Jak Rozproszenia Wpływają Na Twoje Życie

Dzisiaj pogłębimy temat rozproszeń. Opowiem o tym jak rozproszenia działają na Twoją zdolność skupienia się, uczenia i tworzenia. O tym jak burzą Twój spokój, zabijają Twoją kreatywność, satysfakcję z pracy, utrudniają Ci odpoczynek, rozwiązywanie problemów i podejmowanie decyzji i wreszcie jak odwracają uwagę od głębi tego kim naprawdę jesteś.

Wymknąć się…

W filmie o intencjonalnym życiu, mówiłam o tym, że ciągłe rozpraszanie się powoduje, że uczymy się funkcjonować w rozproszony sposób. Za tym idą fizyczne zmiany w mózgu, które powodują, że z czasem jesteśmy jeszcze bardziej skłonni do tego żeby tym rozproszeniom  ulegać. Krótko mówiąc – będzie coraz gorzej. A będzie tak dlatego, bo nasz mózg dostosowuje się do tego, co i jak robimy. Kiedy jesteśmy ciągle rozpraszani i przerzucamy często uwagę z jednego miejsca w inne miejsce, wzmacniają się połączenia odpowiedzialne za szybkość i powierzchowność a słabną połączenia odpowiedzialne za skupienie i głębię. Czyli zamiast ćwiczyć koncentrację, ćwiczymy regularnie dekoncentrację i w tym stajemy się coraz lepsi. A to, może bardzo utrudnić albo w ogóle uniemożliwić nam, zbudowanie intencjonalnego życia. Tym bardziej, że uczenie się dekoncentracji, sprzyja też czemuś jeszcze. Sprzyja kulturze łatwości. Im bardziej jesteśmy rozproszeni i trudniej nam się na czymkolwiek skupić, tym łatwiej wpadamy w wir prostych zadań albo niskiej jakości rozrywki i odpoczynku. Z czasem, taki sposób funkcjonowania staje się dla nas nawykiem do tego stopnia, że robienie trudnych rzeczy staje się dużym wyzwaniem albo jest niemożliwe. A to wszystko, rośnie sobie na żyznym gruncie naszego uzależnienia od technologii, regularnie podlewanego przez firmy, które mają w tym interes, ale też przez nas samych. Nie oszukujmy się, też mamy w tym swój udział. W efekcie, nasza uwaga jest wszędzie i nigdzie. Właściwie tracimy zdolność kierowania nią w sposób świadomy, coraz łatwiej oddajemy nad nią kontrolę. Co to dla nas znaczy? To, że nasze mózgi i ich zawartość, zamieniają się w papkę niezdolną do przyjęcia jakiegoś konkretnego kształtu, przynajmniej dopóki nie zdecydujemy się czegoś z tym zrobić. Ale to nie jest takie proste. Bo dodatkowym problemem związanym z – nazwijmy to – odwróceniem tego ogłupiającego trendu, jest to, że to jest już nawyk. Czyli z automatu wpadamy w wyżłobione w naszych mózgach koryto łatwości, płytkości i powierzchowności a w tym czasie umykają nam inne rzeczy. Umyka nam głębia. W dodatku nawet chyba nie za bardzo chcemy tej głębi w kulturze łatwości. Chyba bardziej chcemy uciec od głębi, niż musieć się zajmować tym, bo pewnie będzie trudne. Te wszystkie ważne w Twoim życiu, rzeczy będą wymagały pracy, wysiłku, energii i czasu. A trudno zaangażować się w życie i nie zaniedbywać ważnych spraw, kiedy można wsiąknąć łatwiejsze rzeczy w najprostsze czynności i zapomnieć o tych wszystkich troskach i trudnych rzeczach z którymi trzeba sobie radzić. Myślę, że dobrze jest pamiętać w tym wszystkim o jednej prostej, banalnej rzeczy – kiedy jesteś zajęty jakąś rzeczą, to nie zwracasz uwagi na inne rzeczy, ale niestety to nie sprawia, że te inne rzeczy przestają istnieć. To, że teraz zajmujesz się Facebookiem, YouTubem czy Netflixem nie sprawi, że znikną Twoje problemy finansowe, że znajdzie się jakaś partnerka czy jakiś partner, że Twoja praca i kariera nabiorą tempa. Kiedy jesteś zajęty jakąś rzeczą, to nie zwracasz uwagi na inne rzeczy. Jaki z tego wniosek? Taki, że kiedy skupiasz się bzdetach, umykają Ci ważne rzeczy. Czyli zamieniamy intencjonalne życie, na marny substytut. Prawdziwą wartość na wartość iluzoryczną. I w ten sposób chcemy trochę wymknąć się z trudom życia tylnymi drzwiami, ale nie da się tego zrobić tak jak nam się wydaje. Bo to od czego tak uparcie odwracamy uwagę i tak nas dopadnie. Najczęściej w formie braku zadowolenia, braku satysfakcji, spełnienia, poczucia beznadziei, braku sensu i poczucia, że utknęliśmy. To odbije się na całym życiu. Ale konkretnie w jaki sposób?

Nauka i praca

Na początek weźmy naukę i pracę. Wszyscy to znamy. Zabierasz się za czytanie, za naukę, za pracę, ale nie możesz się skupić, bo albo już nie jesteś w stanie albo co chwilę przychodzi jakieś powiadomienie, sms, mail, dzwoni telefon, wyskakuje reklama i nawet nie wiesz kiedy włączasz Facebooka. Czasami możesz mieć wrażenie, że to się dzieje samo. Tak dla wielu osób wygląda codzienność. Wszystko walczy o Twoją uwagę. W takich warunkach możesz mieć poczucie, że już na niczym nie panujesz, Robisz się nerwowy i niespokojny. Twój umysł skacze jak szalony, nigdy i nigdzie na dłużej się nie zatrzymuje. Wyobraź sobie naukę w takich okolicznościach. Łatwość i powierzchowność z jaką nauczyliśmy się funkcjonować nie sprzyja nauce, nie sprzyja zgłębianiu tematu, łączeniu idei ani nawet czytaniu ze zrozumieniem. Robimy te rzeczy po łebkach. Myślimy tylko o tym żeby już mieć to co chcemy, żeby znaleźć rozwiązania, coś gdzieś doczytać, skądś to wygrzebać. Tym sposobem nie ma możliwości zrozumienia tego czego się uczymy, nie mówiąc już o zapamiętaniu tego, nadaniu temu jakiegoś sensu i połączeniu nowej wiedzy ze starą, którą już mamy. Raczej mamy strzępy informacji, zamiast spójnej teorii opartej na zrozumieniu, refleksji, niespiesznym łączeniu kropek, wysnuwaniu własnych wniosków i umiejętności zastosowania ich w praktyce. Te chaotyczne fragmenty nie składają się w żadną całość. Nie wiadomo, co jest do czego. Już nie wiemy, co jest ważne a co nie. To, że ciężko nam kierować swoją uwagą, skupić się i uczyć, wpływa oczywiście mocno też na naszą pracę. Cal Newport napisał fajną książkę na ten temat, ma tytuł ‘Praca głęboka’ gdyby ktoś miał ochotę nomen omen, zgłębić temat. Z grubsza chodzi w niej o to, że żeby zaistnieć we współczesnym świecie, potrzebujemy zdolności uczenia się trudnych rzeczy i tworzenia na najwyższym poziomie. Co oznacza, że będzie nam potrzebna umiejętność tzw. pracy głębokiej. Czyli pacy, która jest twórcza i która wnosi wartość. A żeby taka praca mogła być wykonana, potrzebne jest głębokie skupienie i brak rozproszeń przez dłuższy czas. Czyli wszystko czego nie mamy. Chyba jasne jest, co to zrobi z naszą karierą zawodową. Często w swojej pracy spotykam się z osobami, które tęsknią za tym żeby mieć jakiś obszar, jakąś dziedzinę w której są specjalistami, w której są najlepsi. Ale jak? Jak można się stać specjalistą w swojej dziedzinie i czerpać satysfakcję ze swojej pracy, kiedy nie można się skupić, efektywnie uczyć, wyciągać wniosków, tworzyć czegoś i w dodatku ciągle się nie chce. Proces mistrzostwa, celowa nauka  – to jest trudne i wymagające. Prawie nikt tego nie robi. Marnujemy swoje życie, czas, swój potencjał, swoje talenty i powoli stajemy się coraz bardziej bezbronni, w miarę jak wysysane są z nas, ostatnie resztki zdolności do kierowania naszą uwagą w stronę ważnych spraw, niekoniecznie łatwych. Skoro rozproszenia upośledzają naszą zdolność kierowania uwagą a przez to utrudniają skupienie, uniemożliwiając naukę i pracę na najwyższym poziomie, to jak wygląda kwestia produktywności?

Produktywność

Kultura łatwości sprzyja bieganinie a nie produktywności. Zresztą produktywność często jest mylona z byciem zajętym a to nie jest to samo. To, że cały dzień sprawdzasz maile i odpisujesz co minutę nie sprawia, że jesteś produktywny. Po prostu jesteś zajęty, ale to nie wnosi żadnej wartości dodanej. Bycie zajętym w taki sposób służy zwykle temu żeby wyglądało, że coś robimy. Bo wiadomo, bezczynne siedzenie w pracy to w dzisiejszym świecie jest  jakaś herezja, dogmatem jest ciągła aktywność i działanie. Nieważne jakie. Dużo łatwiej odpisywać na maile, zamiast zastanowić się i zaplanować swoją pracę w taki sposób, który ma szansę zbliżyć nas do jakiegoś istotnego efektu. To wymaga wysiłku, skupienia, czasu i energii. Ale prawdziwa produktywność na tym polega. To jest zaplanowany proces robienia rzeczy w sposób, który sensownie posuwa sprawy naprzód. A to wymaga często odsunięcia na bok pozornie produktywnych czynności. Oczywiście wiem, że łatwo się mówi, bo w firmach cenione jest coś, co z produktywnością niewiele ma wspólnego czyli bieganina, szybkość reakcji i wielozadaniowość. Często sam sposób działania firmy czy struktura organizacji nie pozwala na skupienie się na jednej rzeczy przez dłuższy czas. I to jest prawdziwa masakra. Dochodzi do tego, że czasem trzeba walczyć z własnym pracodawcą o to żeby móc wykonywać pracę, do której on nas zatrudnił. Zwariować można. Tym bardziej, że pracodawca wymaga wyników i efektów, z tego rozlicza pracownika, ale jak przychodzi, co do czego, to bardziej wspiera  przenoszenie kupki ziemi z miejsca na miejsce niż skupienie się na realizowaniu konkretnych celów. W tym wszystkim, oprócz produktywności cierpi coś jeszcze, coś często związanego z produktywnością – kreatywność.

Kreatywność

Produktywność ma sporo wspólnego z kreatywnością, ale też z dogmatem ciągłej aktywności. Dlaczego tak mówię? Bo proces kreatywny nie polega na ciągłej aktywności i szukaniu rozwiązań na siłę a przez to, że taką metodą próbujemy często być kreatywni, cierpi produktywność. Proces kreatywny ma z grubsza trzy elementy – napełnianie się wiedzą, frustracja i zmęczenie napełnianiem się wiedzą i krok w tył, odpuszczenie. Zaczynając od pierwszej rzeczy – jeżeli nie możemy się w pracy skupić na napełnianiu się jakościową wiedzą, bo sami już nie dajemy rady się skupiać albo ciągle coś albo ktoś nam przerywa, to nie liczmy na to, że stworzymy arcydzieło. Po drugie nie ma szans na kreatywność kiedy ciągle jesteśmy czymś zajęci. A przecież trzeba być ciągle zajętym, głupio tak siedzieć bezczynnie bo szef pirania patrzy ze swojego akwarium czy wystarczająco szybko klikasz. Czyli nie ma ani surowca dla kreatywności ani czasu na krok w tył. Zamiast tego jest gorączkowe szukanie gotowych rozwiązań, próba sklecenia czegoś na szybko, co z kreatywnością ma niewiele wspólnego. Czego tu brakuje? Zrozumienia i przestrzeni. Zrozumienia i przestrzeni dla procesu twórczego. Świadomości, że ze śmieci dzieła nie będzie i bez błądzącego umysłu, napełnionego dobrej jakości wiedzą nie będzie nic nowego. Nie da się tego wszystkiego zrobić, dopóki nie będziemy zdolni do skupienia się i dopóki produktywność i kreatywność będą łączone z nieprzerwanym działaniem. Musimy umieć obie rzeczy – aktywnie działać, żyć w świecie teorii, wiedzy, liczb i projektów, ale też musimy umieć wycofać się z tego wszystkiego. I tu nam bardzo brakuje równowagi. Podobnie zresztą jest w przypadku rozwiązywania trudnych problemów i podejmowania decyzji. Co mam na myśli? To, że w czasie kiedy umysł sobie błądzi, korzystamy z innego rodzaju myślenia, które może nam pomóc też w codziennych decyzjach i rozwiązywaniu problemów. O co chodzi?

Podświadomość

Chodzi o podświadomość i o to jak ona działa. Jeżeli dobrze zdefiniujesz problem, który chcesz rozwiązać albo zadasz sobie konkretne pytanie na jakie chcesz znaleźć odpowiedź, zgromadzisz wiedzę, zmęczysz się świadomym myśleniem i szukaniem rozwiązania na zewnątrz, to wystarczy że zrobisz krok w tył żeby skorzystać z potęgi podświadomości. Odpuść, bo to, że nie myślisz o czymś na poziomie świadomym wcale nie znaczy, że nie myślisz o tym na innym poziomie. Proces jest podobny jak w przypadku kreatywności. Bez odwrócenia uwagi od świadomych prób rozwiązania problemu, nie zaprzęgniesz podświadomości do pracy. I tutaj uwaga, ważne żeby nie mylić odpuszczenia z obciążającym rozproszeniem. Odpuszczenie nie znaczy, że idziesz scrollować Facebooka ani oglądać filmy na YouTubie. Czas i przestrzeń, jasno zdefiniowany problem czy jasne pytanie, gromadzenie wiedzy i odpuszczenie. Tak używasz podświadomości do pracy, oczywiście pod warunkiem, że jesteś w stanie zaufać czemuś czego nie rozumiesz a już samo to dla wielu osób jest wyzwaniem. Jak do tej pory, wszystko o czym mówiłam służyło jakiemuś celowi. Nawet jak chodziło o bezczynność, to miało to nam przynieść większą produktywność, kreatywność albo lepsze decyzje i rozwiązania. Ale czasem po prostu chodzi o zwykły odpoczynek. O to żeby spokojnie móc uporządkować swój świat wewnętrzny, złapać kontakt ze sobą, ze swoim ciałem, ze swoimi emocjami, odpocząć i zregenerować się, tak po prostu.

Odpoczynek i kontakt ze sobą

I tutaj rozproszenia zbierają prawdziwe żniwo. Często widzę i słyszę, że ludzie nie potrafią odpoczywać, nie mają pojęcia, co zrobić ze swoim wolnym czasem. Z braku innych możliwości, wsiąkają w oglądanie seriali godzinami a to powoduje, że kończą bardziej zmęczeni niż zaczynali. Poza tym zauważyłam, że ludzie mówią o odpoczynku jako o środku do kolejnego celu. To znaczy, że człowiek odpoczywa po to, żeby jutro być bardziej wypoczętym i bardziej produktywnym. I nie dziwi mnie, że osoby z takim podejściem do odpoczynku, jeszcze chętniej wsiąkają w te seriale. Dlaczego? Po pierwsze, znowu chodzi o łatwość i konieczność ciągłego robienia czegoś, a po drugie chodzi o potrzebę ucieczki od myślenia o tym kolejnym pracowitym i ciężkim dniu. Tak to wygląda kiedy odpoczynek kojarzy się z robieniem rzeczy, po to żeby móc potem z większym wigorem robić inne rzeczy. Samo to zachęca do tego żeby uciec od rzeczywistości w serial. Ja mam trochę inne podejście do odpoczynku. Odpoczywam po ciężkim dniu a nie po to żeby przetrwać kolejne ciężkie dni. Poza tym jak jestem zmęczona, staram się nie szukać ucieczki ani wytchnienia w rzeczach, które są łatwe i bierne, ale wyczerpują mnie jeszcze bardziej. Raczej szukam sposobów na dobry odpoczynek. Oczywiście samo szukanie i realizowanie tych pomysłów jest dodatkowym wysiłkiem, ale efekty jakie to przynosi mimo włożonego wysiłku, są tego warte. Jasne, łatwiej być amebą i oddać się biernej konsumpcji, czasem to też jest w porządku. Ale jeżeli to jest stały sposób na odpoczynek, to nie wróżę tutaj sukcesów. Może lepiej byłoby pojechać do lasu na grzyby, pojechać na ryby, wybrać się w góry, umówić z kolegami na piłkę albo z koleżankami na tenisa. Może warto wrócić do naprawiania motocykla w garażu, do robienia pięknych rzeczy z drewna albo do robienia na drutach. Często poza pracą, rodziną i obowiązkami, które wypełniają nam dni, nie mamy nic. A to zostawia pustkę, którą łatwo jest wypełnić patrzeniem w telefon czy oglądaniem serialu. To też jest rodzaj mechanizmu obronnego. To chroni nas, oczywiście pozornie, przed problemami i pytaniami egzystencjalnymi, chroni nas przed tą pustką. Ale w rzeczywistości hodujemy hydrę, spokojnie pozwalamy na to żeby rosły jej kolejne głowy i udajemy, że nie istnieje. I to nie jest nowego. Nieważne czy to jest alkohol, narkotyk czy seks. Unikanie głębszych, niekomfortowych pytań jest stare jak świat, Unikanie pustki też. Tylko teraz mamy jeszcze więcej możliwości żeby to robić. A to wszystko wiąże się z kolei z naszą niechęcią do zostawania sam na sam ze sobą. Unikamy tego jak ognia. Bo to przyniesie te wszystkie trudne pytania a nam łatwiej jest je ignorować. Uciekamy od siebie. I to jest spory kłopot, bo bycie sam na sam ze sobą pomaga w wielu rzeczach z którymi mamy trudność. Pomaga na przykład w regulowaniu emocji, uspokaja, pomaga rozwiązywać problemy, paradoksalnie pomaga też budować lepsze relacje z innymi i podejmować decyzje życiowe. Brakuje nam kontemplacji, kontemplacji związanej z tymi trudnymi pytaniami i z życiem w ogóle. To zniknęło razem z czasem spędzanym swobodnie i samotnie bez robienia czegokolwiek. Mało kto prowadzi kontemplacyjny styl życia. Mało kto dostrzega subtelności swojego świata emocji. To wszystko jest zagłuszone – nasze spostrzeżenia, wnioski – a w ich miejsce wchodzi powierzchowność i kompulsja, zgiełk. To nie sprzyja ani zdrowiu psychicznemu ani temu żeby brać odpowiedzialność za siebie i swoje życie ani poczuciu, że na cokolwiek mamy wpływ. I w tym wszystkim, nawet nie przyjdzie nam do głowy żeby zajrzeć do wewnątrz. Szukamy rozwiązań na swoje problemy zawsze na zewnątrz a przez to oddalamy się jeszcze dalej od siebie, nasze poczucie odcięcia od siebie i od świata rośnie a to powoduje, że jesteśmy jeszcze bardziej zagubieni i jeszcze zacieklej szukamy rozwiązań na zewnątrz. Już chcemy wiedzieć, już chcemy być mądrzy. Każdy chce być mądry, ale zamiast tego gromadzi tylko wiedzę. W Internecie nie ma odpowiedzi na to jak mam przeżyć swoje życie. Jak bez kontaktu ze sobą mam to wiedzieć? Jak mam wiedzieć czego chcę i o co mi w życiu chodzi? Jeżeli mój mózg jest zapełniony milionem sprzecznych myśli, dążeń i bodźców, jak mam określić to czego chcę, co jest mi bliskie i w którą stronę powinnam pójść? Kierowanie się tylko głową, zewnętrznymi źródłami i logiką w takich sprawach prowadzi to tego, że człowiek jest rozrywany przez kakofonię różnych celów, dążeń i ścieżek, które wybrał za niego ktoś inny. Brak czasu spędzonego ze sobą bez rozproszeń nie tylko odciął nas od naszych ciał i emocji, ale przede wszystkim od tego cichego głosu wewnętrznego, który daje nam jasne i kategoryczne sygnały, wskazówki. Który mówi – tak albo nie. Coraz częściej mamy kłopot z wsłuchaniem się w ten głos i to nie jest nic dziwnego, bo dużo głośniej w słuchawkach gra muzyka a w międzyczasie piszemy smsa do znajomego z pytaniem – co ja mam robić? Powiedz mi co mam robić ze swoim życiem? Albo jeszcze lepiej, wpisujemy te pytania w wyszukiwarkę. A propos znajomych i relacji, bo to też jest ciekawe. Jak świat wirtualny i rozproszenia tutaj nam namieszały?

Relacje z innymi

Tak, że coraz mniej mamy relacji w rzeczywistości, coraz więcej relacji w świecie wirtualnym. Czyli w kolejnym obszarze życia, zadowalamy się jakimś marnym substytutem czegoś prawdziwego. W ten sposób, praktycznie usuwamy ze swojego życia coś, co może być  źródłem dużego wsparcia, radości, okazji do jakościowego odpoczynku, głębszej rozmowy i bliskości. W relacjach wirtualnych brakuje głębi i prawdziwego kontaktu. Kontakt wirtualny stwarza pozory budowania więzi i pozory prawdziwej relacji. Daje takie sztuczne poczucie, że ten kontakt został nawiązany i może być tak, że minie nam chęć spotkania twarzą w twarz przez to. Tak naprawdę nie wzmacniamy w ten sposób więzi, chociaż wydaje się inaczej. Oprócz tego, że sporo naszych relacji przeniosło się do świata wirtualnego, to kiedy już spotykamy się z kimś twarzą w twarz, to pomiędzy nas wchodzą rozproszenia w postaci smsów, powiadomień, telefonów. A więź i relacja się nie pojawią się jeżeli nie postaramy się zorganizować spotkania w rzeczywistości, jeżeli nie będziemy obecni i nie będziemy słuchać. Takie spotkanie to też jest okazja żeby być wysłuchanym i zrozumianym. A przez to powstaje przestrzeń do refleksji nad różnymi sprawami nad którymi na co dzień nie myślimy. Potrzebujemy tak samo umiejętności wycofania się i zostania sam na sam ze sobą, jak przebywania z innymi a wygląda na to, że nie mamy za bardzo ani jednego ani drugiego.

Głębia tego kim naprawdę jesteś

To wszystko o czym powiedziałam do tej pory jest bardzo ważne, ale myślę, że nie najważniejsze. Bo nawet jak opanujesz rozproszenia na tyle żeby zbudować sobie pełne i satysfakcjonujące życie – będziesz miał fajną pracę, dobre relacje, będziesz kreatywny, będziesz kierował swoim życiem, będziesz zarabiał dobre pieniądze, robił ekscytujące rzeczy, to możesz przeoczyć coś jeszcze ważniejszego niż to wszystko razem wzięte. Te wszystkie rzeczy same w sobie mogą być jednym wielkim rozproszeniem. Dlaczego tak mówię? Bo one wszystkie kierują naszą uwagę na świat zewnętrzny, który jest na tyle absorbujący, że kiedy się na nim skupiamy, zupełnie umyka nam świat wewnętrzny. Czyli znowu, patrząc w jedno miejsce i zajmując się czymś, nie patrzysz w inne miejsce i nie zajmujesz się czymś innym. Trzeba w życiu zadbać o wiele rzeczy, ale to wszystko nie ma takiego znaczenia jak nam się wydaje. To może być kolejne rozproszenie. Tak samo jak rozproszenia, które utrudniają nam zbudowanie satysfakcjonującego i pełnego życia, tak samo to życie utrudnia nam zwrócenie się do wewnątrz. Zapominamy o tym, że to wszystko, co budujemy – pozycja, dom, rzeczy, rodzina odsuwa naszą uwagę od tego kim jesteśmy. I nie odkryjemy tego jeżeli będziemy dawać się rozpraszać błyskotkom świata zewnętrznego. To jest dobrej jakości iluzja, ale jednak iluzja. A my zajęci tą iluzją, nie odpowiemy sobie na najważniejsze pytanie albo w ogóle nigdy go nie zadamy. A to pytanie brzmi – kim jestem? Nie odpowiesz sobie na nie, bo twoja identyfikacja z tym, co stworzyłeś myśląc o dobrym życiu, uniemożliwi Ci odkrycie tego. A łatwo identyfikować się z czymś, co stworzyło się wkładając w to wysiłek, czas, skupienie i zaangażowanie. Przykleiłeś się do tych rzeczy i teraz boisz się je stracić. Ktoś kiedyś powiedział, że ‘Życie jest czymś co przydarza się nam kiedy jesteśmy zajęci planowaniem innych rzeczy’. I właśnie to nam umyka. Angażujemy się w budowanie iluzji a tracimy życie. Pochrzaniło nam się.

MAGDA ADAMCZYK

4 Komentarze

  1. Renata pisze:

    Witam Serdecznie Pani Magdo, temat jak zwykle w odpowiednim momencie …dziekuje

  2. Anna Pelesz pisze:

    Dzięki za ten odcinek!!!

  3. Tomasz Filipowicz pisze:

    Bardzo cenny, wartościowy materiał. Dużo do przemyślenia. Mądre, głębokie i fajnie podane, To, czym się Pani zajęła, to faktycznie plaga naszych czasów. Dziękuję.

  4. Andrzej Artur pisze:

    Wszystko to prawda,🤔 jestem rozproszony totalnie i nie bardzo widzę wyjście….!?
    Ale próbować warto, a nóż – widelec, może się uda??🤔😘
    Pozdrawiam serdecznie Pani Magdziu 😘

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *