Jak Przerwać Cykl Sabotażu w Relacjach

Sabotaż w relacjach

Myślę, że mamy dwa obszary w życiu, które mogą być dla nas albo źródłem największej satysfakcji albo największego braku satysfakcji. Chodzi mi o samorealizację i bliskie relacje z ludźmi. Chcemy obu rzeczy. Chcemy w życiu robić coś, co będzie wyrazem naszych talentów i zdolności, chcemy się spełniać i realizować w swojej pracy, chcemy robić coś, co nas interesuje, fascynuje, pochłania i też wpływa pozytywnie na innych ludzi. Przy tym chcemy też mieć dobre, budujące, wspierające i bliskie relacje z ważnymi dla nas ludźmi. Traktujemy dążenie do satysfakcji w tych dwóch obszarach jak coś naturalnego i wydaje nam się to oczywiste, ale często w praktyce okazuje się, że wcale takie nie jest. Nie tylko dlatego, że po drodze trafiamy na różne przeszkody, ale też dlatego, że czasem sami taką przeszkodą jesteśmy dla siebie. I chociaż ciężko się do tego przyznać to czasem jednak mamy przebłysk świadomości i szczerości i dociera do nas, że nie zawsze działamy w tych obszarach, na których przecież najbardziej nam zależy, na swoją korzyść. I z zaskoczeniem stwierdzamy, że być może to, że nie mamy w życiu tego czego pragniemy zawdzięczamy też sobie a nie tylko okolicznościom albo innym ludziom. Po prostu dociera do nas, że sami sobie na różne pokrętne sposoby utrudniamy i robimy coś co rujnuje nasze szanse na to żeby dostać to czego tak naprawdę chcemy.

Myślę, że szczególnie trudno się przyznać do tego właśnie w relacjach, bo to jest bardzo wrażliwy temat. Nikt nie chce się otwarcie przyznać, że sam niszczy swoje relacje, dlatego tego unikamy – wolimy zrzucić winę na partnera albo okoliczności żeby tylko nie przyglądać się sobie. Ale to jakoś nie pomaga, bo odwracanie wzroku od siebie wcale na dłuższą metę niczego nie rozwiązuje i dość szybko się o tym przekonujemy, jak tylko wejdziemy w kolejną relację. Bo te relacje są dziwnie podobne do siebie. Zmieniają się partnerzy a schematy się powtarzają i kolejny związek kończy się tak jak poprzedni. I jeżeli nie przyjrzysz się temu, nie przyjrzysz się sobie – to nic się nie zmieni. Musisz zwrócić oczy w swoją stronę, potrzebujesz brutalnej szczerości wobec samego siebie i wzięcia odpowiedzialności za siebie żeby wyjść z tego powtarzającego się schematu sabotowania cennych dla Ciebie relacji. To może nie być przyjemne, ale jest konieczne jeżeli ma się coś zmienić. Mówię o powtarzającym się cyklu, bo tak właśnie jest jeżeli sabotujesz swoje relacje. One wtedy właściwie zawsze kończą się tak samo i z podobnych powodów. Widzisz jak na dłoni tą powtarzalność, ten schemat – widzisz jak kolejny raz psujesz relację z potencjałem albo widzisz jak kolejny raz wybierasz ten sam, nie za dobry, typ partnera dla siebie. Jest tak dlatego, bo przenosimy te same schematy, zachowania i sposób radzenia sobie z różnymi sytuacjami z relacji do relacji. I Ty już o tym pewnie wiesz, ale i tak to robisz i nie widzisz w tym przyczyny problemu, wydaje Ci się że nowy partner coś zmieni, ale rzadko tak jest. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że ta powtarzalność zachowań i rezultatów daje Ci poczucie ulgi i jednocześnie przynosi cierpienie i ból. Z jakiegoś powodu, którego nie widzisz na pierwszy rzut oka nie potrafisz inaczej.  Pewnie doskonale wiesz, co robisz i jak robisz, ale myślę, że świadomie nie do końca wiesz czemu to robisz. I powtarzasz te schematy tak długo, że w końcu one zamieniają się w samospełniającą się przepowiednię. Nawet jak w rzeczywistości nie wiesz jak relacja się skończy to w sumie już wiesz jak będzie, bo na bazie swoich przeszłych doświadczeń przewidujesz przyszłość i podświadomie dążysz do tego żeby tak właśnie było. I zaskoczenia nie ma – rzeczywiście wszystko idzie po Twojej myśli, zgodnie z przewidywaniami i Twoim schematem. Co za ulga… No nie do końca, bo kolejna relacja skończyła się tak samo, nawet jak miała potencjał na to żeby być zdrową i szczęśliwą relacją. Przepadło – a Ty chociaż dostajesz to, co już dobrze znasz to jakoś nie jest Ci z tym do końca dobrze.

Twój sabotaż

Jak na razie nie powiedziałam nic, co odnosiłoby się do Twojego partnera w tej relacji i to może zaskakiwać, bo przecież on też w tym wszystkim uczestniczy prawda? I tak i nie. Jeżeli sabotujesz swoje relacje to to z jakim partnerem jesteś nie jest najważniejsze – to może być najlepsza osoba na świecie a i tak relacja się skończy tak samo, jeżeli wykorzystasz dobrze sobie znany, powtarzalny schemat destrukcji i, i tak zostaną zgliszcza i rany, ale przynajmniej wszystko wróci do Twojej normy. To często nie ma nic wspólnego z partnerem. To jest Twój schemat, Twój cykl sabotażu – partner nie jest tutaj najważniejszy po prostu odgrywasz po raz kolejny ten sam scenariusz bez względu na aktorów. Prawda jest taka, że partnerzy się zmieniają a schematy powtarzają. Chcę przez to powiedzieć, że jeżeli sabotujesz swoje relacje, to jest Twój problem a nie Twojego partnera, chociaż w scenariuszu większości ludzi jest inaczej i to na partnera najłatwiej zrzucić winę. Wiadomo, że Twój partner też w tym uczestnicy i na tym cierpi więc nie jest tak do końca, że to nie jest jego problem, ale on praktycznie nie ma wpływu na to co się z Tobą dzieje. To jest Twoje. To wszystko oczywiście nie znaczy, że zawsze jesteś z idealnym partnerem i problemem jest tylko Twoje utrudnianie w tej relacji i tylko to wszystko psuje. Niekoniecznie, możesz też po prostu nie być w dobrej relacji dla siebie i zrezygnowanie z niej będzie jak najbardziej w porządku. Ale chodzi mi dzisiaj o inną sytuację. Chodzi mi o sytuację kiedy relacja w której jesteś jest dla Ciebie naprawdę dobra, wszystko zaczyna się świetnie, idzie dobrze, nie ma większych problemów, ale Ty nagle zaczynasz robić rzeczy, które to wszystko psują. Mówię o sytuacji w której jedyną przeszkodą w relacji z drugą osobą jest Twój sabotaż i gdyby nie on, ta relacja mogłaby się rozwinąć w coś wspaniałego. Miałaby potencjał żeby stać się długoterminową i zdrową relacją jeżeli tego chcesz, ale nic z tego dopóki działa sabotaż.

Sabotaż w relacjach polega na tym, że sam tworzysz okoliczności, przeszkody i problemy, które prędzej czy później niszczą Twoje relacje. I dziwnym trafem te relacje rozpadają się zawsze z podobnych powodów, w podobnym momencie albo w podobnych okolicznościach. To trochę wygląda czasem jak jakaś klątwa albo przekleństwo z Twojej perspektywy – taki relacyjny dzień świstaka, może nie codziennie, ale co jakiś czas. I  niezależnie od scenariusza – jeżeli chcesz coś zmienić i masz dość powtarzania w kółko tego samego, musisz zrozumieć powody z jakich to robisz, musisz zrozumieć swoją rolę w tym cyklu i zdecydować, że chcesz go przerwać. Zacznijmy od powodu – czemu miałbyś niszczyć dobre dla siebie relacje? Co za tym schematem stoi?

Dlaczego sabotujesz swoje relacje

Za tym schematem stoi strach. Strach związany z relacjami – on może brać się z Twoich niestabilnych relacji z rodzicami, relacji z kolegami albo romantycznych relacji z przeszłości, które Cię jakoś zraniły. Większość z nas miała przynajmniej jedną naprawdę beznadziejną relację. Mieliśmy relacje, które nas raniły, ograniczały i wywoływały jakieś cierpienie. Sabotaż w tym wszystkim pełni po prostu funkcję ochronną, jest mechanizmem obronnym, który ma chronić nas przed powtórzeniem tych samych doświadczeń. Bo po takich doświadczeniach relacje naprawdę mogą nam się kojarzyć z bólem i cierpieniem. Po prostu boimy się, że coś podobnego mogłoby się powtórzyć w przyszłości dlatego od razu likwidujemy taką możliwość przez sabotaż. Te przeszłe doświadczenia kształtują nasze przekonania o nas samych, o innych ludziach i o relacjach i powodują, że wybieramy taki a nie inny sposób radzenia sobie w sytuacji, który służy temu żeby uniknąć bólu i cierpienia. Tworzymy mechanizmy obronne, schematy radzenia sobie z tym zagrożeniem, bólem i je powtarzamy, często nieświadomie. Twój sabotaż w relacjach jest zwycięstwem tych mechanizmów, schematów, nawyków i impulsów z przeszłości nad świadomością. Ważniejsze staje się szybkie zlikwidowanie napięcia od trwałej satysfakcji, ważniejsze staje się proste rozwiązanie od trudności szukania dobrych rozwiązań. Strach powoduje, że niszczymy to, co jest nam drogie. Ta chęć chronienia się za wszelką cenę ma też silny związek z poczuciem własnej wartości. Osoby, które tak bardzo chcą się chronić mają często kłopoty z poczuciem własnej wartości. Ciągle odczuwają jakieś zagrożenie z zewnątrz i to też powoduje, że sabotują relacje, bo po prostu chcą się chronić. W ogóle osoby, które sabotują swoje relacje czują się niepewnie ze sobą i w tych relacjach. Widzą w relacjach i innych ludziach zagrożenie. To wszystko właśnie z powodu przeszłych doświadczeń. Czyli reagujemy w teraźniejszości na przeszłość, której nie ma tu i teraz, ale ona została zachowana w naszej pamięci emocjonalnej i wywołuje w nas często przesadzone reakcje, które mają nam umożliwić uniknięcie podobnej rany jak ta z przeszłości. Ale powiedziałabym, że unikamy tych ran w mało skuteczny sposób, bo może nie doświadczymy tego samego cierpienia, co w przeszłości dzięki tym mechanizmom obronnym, ale doświadczymy nowego cierpienia, bo  używanie tych schematów bardzo utrudnia albo w ogóle uniemożliwia nam stworzenie trwałej i zdrowej relacji a to też przecież rani. Czyli jedną ranę zastępujemy drugą. Tu nie ma wygranych.

Sabotaż w relacjach ma jedno źródło – jest nim strach, ale to czego się boimy i jak na to reagujemy zależy od naszych doświadczeń, które są unikalne dla każdej osoby. Czyli to nasza przeszłość jest paliwem dla naszego sabotażu w relacjach dzisiaj. Strach pochodzi z historii związanej z relacjami, z Tobą i z innymi ludźmi – która została ukształtowana przez różne trudne doświadczenia, które doprowadziły do zbudowania różnych mechanizmów obronnych, które mają zapobiec zranieniu. Czyli z jednej strony romantyczne relacje przynoszą nam naprawdę dużo radości, ale z drugiej strony mogą powodować ból. I kiedy otwieramy się na drugą osobę, narażamy się na ten ból, narażamy się odrzucenie, zranienie, wtedy nasze przeszłe doświadczenia odżywają, różne rany z poprzednich relacji mogą się otwierać i zatruwać nam nowy związek, który próbujemy budować. I wtedy uruchamiamy nasze mechanizmy obronne i psujemy tę relację żeby zlikwidować zagrożenie. I to nie jest nic dziwnego jak weźmiemy pod uwagę to, że nikt nie chce cierpieć, ale w ten sposób jednocześnie uniemożliwiamy sobie stworzenie pełnej i zdrowej relacji. I kiedy wreszcie osiągamy naszym sabotażem to, co przywraca nam bezpieczeństwo, czyli wracamy na stare śmieci – nasza relacja po raz kolejny się rozpada, czujemy się z tym przez chwilę lepiej, ale to jest krótkoterminowe rozwiązanie, bo ten schemat w końcu zacznie nas prześladować i nawet wtedy kiedy spotkamy bardzo wartościową osobę zniszczymy to. Wydaje nam się, że kiedy sabotujemy relację chronimy się przed zranieniem, ale prawda jest taka, że i tak kończymy zranieni, bo kolejny raz bliska osoba nas opuszcza albo my się wycofujemy. W jaki sposób do tego doprowadzamy?

Sposoby w jakie sabotujemy nasze relacje

Nie ma jednego konkretnego sposobu – każdy ma swój. Ten sposób zależy od unikalnych przeżyć w przeszłości danej osoby, które stają się podstawą do obawy przed konkretnymi rzeczami i tworzą mechanizmy obronne, które są odpowiedzią na to zagrożenie. Te mechanizmy mają nas chronić przed czymś podobnym w przyszłości i przy najmniejszych realnych albo sfabrykowanych oznakach, że sytuacja z przeszłości mogłaby się powtórzyć pojawia się lęk i te mechanizmy zaczynają działać. To może wyglądać bardzo różnie.

Powiedzmy, że Twoja partnerka albo Twój partner z przeszłości z którym planowaliście dom, dzieci i rodzinę; w ogóle świetlaną przyszłość – zdradził Cię przed ślubem. Oczywista sprawa, że to Cię bardzo zraniło i teraz w ogóle unikasz przekraczania jakiegoś momentu w relacji. Głębszego zaangażowania się. Nie dopuszczasz do siebie nikogo za blisko, bo się boisz, że sytuacja się powtórzy – znów zaufasz i znów ktoś Cię zrani. Dlatego likwidujesz taką możliwość i na przykład za każdym razem wycofujesz się z relacji kiedy robi się poważniej.

Może boisz się porzucenia, opuszczenia, bo jako dziecko Twój tata czy mama Cię opuścili i dlatego angażujesz się w relacje, które nie mogą się udać i gwarantują to, że nic z tego nie będzie. Wierzysz, że w końcu i tak każdy Cię opuści albo, że relacja skończy się bez powodu. Po prostu partner zniknie i tak się dzieje, bo ta relacja nie mogła być inna.

Może trzymasz bardzo duży dystans w relacji, na tyle duży, że w końcu partner ma dość i odchodzi, bo po prostu nie może się do Ciebie przebić, zbliżyć w żaden sposób.

Jest naprawdę dużo zachowań, które wynikają z przeszłych doświadczeń albo z niskiego poczucia własnej wartości, które utrudniają a czasami uniemożliwiają stworzenie relacji, której gdzieś w głębi bardzo chcemy. To może być pasywna agresja, zwykła agresja, unikanie zaangażowania, trzymanie dystansu, brak zaufania, chorobliwa zazdrość, zdrady, kontrolowanie partnera, przyklejanie się do niego i uzależnienie emocjonalne, granie ofiary, oskarżenia bez sensu, kłótnie, które nie mają większego sensu, krytykowanie, odcinanie się, zamiast komunikacji, nierealistyczne oczekiwania itd. Jest tego masa. Można na wiele sposobów niszczyć relacje. To jest naprawdę frustrujące. Bo chociaż próbujemy się w ten sposób chronić, z czasem jak to się powtarza czujemy się jak w matni. Z jednej strony jest wielkie pragnienie z drugiej wielki strach i mimo kolejnych prób zbudowania zdrowej relacji strach zwycięża. Jak sobie z tym poradzić? Jak poradzić sobie z sabotażem w relacjach?

Jak poradzić sobie z sabotażem w relacjach

Na dobry początek trzeba się skupić na sobie zamiast obwiniać innych ludzi i okoliczności, że nie wychodzi. Przyda się też cierpliwość i zrozumienie, że to trochę zajmie. Dotykamy tutaj naprawdę wrażliwych miejsc i młotek nie zadziała. Ale brutalna szczerość wobec samego siebie będzie konieczna, zwrócenie oczu na siebie a nie na partnera też. Bo często obiektywnie patrząc na sytuację Twój aktualny partner nie ma nic wspólnego z Twoim zachowaniem. Po prostu wleczesz za sobą swoje obawy i strach z przeszłości do nowej relacji i Twój obecny partner i Ty płacicie za to; a tak raczej być nie powinno.

Żeby przerwać ten cykl sabotażu zaczęłabym od rozpoznania swojego strachu. Zadaj sobie parę pytań. Co u Ciebie wywołuje największy strach w związku z relacjami? Czego się boisz najbardziej? Jakie doświadczenie Ci to przypomina? Jakie są dzisiaj wyzwalacze, które uruchamiają Twoje mechanizmy obronne? Jakie z tego wynikają zachowania? Przyjrzyj się sobie. Dla mnie na przykład największy strach związany z relacjami to to, że w końcu moja relacja i tak się rozpadnie. Mój mechanizm obronny to dystans. Może dla Ciebie to jest gniew albo agresja, albo zazdrość, odcięcie się, może stajesz się kontrolujący albo kończysz relację zanim druga osoba to zrobi. To wszystko różne gałęzie, które wyrastają z pnia strachu i zasilane są przez przeszłość. Już mówiłam, że odpowiadamy na przeszłość. Tym czego nam  brakuje żeby było inaczej jest świadomości. Kiedy rozpoznajemy te wszystkie elementy możemy stać się bardziej świadomi i obecni w relacjach a przez to możemy świadomie wybierać zachowania, które będą wspierały nasze relacje a nie je niszczyły. Nie ma na to uniwersalnego przepisu, bo każda osoba ze względu na tą unikalność doświadczeń z przeszłości i mechanizmów obronnych musi znaleźć sama swoją drogę do zdrowych relacji. Tak naprawdę chodzi tutaj o poradzenie sobie z tym strachem i chodzi też o to żeby zwracać uwagę na takie rzeczy jak oczekiwania względem partnera – na ich realistyczność. Jeżeli potrzebujesz bez przerwy zapewnień partnera o tym, że jest z Tobą i Cię kocha – to jest sygnał niskiego poczucia własnej wartości. Jeżeli oczekujesz, że partner będzie czytał w Twoich myślach to…zapomnij. Jeżeli oczekujesz, że ktoś Cię uratuje i w relacji da Ci szczęście to to nie jest realistyczne oczekiwanie i z czasem to będzie prowadziło do destrukcji tej relacji. Bo pewnie w końcu zaczniesz mieć pretensje o to, że partner nie spełnia Twoich oczekiwań, które już na początku były bez sensu. Przyglądaj się swojemu strachowi i oczekiwaniom, zdobądź się na odwagę żeby się otworzyć i komunikować z partnerem – nie jesteś sam w tej relacji. Ale też Twój partner nie jest w niej sam. Żeby to wszystko miało sens musisz zacząć od siebie, zamiast prób zmieniania swojego partnera. Zrezygnuj z obwiniania innych i zastanów się jaką Ty chcesz stworzyć relację. Kim chcesz w niej być, jaką osobą? Tym razem tworzenie relacji może być świadomym procesem, świadomym wyborem i może się wiązać ze świadomym zachowaniem. Tak czy inaczej to zawsze może się skończyć zranieniem, ale przynajmniej jest szansa, że będzie dobrze jeżeli będziesz z dobrym dla siebie partnerem. Jeżeli nie poradzisz sobie z sabotażem odbierzesz sobie taką szansę zupełnie. Możesz zakończyć ten cykl, ale nie obejdzie się bez zwrócenia się do siebie, przyjrzenia się swoim przeszłym relacjom, poradzenia sobie z ranami, świadomego wejścia w relację, świadomej komunikacji z partnerem i świadomego zachowania. Po prostu zamiast projektować na partnera swoje najgorsze lęki i przez niego je przeżywać potrzebujesz sobie świadomie z tym poradzić i przerwać automatyczny cykl sabotowania swoich relacji, jeżeli naprawdę Ci na tym zależy.

MAGDA ADAMCZYK

7 Komentarze

  1. robert robertowski pisze:

    dziekuje:)

  2. Mariusz pisze:

    Fantastyczny film. Jak dla mnie w samą porę! Bardzo, bardzo dziękuję!!! <3 Pozdrawiam Cię Madziu serdecznie!

  3. Kamistrz pisze:

    W związku z brakiem związku, jest mi niewątpliwie lżej, ale to co powiedziałaś jest 100% racją, gdyż moja wiedza i obserwacja zawiera się w słowach : „nikt się do związków nie nadaje”, mając świadomość tego, mogę ja i mój partner „pracować” nad tym, jeśli chcemy być partnerami, a nie niewolnikami. Oczywiście pierwsze stwierdzenie „jest mi lżej”, jest nieprawdziwe, bo jest mi też trudno samej. A więc do „dzieła”😌

  4. Jarek pisze:

    Dziekuje za kolejny swietny materiał.Pozdrawiam

  5. Katarzyna pisze:

    Bardzo wartościowy film. Dziękuję.

  6. Kaśka pisze:

    Bardzo dobry film. Daje do myślenia. Jak mało kiedy zastanawiamy się nad tym, że sami sabotujemy swoje związki i życie. Z zasady obwiniamy kolejnych partnerów za niepowodzenie, nie dostrzegając problemu w sobie ( w ograniczeniach skrywanych głęboko w naszym umyśle). Jest to dla mnie temat na czasie, gdyż właśnie zakończył się mój związek. Nie było to wynikiem sabotażu, lecz niepoprawnej komunikacji między dwojgiem ludzi. Temat też wart dogłębnej analizy. Jak wiele związków rozpada się z powodu tego, że on/ona zrozumiała zupełnie coś innego niż zostało faktycznie powiedziane. Jak często jesteśmy ślepo przekonani, że to co usłyszeliśmy jest jedyną słuszną prawdą i zapiekamy się w tym, nie starając nawet zapytać czy dobrze zrozumieliśmy. Każdy z nas ma swoje filtry, przez które przepuszcza informacje. Nie mogą one jednak przesłaniać i wypaczać sensu. Zaczynam rozumieć stwierdzenie, że „ktoś słyszy to, co chce usłyszeć” Jeśli da się jeszcze takie nieporozumienie wyjaśnić, to pół biedy. Jak dojdzie do tego jeszcze upór i męskie ego, to już po związku. Sądzę, że problem złego zrozumienia jest dość powszechny, więc Pani Magdo może jakiś materiał na ten temat. Pozdrawiam

  7. Monika pisze:

    Bardzo ciekawy i pouczający temat.
    Pozdrawiam
    Monika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *