Co Jest Nie Tak Ze Społeczeństwem

Dzisiaj temat społeczeństwa. Opowiem o tym jak gładko i płynnie stajemy się posłusznymi członkami społeczeństwa, o tym co to dla nas znaczy, o kilku prostych faktach, które wydają się nam wszystkim umykać i o tym, co możemy z tym zrobić.

Dobrze dopasowani…

W filmie o autorytetach mówiłam o tym w jaki sposób w procesie tak zwanego wychowania większość z nas krok po kroku rezygnuje z siebie w imię przetrwania i zaczyna bardziej ufać innym niż sobie. O tym jak w sumie dobrowolnie, ale też nieświadomie rezygnujemy z odpowiedzialności, z własnej mocy i wolności, bo stajemy się coraz bardziej odcięci od siebie. To wszystko dzieje się niepostrzeżenie, intencje wydają się dobre i tak sobie to trwa z pokolenia na pokolenie. Stajemy się posłuszni i przystosowani. To jest proces, który przechodzimy wszyscy i jakiś etap rozwoju. Ale czemu tak jest i czemu to ma służyć? Temu żebyśmy byli dobrze przystosowani do życia w społeczeństwie. Rodzice chcą żebyśmy dobrze radzili sobie w dalszym życiu i w świecie społecznym, który i oni i my zastaliśmy jako coś oczywistego i funkcjonującego w ramach określonych zasad. Problem w tym, że sposób w jaki próbują nas do tego przygotować osłabia nas wewnętrznie na tyle, że właściwie nie mamy wyjścia, musimy podążyć za społeczeństwem, bo wydaje nam się, że sami sobie nie poradzimy. Dlatego właściwie naturalnie przechodzimy spod skrzydeł rodziców, szkoły, kościoła pod skrzydła społeczeństwa, które w swojej strukturze ma zaszyte dokładnie te same mechanizmy kontroli jakie znamy od dziecka czyli: nagrody i kary, strach przed odrzuceniem, oceną, wykluczeniem, brakiem akceptacji i miłości a sprowadza się to wszystko do strachu o własne przetrwanie. No dobrze, ale co ja właściwie chcę przez to powiedzieć? W tym filmie chodzi mi o jedną rzecz. Wcale nie o to żeby potępić to wszystko i stwierdzić, że na tym etapie naszego rozwoju jako ludzi to wszystko nadaje się do kosza. Myślę, że jeszcze trochę czasu minie zanim tak będzie. Chodzi mi dzisiaj o to żebyśmy jako dorośli ludzie zobaczyli jak to wszystko działa i sami zdecydowali, co chcemy z tym zrozumieniem zrobić w ramach swojego życia. Ale zanim o tym opowiem to najpierw dobrze byłoby zrozumieć w jakiej sytuacji jesteśmy i jak do tego doszło. Oczywiście najpierw mamy rodziców, którzy generalnie nas kochają i chcą dla nas jak najlepiej. Chcą nam dać jak najlepszy start w życiu i myślą, że dają go nam ucząc nas posłuszeństwa i naginając nas do zastanego porządku kulturowego i społecznego. I poniekąd tak jest, ale niestety płacimy za to wysoką cenę o której już mówiłam, tą ceną jesteśmy my sami. Jak to się dzieje? Zwykle to dopasowywanie i nauka posłuszeństwa czy wychowanie odbywa się za pomocą systemu nagród i kar – czyli albo kij albo marchewka. Często te narzędzia kontroli są związane z dawaniem albo odbieraniem akceptacji, miłości czy uwagi. Dziecko w takiej sytuacji właściwie nie ma wyboru i musi się dostosować. Wcześniej energiczne, pełne życia i inicjatywy dzieci stają się coraz bardziej bierne i posłuszne. Jak nie muszą to niewiele robią. Motywuje ich albo odpowiednio duża potencjalna kara albo nagroda. I tak zaczyna nam się rodzić wzorcowy obywatel – bierny, posłuszny, bez energii żeby wykazać jakąś inicjatywę, niesamodzielny, motywowany  głównie przez strach ewentualnie potencjalne korzyści. Nie ma kontaktu ze sobą, ze swoją intuicją, nie ma większego celu w życiu poza tym żeby wygodnie i przyjemnie żyć, chce po prostu bezproblemowo przetrwać. Dzieje się tak kiedy wychowanie wychodzi poza ramy chronienia dziecka i wspierania jego potencjału przejawiającego się w różnych pasjach i zainteresowaniach. Kiedy rodzice zamiast wspierać swoje dziecko kształtują je według swojego uznania w ramach tego kim to dziecko ich zdaniem ma być. Czyli kiedy często igrają z jego lękiem o przetrwanie używając narzędzi o których już mówiłam. Tak dziecko powoli rezygnuje z siebie. Te niewidoczne narzędzia kontroli i nacisku powodują, że dziecko rezygnuje z siebie żeby przetrwać. Tak jak mówiłam mamy tutaj te same mechanizmy kontroli jak w przypadku społeczeństwa. Ale zostawmy rodziców. Czas na szkołę, nauczycieli i często też kościół. Co tutaj się dzieje? Standardowo – system nagród i kar. Dziecko dostaje lepsze albo gorsze stopnie. Jeżeli nie zachowuje się odpowiednio dostaje uwagę albo naganę. Nauczyciel premiuje uczniów, którzy robią wszystko jak należy i karze tych, którzy są nieposłuszni. Czyli mamy kontynuację tego, co dzieje się w przypadku rodziców tylko w innej odsłonie. I jeżeli ktokolwiek wierzy, że szkoła w takiej formie w jakiej istnieje dzisiaj ma służyć czemukolwiek innemu poza dostosowaniem dzieci do zastanego porządku i tworzeniem wzorcowych obywateli to przykro mi to mówić, ale jest kompletnie ślepy. Po prostu dalej system zabija dziecko w dziecku. Bez względu na to, co jakiś wypucowany polityk mówi w telewizji na temat edukacji, szkoła nie bez powodu ma program i nie bez powodu płaci się ludziom za realizowanie tego programu. Robi się to, bo koszty się szybko zwracają. Na pozór wydaje się, że szkoła to jest świątynia wiedzy, ale w rzeczywistości mamy do czynienia z fabryką. Każdy ma spełniać te same normy według programu bez respektu dla indywidualności uczniów. Wata ma spełniać te same normy, co stal. Do tego wszystkiego dołącza kościół jako instytucja. Tutaj nie ma stopni, ale jest coś lepszego – niebo i piekło. Czyli indoktrynacji ciąg dalszy. Jeżeli zachowujesz się właściwie, według określonych norm i standardów czeka Cię niebo. A jak nie to przykro mi, ale będziesz się smażył w piekle. Nie wiem czy widzisz ile w tym wszystkim nacisków, presji i manipulacji. To wszystko bazuje głównie na pierwotnym lęku przed śmiercią. Można powiedzieć, że dziecko i dorastający człowiek żyje w permanentnym poczuciu zagrożenia o własne istnienie. Po jakimś czasie czegoś takiego dziecko nie ma wyjścia, poddaje się kompletnie. Czuje się słabe, wątpi w siebie, jest odcięte od siebie, od własnej mocy, odpowiedzialności i wolności, nie myśli samodzielnie i nie pozostaje mu nic innego jak dołączyć do społeczeństwa ignorując jego wewnętrzny głos, który czasem cicho coś podszeptuje. Ignoruje to, bo nauczył się spełniać oczekiwania innych i uważa, że tak trzeba – produkcja zakończyła się sukcesem oczywiście nie dla produktu. Podsumowując – przygotowuje się nas do życia w społeczeństwie przez oczekiwanie posłuszeństwa i dostosowania się. W tym procesie musimy wielokrotnie rezygnować z siebie w imię przetrwania. Razem z rezygnacją z siebie odcinamy się od naszej wolności, mocy, sprawczości i odpowiedzialności. Pozbawieni tego wszystkiego nie mamy wyjścia, nie wierzymy, że sam sobie poradzimy dlatego nie zostaje nam nic innego jak oddać się pod opiekę tworu zwanego społeczeństwem żeby to ono zadbało o nas po tym jak proces dostosowania nas do jego norm pozbawił nas narzędzi do tego żebyśmy zadbali o siebie sami. Zamiast nauczyć nas jak radzić sobie, jak polegać na sobie, jak ufać swojej własnej mocy, intuicji nauczono nas konformizmu z lęku. W ten sposób przekonuje się nas, że potrzebujemy społeczeństwa, bo inaczej sobie nie poradzimy. Zrobiono z nas użyteczny dla społeczeństwa produkt. I naprawdę wiem jak to wszystko brzmi. Brzmi to dość brutalnie i niewiarygodnie. Podejrzewam, że wiele osób woli tego nie widzieć i nie wiedzieć, dlatego będzie się zapierać rękami i nogami przed tym o czym mówię, ale myślę, że dobrze żeby to jednak zostało powiedziane. Bo czy nie jest tak, że większość ludzi żyje według scenariusza przygotowanego im przez społeczeństwo? Czy nie jest tak, że większość nie wychodzi poza tak zwaną normę? Wiele osób żyje konsumpcją, komfortem, konformizmem a jedynym ich pragnieniem jest święty spokój i to żeby utrzymać się jakoś na powierzchni. Oczywiście nie wybieramy sobie całej tej sytuacji, ale tak czy inaczej jesteśmy zmuszeni jej jakoś sprostać. Niestety większość ludzi robi to zdając się na łaskę i niełaskę społeczeństwa a nie na siebie, co chyba nikogo nie dziwi po tym, co mówiłam wcześniej. Oczywiście zdarzają się osoby, które nie funkcjonują w ramach tego porządku, ale jest ich garstka. Ale jednak są i to pokazuje, że nie wszystko jest stracone, bo jako dorośli ludzie możemy zakwestionować w swoim życiu ten schemat funkcjonowania, możemy zdać sobie sprawę z tego, że to może wyglądać inaczej.  Że tkwienie w tych schematach jest rodzajem klatki. W zamian za niewolę dostajemy gotowe odpowiedzi na trudne pytania w stylu: ‘jak żyć?’ i wiem, że ciężko oprzeć się pokusie prostych odpowiedzi szczególnie kiedy człowiek jest zagubiony, odcięty od siebie. Stosunkowo łatwo zrealizować scenariusz w stylu: dobra praca, rodzina, dom, samochód i emerytura żeby wreszcie móc odpocząć po tym wszystkim. Ale niestety w konformizmie nie ma ukojenia, którego tam szukamy. Uświadomienie sobie tego i rezygnacja z gotowych odpowiedzi może być początkiem naszej wolności i szansą na to żeby wziąć na siebie pełną odpowiedzialność za siebie nie licząc na to, że ktoś nas uratuje i nie licząc na kojące towarzystwo w niedoli. Ktoś może powiedzieć, że okrutne jest to co mówię a ja mówię, że okrutne jest życie kiedy się tego nie zrobi. Oczywiście czasem jest się samotnym, czasem smutnym, czasem to boli, ale to jest jedyna droga żeby poznać siebie. No dobrze, ale czemu się tak uwzięłam na to społeczeństwo? Co jest właściwie z nim nie tak?

Mit społeczeństwa

Można powiedzieć, że społeczeństwo przekazuje z pokolenia na pokolenie opowieść o tym jak powinno wyglądać nasze życie. Czasem ktoś może kwestionuje samą opowieść, ale właściwie nigdy nie kwestionujemy istnienia społeczeństwa. Nikt nie kwestionuje struktury, kwestionujemy ewentualnie treść. A jak to się ma do rzeczywistości i naszego rozwoju?

Społeczeństwo nie istnieje

Tak, że w rzeczywistości coś takiego jak społeczeństwo w ogóle nie istnieje. To jest abstrakcja, nie ma takiego bytu jak społeczeństw. A jeżeli uważasz, że jest to go wskaż. Społeczeństwo, naród, kraj, granice – to wszystko są abstrakcje. Tego w rzeczywistości nie ma. Wymyśliliśmy to sobie. Istnieją za to ludzie, jednostki. Ludzie nie są abstrakcyjni. Można ich zranić, mają ciało, krew, czują i myślą. Społeczeństwo nie czuje i nie myśli. I jeżeli postawimy tak zwane społeczeństwo wyżej od jednostki, człowieka to on zawsze stanie się ofiarą, zawsze będzie obracany przeciwko sobie i skłaniany do służby w imię wyższego dobra które nie istnieje poza człowiekiem. To czym w takim razie jest to, co nazywamy społeczeństwem? To jest sztuczny twór stworzony na potrzeby osłabionych wewnętrznie ludzi, których tworzenie wspiera samo społeczeństwo. I tak to się kręci. Zastanawiam się czy czujesz się chociaż odrobinę bardziej wolny kiedy to mówię? Może tak może nie. Tak czy inaczej wynika z tego, że urobiono nas na modłę czegoś, co w rzeczywistości nie istnieje. Karmi się nas wyrobem czekoladopodobnym. Sztucznym tworem stworzonym na fundamencie lęku, który ma łączyć ludzi przez poddanie się kontroli w imię bezpieczeństwa i komfortu. Ale czemu to jest sztuczne? Bo takie społeczeństwo nie służy człowiekowi, służy elitom, które oferują ochronę i bezpieczeństwo związane z lękiem, który często same wyzwalają. Tak naprawdę to jest wbrew człowiekowi jako istocie społecznej. My jesteśmy naturalnie istotami społecznymi, ale nie w taki sposób jak to wygląda teraz. Współczesna idea społeczeństwa opiera się na konflikcie, dzieleniu ludzi, wrogości i izolacji a im bardziej samotni ludzie tym bardziej przestraszeni ludzie i tym chętniej idą za tymi, którzy obiecują bezpieczeństwo. Czyli de facto atomizacja jest na rękę władzy. A my ciągle dajemy się na to nabrać. Gdyby to miało wyglądać według naturalnego porządku, czyli zgodnie z tym, że człowiek to z natury istota społeczna to całe to urabianie nie byłoby w ogóle potrzebne. Ludzie sami ze sobą współpracują a najlepiej współpracują w ramach tego, co wyrasta z ich powołania, chociaż tego społeczeństwo nie ceni. Ale nawet pomijając to zauważ, że ilekroć ktoś wtrąca się we wzajemną współpracę ludzi i dzieli ich światopoglądowo tylekroć ludzie stają się sobie wrodzy. A przecież na poziomie codziennego życia pracujemy, kupujemy, żyjemy obok tych, którzy mają inne poglądy i jakoś dajemy radę się dogadać. Kłopot zaczyna się kiedy ktoś trzeci się w to miesza. To daje do myślenia. Co jest jeszcze nie tak ze społeczeństwem w kontekście naszego rozwoju?

Wolność za bezpieczeństwo i komfort

Nikt nie jest bardziej zniewolony, od tego, kto błędnie wierzy w to że jest wolny.’  Napisał to Goethe. I rzeczywiście w ramach społeczeństwa nie widzimy tego, że nie jesteśmy wolni. Chcemy bezpieczeństwa i komfortu a nie kłopotu i odpowiedzialności jaka wiąże się z wolnością. Chcemy raczej świętego spokoju niż wyzwań. Na co dzień nie jesteśmy świadomi braku wolności, bo społeczeństwo daje nam pewną dozę swobody w określonych przez siebie ramach. A jak nie jesteś czegoś świadomy to nie możesz tego zmienić ani nawet się nad tym zastanawiać. Robimy różne rzeczy, ale nawet nie zastanawiamy się nad tym, że to wcale nie jest wolność. A społeczeństwo dba o to żebyś się nad tym nie zastanawiał między innymi przez strach – nie będziesz raczej myślał o wolności kiedy się boisz. Strach to jest od wieków narzędzie propagandy używane do manipulowania ludźmi, to nie jest nic nowego. Dążymy do unikania lęku i wpadamy w pajęczynę iluzorycznego bezpieczeństwa. Ciekawe jest to, że jak już unikniemy lęku i poczujemy chwilową ulgę to wpadamy w kolejną pułapkę, pułapkę komfortu. I tu na scenę wkracza świadoma i dość inteligentna manipulacja nawykami i opiniami ludzi. To jest ważny element ślepoty na brak wolności. Czyli trochę na zasadzie igrzysk i chleba żeby ludzie nie widzieli, że na co dzień harują w imię bezsensownej struktury, którą sami wzmacniają. W komforcie mamy gdzieś wolność. Zamieniliśmy wolność na hamburgera jedzonego w samochodzie, telewizję, serial, telefon i Internet i wydaje nam się, że jesteśmy wolni, bo mamy te wspaniałe rzeczy. To trochę zabawne, bo w tym wszystkim jesteśmy obserwowani, kontrolowani, szpiegowani, numerowani, indoktrynowani, szkoleni, sprawdzani, oceniani, cenzurowani i kierowani. Powtarzamy to co mówią nam media. One kształtują nasze poglądy oczywiście według czyjejś agendy to jak z programem w szkole. Jesteśmy kształtowani przez lata propagandy i kultury popularnej. Wszystkie udogodnienia, które wydaje nam się, że dają nam wolność w rzeczywistości nas zniewalają i powodują, że ciągle jesteśmy rozpraszani. A żeby poczuć się lepiej, sami rozpraszamy się jeszcze bardziej. Brniemy w to samo bagno, kolejny serial, nowy telefon, samochód ale to nie działa i osłabia nas jeszcze bardziej. Mam nadzieję, że jasne jest to czemu wcześniej mówiłam o tym żeby nie oglądać telewizji i czasem pobyć tylko ze sobą bez żadnych rozproszeń. Społeczeństwo ciężko pracuje nad tym żebyśmy nie zauważali swojego braku wolności. Wolność już nie wydaje się naturalna, wydaje się niebezpieczna. Ale jednak czujemy brak czegoś. Mniej albo bardziej świadomie i to odczucie ma postać ciekawego konfliktu – z jednej strony czujemy się spętani, chcemy się wyrwać, pragniemy czegoś więcej a z drugiej strony jesteśmy jacyś mało zdecydowani, zawstydzeni i onieśmieleni. Jednocześnie nienawidzimy tego zniewolenia z drugiej strony je kochamy. Modlimy się o zmianę, ale jednocześnie modlimy się o to żeby ta pierwsza modlitwa nie została wysłuchana. I tak tkwimy latami. Co jeszcze jest tutaj nie tak?

Brak rozwoju

Jak jesteśmy odcięci od siebie i nie jesteśmy wolni to nie możemy się rozwijać, nie możemy korzystać ze swojego potencjału. Nie jesteśmy go w ogóle świadomi to po pierwsze a po drugie społeczeństwu dezercja się nie spodoba. Cnotą w społeczeństwie jest dostosowanie się i konformizm a nie poleganie na sobie i wolność. A gdzie w tym wszystkim Ty? Otóż to, że nie ma Cię. Człowiek rodzi się jako pewien potencjał i to jest w nim wyjątkowe. Powinien być twórcą a nie konformistą. Niestety w ramach społeczeństwa jesteśmy konformistami. Emmerson świetnie to ujął, napisał takie słowa ‘Społeczeństwo jest w zmowie przeciwko dojrzałości każdego ze swoich członków. Jest ono towarzystwem akcyjnym, którego udziałowcy zgadzają się – dla lepszego zabezpieczenia chleba każdemu akcjonariuszowi – zrezygnować z wolności i kultury zjadacza.’ Czyli wszyscy trzymani są w ramach spółki, która daje chleb, ale odbiera odpowiedzialność i wolność. Tępione jest bycie nonkonformistą, bo to odbiera sens życia konformistom, którzy ulokował go w budowaniu społeczeństwa ramię w ramię z innymi. Ale sens może być realizowany i odkrywany tylko na poziomie indywidualnym. Jednostka jest celem samym w sobie. I żeby się rozwijać potrzebuje jakichś wyzwań a nie tylko bezpieczeństwa i komfortu czy utrwalanego rozproszeniami zagubienia. Ten kto chce być człowiekiem, musi być nonkonformistą. A co znaczy być człowiekiem i nonkonformistą? To znaczy to, że mamy swobodę, że jesteśmy odpowiedzialni i wolni, mamy kontakt ze sobą i z własnym ciałem. Działamy według własnego osądy, dążymy do własnych celów, korzystamy ze swoich najlepszych zasobów umysłowych i nie tylko, korzystamy też z intuicji i serca. Jak do tego dojść?

Co teraz?

Na pewno nie chodzi o obwinianie społeczeństwa, polityków, biznesu, szkół, rodziców, systemu, polityków itd. Na pewno nie chodzi o walkę z nimi, o walkę z władzą, autorytetami czy konformistami. Nie w tym rzecz, bo większość z nich i tak nie wie, co robi. Co w takim razie Ty możesz zrobić? Skupić się na sobie. Możesz stanąć z boku dzięki zrozumieniu tego jak to wszystko działa. Możesz skupić się na własnym rozwoju. Zaczynając chociażby od tego żeby przestać chłonąć propagandę medialną, przestać się rozpraszać. Wystarczy, że będziesz świadomy tego jak to działa i jak Ty w tym działasz. Zrozum, że społeczeństwo nie jest po Twojej stronie i nigdy nie będzie, dobrze zdać sobie z tego sprawę. Rezygnacja z tego, że ktoś Cię uratuje czy wesprze jest tutaj początkiem. A potem chodzi o to żebyś zaczął budować swoją autonomię, żebyś skupił się na byciu twórcą. Na zbudowaniu sobie możliwości działania i wyrażania siebie w zgodzie z Twoim powołaniem. Społeczeństwo na pewno ani Ci w tym nie pomoże ani za Ciebie tego nie zrobi, bo jak już mówiłam – cały świat chce żebyś był kimś byle nie sobą. Czyli najpierw poniekąd wychodzisz ze społeczeństwa. To oczywiście nie stanie się z dnia na dzień i to nie jest ważne. Krok po kroku możesz porządkować swoje życie. To jest długotrwały proces. Kiedy to się stanie, kiedy zobaczysz jak bardzo społeczeństwo na Ciebie wpływało możesz coraz więcej odpowiedzialności brać na siebie. Możesz zacząć zarabiać na chleb realizując swój potencjał. Możesz złapać kontakt ze sobą. Jeżeli tego nie zrobisz Twoje życie będzie dość puste i smutne. Grając według zasad społeczeństwa raczej spełniania nie poczujesz. Dlaczego? Bo większość nie ma pojęcia jaki ma potencjał a w związku z tym go nie realizuje. Działa według tego jak została ukształtowana a w związku z tym pozostaje przeciętna. Świat społeczny nigdy nie będzie i nie jest światem w którym ujawnimy prawdziwych siebie. I powiem to jeszcze raz – świat społeczny to nie jest świat w którym ujawnimy prawdziwych siebie. Całe społeczeństwo przeciwko temu walczy. Dlatego nie ma, co się szarpać. To nie oznacza ani wrogości ani konformizmu. Jednostka zawsze musiała w jakiś sposób starać się o to żeby nie zostać przytłoczoną przez większość. Jeżeli zrobisz to o czym mówię czasem będziesz się czuł samotny, nieszczęśliwy, czasem przestraszony – ale miej świadomość, że to są chwilę w których mechanizmy kontroli, które były na Tobie używane od dziecka właśnie znów są aktywowane. Ale Ty już wiesz jak to działa. I wiesz, że tylko oszust zwolni Cię z odpowiedzialności za Twoje własne życie. Przejmij kontrolę. Ci, którzy kształtowali Twoją osobowość i Twoje życie do tej pory – rodzice, przyjaciele, rówieśnicy, społeczeństwo – oni wszyscy muszą przejść na drugi plan. Przestajesz pozwalać na ograniczanie i kontrolowanie. To właśnie czyni Cię artystą, twórcą odkrywającym siebie. Nie w imię akceptacji, ale bez względu na nią. Wyśmiewanie i odrzucenia będą tutaj nieuniknione, ale to nie jest żadna wymówka. Będziesz spokojny i zadowolony kiedy Twoje życie będzie skupione na realizowaniu swojego potencjały, na pracy, w którą wkładasz serce i w której się starasz. Musisz być sobą, bo inaczej nie będziesz ani wolny ani szczęśliwy. Oczywiście z wolnością wiąże się odpowiedzialność. Czyli przestrzeganie pewnych zasad na poziomie zewnętrznym. W stylu – zatrzymywanie się na czerwonym świetle i tym podobne. Wolność nie oznacza chaosu. Chodzi o taką odpowiedzialność, która powoduje, że nikt nie musi Cię pilnować. Skup się na sobie.

MAGDA ADAMCZYK

6 Komentarze

  1. Dorota pisze:

    Wspaniała, pouczającą lekcja 👌! Prawdziwie na czasie 👍! Szkoda tylko, że nieliczi tego słuchają.
    Pozdrawiam serdecznie 🤗

  2. Beata pisze:

    Magdo, Piękne😍Dziękuję❤️
    Wreszcie Ktoś miał Owagę powiedzieć Prawdę, która Wyzwala z głupoty🙈Dziękuję😊
    Pozdrawiam serdecznie😍

  3. Krystyna pisze:

    Pozdrawiam Madziu👋

    Chcę moim wierszem wyrazić głęboką wdzięczność za wykład o pseudospołeczeństwie👏

    POKAZUJ SIĘ ŚWIATU JAKĄ JESTEŚ
    MASKI ZOSTAW NA KARNAWAŁ
    POSZUKUJ PRAWDY O SOBIE W SOBIE
    I POCZUJ CZEGO CHCESZ NAPRAWDĘ
    A DUSZA SIĘ WTEDY ODEZWIE
    CZASEM ZAPŁACZE
    ABY NA SZCZYCIE ŚWIADOMOŚCI
    ZAŚPIEWAĆ PIEŚŃ RADOŚCI ŻYCIA!

  4. Lidia pisze:

    Świetna robota. Wiem ,że tak jest i od dawna chcę wyrwać się ze szpon systemu .
    Pomogło mi to nagranie po raz kolejny sobie to uzmysłowić i przypomnieć tą smutną prawdę.

  5. Dorota pisze:

    Brak mi slow , po prostu super , dziekuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *