2026 Selfmastery.pl. All Rights Reserved.