Jak Stać Się Niezależnym Emocjonalnie

Dzisiaj temat niezależności emocjonalnej, czyli będzie o tym jak dojrzeć a nie tylko się zestarzeć.

Dojrzewanie

Być niezależnym emocjonalnie, nie przejmować się tym, co mówią i myślą o nas inni. Nie  przyklejać się do niczego ani do nikogo na śmierć i życie i nie uzależniać swojego szczęścia, samooceny i samopoczucia od tego, co zewnętrzne. Nie potrzebować rozpaczliwie niczego ani nikogo i nie iść na kompromisy żeby tylko coś dla siebie ugrać. Myślę, że sporo osób tego właśnie chce. Chce jakiejś wolności, niezależności, ale chce też pozostawać w bliskich relacjach, chce liczyć się ze zdaniem innych i go słuchać, chce móc naprawdę kogoś kochać, być z kimś blisko. I chociaż to jest możliwe, możliwe jest sklejenie tych wszystkich pozornych sprzeczności w jedno, to myślę, że wiele osób nie znajduje sposobu na to żeby te rzeczy połączyć. Dzisiaj chcę je połączyć w sposób, który nie tylko daje Tobie jako pojedynczej osobie najwięcej, ale też daje Ci połączenie ze wszystkim i ze wszystkimi. Pozwala na wolność, niezależność i miłość – jednocześnie. Wiem, że na pozór brzmi to karkołomnie i pewnie metoda na to Cię nie zachwyci a może nawet nie przekona, ale to naprawdę jest możliwe o ile zdecydujesz się na dojrzewanie wewnętrzne i budowanie swojej niezależności emocjonalnej w mądry sposób. Wiadomo, że na zewnątrz zależymy od wielu rzeczy i od siebie nawzajem. Ktoś wyprodukował moją koszulkę, moje jedzenie, ktoś naprawia mi samochód, przywozi mi paczkę i to jest oczywiste – sama nie zrobię wszystkiego i to jest w porządku. Problem zaczyna się wtedy, kiedy podobnie podchodzimy do naszych potrzeb emocjonalnych. Czasem nawet nieświadomie, nie zdając sobie z tego sprawy, liczymy na to, że ktoś inny, albo coś z zewnątrz, zaspokoi nasze potrzeby na poziomie wewnętrznym. I właśnie w drodze do tego zaspokojenia tą metodą stajemy się zależni. Zależymy od partnera, który naszym zdaniem, powinien dbać o nasze dobre samopoczucie i szczęście, zależymy od aprobaty innych ludzi, od kościoła, od tradycji, od jakiejś grupy do której należymy i mam tu na myśli też naród, kraj. Nasze samopoczucie jest też uzależnione od zewnętrznej stymulacji – od dobrej książki, dobrej muzyki, filmów, ciekawych rozmów, zależymy też od swoich doświadczeń, lubimy podróże, dobre wino, rozrywki. To wszystko jest fajne. I wydaje się, że wszyscy polegamy na czymś, co nam w jakiś sposób daje wewnętrzne poczucie, że żyjemy pełnią życia. Jest nam z tymi rzeczami tak dobrze i tak przyjemnie. Ale to tworzy taką ciekawą sytuację w której, nasza zależność od tych rzeczy, składa się w jakiś sposób na substancję naszego istnienia, ale z drugiej strony jest niewolą, bo ciągle potrzebujemy czegoś z zewnątrz. Niby jesteś wolny, ale zwróć uwagę na to czy przypadkiem nie oczekujesz od innych ludzi, że będą Cię uszczęśliwiać albo że w jakiś sposób wypełnią Cię wewnątrz dając Ci miłość, poczucie własnej wartości, poczucie ważności, wyjątkowości, aprobatę. Zwróć uwagę czy przypadkiem nie oczekujesz od swojego partnera żeby zachowywał się w jakiś konkretny, określony sposób, czy przypadkiem nie jest tak, że Twoje życie bez relacji byłoby bez sensu. Może w ogóle myślisz, że niemożliwe jest bycie szczęśliwym samemu i bronisz się przed tym poczuciem osamotnienia idealizując partnera albo próbując go zatrzymać przy sobie na siłę –zazdrością i awanturami o jakieś drobiazgi. Gdzie tu jest wolność jeżeli to wszystko jest robione z lęku. Zwróć uwagę czy czyjeś krzywe spojrzenie na Ciebie nie powoduje, że kurczysz się w środku i naginasz swoje wartości, sposób bycia i myślenia żeby tylko coś uzyskać dla siebie na poziomie wewnętrznym – jakiś ochłap szacunku, uwagi, sympatii. Czasem trudno zauważyć, że tak jest, bo w dużej mierze te rzeczy są automatyczne. Wewnętrznie odpowiadamy na zewnętrzne rzeczy i zwykle odpowiadamy na nie kompletnie nieświadomie, reagujemy. Coś się wydarza, to wywołuje jakąś odpowiedź wewnątrz i wychodzi na zewnątrz potem znów wraca do środka i tak w kółko – od tego cyklu też jesteśmy zależni. Jesteśmy zależni od własnych myśli, schematów, zwyczajowych reakcji, doświadczeń, wiedzy a to wszystko mamy z zewnątrz i to wszystko prowadzą nas ciągle do podobnych scenariuszy. Wszystko to jest oznaką zależności – czyli nasz stan wewnętrzny zależy od czegoś i nie możemy za bardzo uwolnić się od tej zależności, bo nie widzimy innej drogi na to żeby uzyskać to czego nam trzeba. Ale z drugiej strony, chcielibyśmy to zakończyć i przeciąć raz na zawsze. Móc żyć w sposób w jaki chcemy, bez względu na opinię innych ludzi, bez względu na swoje doświadczenia, bez względu na swoje schematy i myśli, bez względu na to czy coś dostaniemy czy nie.  Ale to nie jest takie proste, bo niczego nie chcemy odpuścić. Ciągle szukamy sposobu na to żeby zdobyć wolność, ale też żeby zachować przywiązanie i zależność – chcemy ich obu. Ciągle szukamy sposobu na to żeby zachować obie rzeczy i liczymy na to, że jest gdzieś tam na zewnątrz jakaś metoda, która pomoże nam to osiągnąć. Zakończyć te wewnętrzne tortury i wreszcie połączyć te dwa światy w sposób, który da nam ciepło i bezpieczeństwo zależności, ale też wolność. Niestety znaczna większość ludzi widzi sposób na połączenie sobie tego, przez próby układania wszystkiego na zewnątrz z myślą o tym, że dzięki temu poukłada się w środku. Myślimy, że jak będziemy mieć partnera, seks, wsparcie, akceptację, aprobatę i jak ktoś poklepie nas po ramieniu to uzyskamy to czego nam potrzeba na poziomie wewnętrznym. Próbujemy zmieniać to co na zewnątrz żeby jakoś naprawić się od środka, przynieść sobie trochę ulgi. Najciekawsze jest w tym to, że to jest strategia do niczego, bo nic nam nie daje na stałe, nie umożliwia żadnej rzeczywistej zmiany w ten sposób zestarzejesz się, ale nie dojrzejesz. Bo to ciągłe patrzenie poza siebie, uniemożliwia wprowadzenie niezbędnych zmian. Ułatwia za to obwinianie całego świata za Twoje nieszczęścia i próby zmieniania go bez zbudowanych prawdziwych podstaw wewnątrz. A bez tych podstaw nic się nie zmieni, bo dalej reagujesz na życie tak samo – dalej oczekujesz, dalej się irytujesz, wściekasz, narzekasz na niesprawiedliwość a przede wszystkim ciągle się boisz, że ktoś odbierze Ci coś, bez czego nie wyobrażasz sobie życia albo, że Ci tego nie da.  Niestety w tym stylu to jest droga donikąd. Nie widzę szans na połączenie wolności i zależności w taki sposób, ale z pozycji zależności człowiek nie widzi innych opcji i trudno go o to winić. Jeżeli jesteś zależny nie widzisz nic poza sobą. Moim zdaniem jest inny sposób na połączenie tego, dużo lepszy i mądrzejszy niż takie konformistyczne i słabe stanie w rozkroku. Takie udawanie niezależności z pochyloną głową. W ogóle zawsze się zastanawiam jaki byłby świat, gdyby ludzie zamiast pracować tak cholernie ciężko nad zmianą świata zewnętrznego, zaczęli pracować nad tym żeby stać się bardziej niezależni emocjonalnie i samowystarczalni. Mało kto o tym tak myśli. Bo ciągle w tle towarzyszy nam jakieś poczucie braku, pustki, subtelnego niezadowolenia a przy tym przekonanie, że da się to zmienić przez rzeczy zewnętrzne. Ale w takiej sytuacji nawet jak wszystko idzie teoretycznie dobrze, to i tak towarzyszy nam lęk, że stracimy te rzeczy a stąd już jest mały krok do nerwowych reakcji, które psują wszystko jeszcze bardziej.

Myślę, że wszyscy szukamy podobnych rzeczy na fundamentalnym poziomie – to znaczy, że wszyscy chcemy być szczęśliwi, chcemy mieć bezpieczny azyl w życiu, jakąś pewność. I żeby to osiągnąć próbujemy rozwiązywać nasze problemy, ale mylimy środek z celem. To znaczy, że nasza strategia zależności, zakłada nie tyle szukanie szczęścia ile czegoś przez co to szczęście osiągniemy. Nie szukamy tak naprawdę miłości, tylko kogoś kto da nam miłość. Nie szukamy bezpieczeństwa tylko pieniędzy, które mają nam dać bezpieczeństwo. Problem polega na tym, że tych rzeczy nie dostaje się przez coś, dlatego nasza strategia szukania ich na zewnątrz przyniesie nam tylko więcej bólu i cierpienia. Dostanie tych rzeczy wymaga odkrycia prawdziwych przyczyn naszego braku. I co ciekawe, odkrycie tych przyczyn wcale nie wymaga szukania zewnętrznych rzeczy ani rozwiązań. Nie musimy oglądać filmów na YouTubie, chodzić na spotkania z nauczycielami duchowymi co drugi dzień ani przeczytać wszystkich książek na temat naszego tak zwanego problemu, który wydaje nam się przyczyną naszego nieszczęścia. Ale skoro to nie jest rozwiązanie, to co nam zostaje? Ostatnia deska ratunku po którą sięgamy kiedy wszystko inne zawodzi a nawet wtedy nie robimy tego chętnie. Mam na myśli przyglądanie się sobie. I to się wydaje dziwne, bo co ja mam tutaj niby obserwować, mam problem i chcę go rozwiązać więc szukam rozwiązań na zewnątrz, logiczne prawda? Niby tak, ale jednak nie do końca. Wyobrażamy sobie, że jak znajdziemy rozwiązania na te nasze problemy, braki i poczucie pustki, to wszystko będzie dobrze, ale niestety bez poznania siebie te wszystkie rozwiązania są bez sensu. Dopóki nie rozumiem siebie, moje poszukiwania nie będą miały żadnych podstaw. W ogóle pytanie czy ma sens jakiekolwiek poszukiwanie skoro wiem, że zewnętrzne rzeczy mnie nie wypełnią od środka?  Ciągle wydaje nam się, że musimy wyruszyć w jakąś daleką podróż bohatera gdzieś tam w świat po Świętego Gralla i być może trzeba w nią wyruszyć żeby przekonać się, że tam tego czego szukamy nie ma. A w trakcie tej podróży człowiek może dojrzeć i przekonać się, że Grall jest w środku, że już go ma. Bez tej podróży nie staniemy się niezależni, nie dojrzejemy. Klucz do rozwiązań leży w zrozumieniu samego siebie na poziomie wewnętrznym. To pozwala nam stworzyć coś na kształt spersonalizowanego poczucia wewnętrznego spokoju. Nie potrzebujemy do tego nauczyciela ani guru albo kogoś z Internetu kto będzie nas prowadził. Zwykle chcemy żeby ktoś nam mówił, co mamy robić żeby dostać szczęście, spokój i bezpieczeństwo, chcemy żeby ktoś nam pomógł, ale w ten sposób nie dojrzejemy nigdy, musimy być w stanie stać na własnych nogach a potem móc dawać z siebie. Ale jak to zrobić? Jak dojrzeć do niezależności a nawet do miłości? Zaczniemy od skali dojrzałości. Skala o której będę mówiła ma trzy stopnie – pierwszy stopień to jest zależność, drugi stopień to niezależność i trzeci, najbardziej zaawansowany to współzależność.  Zaczniemy od zależności.

Zależność

Na skali, dojrzałości zależność skupia się na tym, że ja coś chcę dostać z zewnątrz, chcę czegoś od Ciebie. Wymagam tego żebyś Ty zajął się moimi problemami, interesował się mną.  W mojej głowie od Ciebie zależy mój stan emocjonalny, moje samopoczucie i szczęście. A jak ja się nie czuję dobrze, nie czuję się szczęśliwa to jest Twoja wina. Czyli Ty jesteś odpowiedzialny za mnie, musisz mi poświęcać dużo casu, zapewniać mnie o swoich uczuciach bez przerwy, dawać mi dużo uwagi, komplementów. Moje poczucie własnej wartości i poczucie bezpieczeństwa zależy od Twojej aprobaty, dobrej opinii od tego czy Ty mi dasz to czego ja potrzebuję czy nie. Krótko mówiąc – zależność polega na tym, że mój stan wewnętrzny zależy od czegoś na zewnątrz. To jest bardzo niezdrowy poziom zależności. Takie zależne osoby mają ciągły niedosyt, towarzyszy im poczucie niepewności i zwątpienia wewnątrz. Taka zależność to jest ciągły lęk związany z tym, że ktoś albo coś, przestanie mi dostarczać to czego ja potrzebuję a razem z tym zniknie moje szczęście. Te obawy z kolei powodują, że człowiek próbuje maksymalnie zabezpieczyć się przed utratą tych rzeczy, staje się kontrolujący, potrzebujący, przyklejający się. W relacji wtedy druga osoba jest traktowana jak narzędzie i w końcu ma dość. No chyba, że to działa w dwie strony to wtedy potrafi się ciągnąć latami, ale to jest udręka a nie relacja. W ogóle tak dla większości ludzi wygląda miłość. I dziwią się temu, że to nie wychodzi. Osoby zależne często mają masę nieudanych związków za sobą i one wszystkie przebiegają według podobnego schematu. Ale ludzie są niezmordowani w powtarzaniu w kółko tego dramatu i nazywają to miłością. Myślę, zresztą, że każdy to po części zna ze swojego życia. Generalnie chodzi o schemat związany z przywiązywaniem się. Te rzeczy, do których się przywiązujemy dają nam jakieś poczucie komfortu wewnętrznego na poziomie emocjonalnym, są znane, przylgnęliśmy do nich tak jak przylgnęliśmy do tego żeby przynależeć do czegoś – do kraju, narodu, tradycji, środowiska, społeczeństwa. To nam daje iluzje poczucia bezpieczeństwa. I znów to jest związane z takim kręceniem się w kole bodźca i nieświadomej reakcji. Przypomina to taki mechaniczny sposób życia, który możemy zobaczyć u siebie i u innych. Gdybyśmy się zastanowili nad tym to okazałoby się, że społeczeństwo jest źródłem naszego braku poczucia bezpieczeństwa, ale brakuje tu wglądu, brakuje refleksji, bo dominuje chęć zaspokajania swoich potrzeb przez zewnętrzne rzeczy a wiadomo, wnętrze to jest coś do czego zwracamy się w ostateczności. Dlaczego tak jest? Myślę, że dlatego, że boimy się prawdziwej wolności i samotności. Chcemy być wolni, ale w ramach swojej niewoli. To co mówiłam wcześniej, czyli chcemy utrzymać zależność, ale chcemy też wolności. Niestety tak to nie działa. Albo jedno albo drugie. Przyklejając się do kogoś czy do rzeczy, które myślisz, że Ci coś dadzą, jednocześnie stajesz się ich niewolnikiem. Niewolisz swojego partnera a on niewoli Ciebie i szybko robi się z tego mało przyjemna atmosfera. Wyzwanie wyjścia z zależności polega na odwróceniu wzroku od szukania rozwiązań na zewnątrz i skupieniu się na poznawaniu siebie. I tutaj nie da się uzyskać pomocy z zewnątrz, to nie jest możliwe. Sam musisz zobaczyć swoje uwarunkowania, reakcje, typowe sposoby myślenia, funkcjonowania i to do czego one Cię skłaniają. Musisz zobaczyć to koło bodźca i reakcji i z niego wyjść. Zobacz swoje wyzwalacze, które powodują, że reagujesz zawsze tak samo, jesteś ich niewolnikiem i przez to ciągle doświadczasz podobnych rzeczy – tego samego nieszczęścia, straty, dramatu, tego samego zawodu swoją słabością i frustracji związanej z tym, że nic nie działa. To jest droga do wolności, pierwszy krok. Im więcej widzisz, im bardziej to rozumiesz przez przyglądanie się temu, tym bardziej czujesz się wolny. Możesz uciekać od zajrzenia w świat wewnętrzny, możesz uciekać w relacje, szukać wybawienia gdzieś tam, ale tak długo jak będziesz to robił nie będziesz miał żadnych podstaw do dojrzewania, nie staniesz się niezależny. Po prostu będziesz w kółko robił to samo, jak maszyna. Żadne triki z książki Ci nie pomogą, bo to kim jesteś zawsze wyjdzie a na pewno wyjdzie w relacjach. Zanim staniesz się niezależny, zanim zaczniesz cokolwiek budować, tworzyć jakiś związek musisz wiedzieć jakie masz myśli, uczucia, przekonania, jak reagujesz, jak odpowiadasz, co mówisz i kiedy. Jeżeli nie znasz tła tego wszystkiego, żadne szukanie nie ma sensu ani żadne działanie nie ma większego znaczenia, bo jest automatyczne. Zanim zaczniemy rozwiązywać problemy świata, dobrze byłoby zacząć od siebie. I to jest nasza odpowiedzialność a nie odpowiedzialność innych ludzi żeby nam coś dać i nas naprawić. Im dalej zagłębiasz się w siebie – a to nie ma końca – tym większą masz jasność a jak masz większą jasność i samoświadomość pojawia się spokój. Potrzeby przestają tak bardzo swędzieć a Ty przestajesz tak bardzo szukać czegoś czym mógłbyś się podrapać. Tak naprawdę ciągle przyklejamy się do czegoś, bo boimy się pustki i samotności. Unikamy konfrontacji z tymi rzeczami. A tego będzie wymagało przejście do niezależności.

Niezależność

Niezależność na skali dojrzałości oznacza, że Ty sam stajesz się odpowiedzialny, że polegasz na sobie, nie potrzebujesz nikogo, masz siłę żeby stać samodzielnie. Przyglądając się sobie zyskałeś trochę wolności i spokoju. Masz większą jasność, która umożliwia Ci jakąkolwiek transformację. Teraz musisz stanąć twarzą w twarz z samotnością i samowystarczalnością. Jesteś sam – sam się rodzisz i sam umierasz. Nikt Cię nie uratuje, żaden człowiek ani żadna rzecz przed tym Cię nie uchroni koniec kropka. Nikt nie mogę Ci dać niczego na poziomie wewnętrznym. To się może wydawać trochę okrutne i bolesne kiedy o tym mówię, bo nie ma ukojenia tutaj. Nie ma ucieczki i tego wymaga niezależność, zaakceptowania faktu, że nic mi nie pomoże i nie uratuje mnie przed moją samotnością. Jak to zaakceptujesz to proces dojrzewania będzie kontynuowany. Problem w tym, że większość z nas nie ma odwagi żeby stać samotnie w życiu, stąd te wszystkie protezy poczucia bezpieczeństwa i próby odwrócenia uwagi od tego, że nie akceptujemy tej samotnej rzeczywistości. A tu nagle trzeba się stać światłem dla samego siebie. Nie ma sposobu na to żeby to uzyskać z zewnątrz. Jesteś w życiu samotny tak samo jak ja, bez względu na to jakie sobie metody na to będziemy znajdować, jaką iluzją sobie zaserwujemy. Czy zostaniemy milionerami, będziemy mieć najpiękniejszego partnera, zostaniemy sławni czy dokonamy czegokolwiek innego. Odwracanie uwagi nie pomoże tutaj w niczym. A skoro już wiesz, że jesteś samotny i nic z zewnątrz tego nie zmieni to co Ci zostaje? Jest jeden kierunek – kolejny krok w głąb siebie. Nikt inny za Ciebie tego nie może zrobić. Jak jesteś sam, to nagle widzisz jak bardzo to wszystko, co Cię do tej pory określało nie ma nic z Tobą wspólnego. Stajesz się trochę outsiderem i zaczynasz coraz bardziej akceptować to jaki jesteś i to że jesteś sam, coraz bardziej się lubisz, bo odcinasz po kolei jedna po drugiej głowy hydrze iluzji, że coś tam Ci ten samochód wypełni w środku. A skoro stoisz sam, to na nowo będziesz musiał określić to kim jesteś. Bo nie określa Cię już żadna grupa do której należysz, ani żaden partner, ani żadna rzecz. I tu pojawia się kolejny kłopot, bo nie wiesz kim jesteś bez tego wszystkiego. Zaczniesz dochodzić do dziwnych wniosków na swój temat. Ale jak wejdziesz głębiej w tą swoją samotność, to pojawi się trochę inny wymiar. Różne rzeczy stracą na Ciebie wpływ. Zaczyna Ci być obojętne co ktoś myśli, czy ten ktoś Ci coś da czy Ci czegoś nie da. To nie jest ważne, ale ciekawe jest to, że już tego nie potrzebujesz. Nikogo ani niczego nie potrzebujesz. Ale jest pewna pułapka w tym wszystkim. Bo niektórzy ludzie opacznie pojmują taką niezależność jako obojętność, odcięcie się albo egoizm. Ale to o czym ja teraz mówię nie ma z tym nic wspólnego. W naszym świecie jest teraz duży nacisk, na moim zdaniem, źle pojętą niezależność, która polega na odcięciu się od wszystkiego i powiedzeniu sobie – mam to wszystko gdzieś. To jak dla mnie znów jest schemat pod tytułem bodziec – reakcja a nie żadna niezależność, która wypływa z większej świadomości. To jest bardziej taka impulsywna odpowiedź na to, że ktoś nie potrafił poradzić sobie inaczej ze swoją zależnością. Czyli z powodu tego, że nie potrafił postawić granic albo nie potrafił robić rzeczy w zgodzie ze sobą, wbrew komuś czy czemuś, decyduje się na to żeby porzucić wszystko i uciec. Wszystko po to  żeby móc być niezależnym, ale to nie jest niezależność. To jest ucieczka od zależności a to nie jest to samo. Jak uciekam od zależności to niczego się nie uczę, nie dojrzewam. Jak uciekam od odpowiedzialności przez swoją słabość nic się nie zmienia. Dlatego słynne – rzucam wszystko i jadę w Bieszczady to nie jest niezależność. Wolność jest tam gdzie jest zrozumienie mojej zależności i przywiązania a niezależność jest w gotowości do tego żeby być kompletnie samotnym. Nazwijmy to sobie samotnością w drodze do mistrzostwa. To wszystko też się wiąże z byciem dobrym człowiekiem. Już wiele razy mówiłam o tym, że bycie dobrym wymaga pewnej ostrości, niezależności a nie wychodzenia z pozycji potrzebującej, bo wtedy nie ma wyboru czy ja chcę być dobra czy ja chcę być zła. Podążam za schematem wtedy. W dodatku jest w tym manipulacja nastawiona na dostawanie tego czego potrzebuję. Osoba, która jest naprawdę wolna i niezależna jest zakorzeniona w sobie, rozumie co się z nią dzieje, akceptuje to, jest trochę samolubna, zna swoją ciemniejszą stronę i jej nie wypiera. Stoi samotnie. I na tym w sumie, biorąc pod uwagę tytuł tego filmu mogłabym zakończyć, ale jest coś jeszcze. Wyższy poziom czyli współzależność.

Współzależność

Pewnie sporo osób zauważyło, że zależność i niezależność to po prostu skrajności. I pewnie sporo osób też zastanawia się nad tym gdzie w tym wszystkim jest miejsce na jakieś relacje. Jak mam być tylko wolna i samotna to w ogóle jak żyć wśród ludzi i z nimi, jak być z kimś w relacji, kiedy ja niczego od tej osoby nie potrzebuje. I to jest paradoks, bo prawdziwe relacje z ludźmi i ze światem oparte na miłości, mogą powstać tylko na gruncie niezależności. Czyli musisz najpierw stanąć na własnych nogach i napełnić się, żeby móc czymkolwiek się dzielić. Najważniejsza jest współzależność, bo na niej opiera się życie i prawdziwe relacje. Współzależność to my, w sensie wszystko, bo tak naprawdę wszystko zależy od wszystkiego. Razem tworzymy coś więcej, bo to jest jedność ze wszystkim. Tylko człowiek niezależny, może dawać i dostrzegać te zależności. Ale to nie jest już z pozycji potrzebującej, zmienił się jego paradygmat. Teraz jest nastawiony na dawanie i daje nie po to żeby dostać, tylko po prostu daje, bo ma a w procesie dawania jakimś dziwnym trafem dostaje – bez nacisku, bez wymagań a jak nie dostaje to i tak jest w porządku. Wtedy może tworzyć prawdziwe relacje i naprawdę kochać – nie ma miłości w zależności. Jak będziesz w stanie być sam i nauczysz się żyć w pojedynkę, wtedy możliwe jest coś bardziej skomplikowanego, czyli bycie razem, ale nie na takich zasadach jak to się zwykle dzieje. Czyli na zasadach handlu wymiennego tylko na zasadach wolnego dawania i wdzięczności. To jest stan nieukierunkowanego kochania. To nie znaczy, że przestałeś kochać, to znaczy, że Twoja miłość do wszystkiego realizuje się przez miłość z partnerem, ale on nie jest niezbędny żebyś mógł kochać. Kiedy tak jest, relacja przestaje być tylko sposobem na odwrócenie uwagi od swojej samotności, nieszczęścia i pustki wewnętrznej. Wtedy relacja pogłębia samoświadomość. Ten proces nie ma końca i jest bolesny, bo już nie używasz relacji do tego żeby się w niej ukryć, raczej widzisz w niej wyraźne odbicie siebie – w relacji zobaczysz bardzo wyraźnie samego siebie, dojrzejesz w niej. Związki mają znaczenie tylko wtedy kiedy są procesem odkrywania siebie i wchodzenia w siebie głębiej. Miłość to odkrywanie świadomości. Drugi człowiek jest lustrem. Poznając go, nieświadomie będziesz również poznawać siebie. Zagłębiając się w drugą osobę, poznając jej odczucia, myśli, najskrytsze wzruszenia, odkryjesz również to, co jest w tobie. Jeżeli umiesz w tym wszystkim połączyć wolność od zależności i samotność niezależności, czyli jeżeli będzie przestrzeń w relacji będziesz chciał się dzielić i będziesz miał się czym dzielić. W relacji bez zależności jest czas dla siebie i czas dla relacji. Nie trzeba być przyklejonym do siebie ani siebie unikać, ludzie rozumieją, że to jest pewien cykl. Jak za bardzo wchodzisz w relację pojawia się potrzeba bycia samemu jak jesteś sam znów dojrzewa potrzeba dawania. To jest balans. Tak można się rozwijać w relacji. Taka miłość pomaga odkryć doskonałość. Wyrasta z samotności, niezależności i daje wolność. Tak widzę proces dojrzewania do pełni

14 Komentarze

  1. Agnieszka pisze:

    To jeden z najbardziej wartościowych filmów. Trafia do mnie w stu procentach – dziękuję 🙂

  2. Agnieszka pisze:

    A moja córka (7 lat) pyta – „mama znowu słuchasz tej ładnej pani”? 😉
    Pozdrawiam

  3. Ewa pisze:

    Wiesz Magda…myślałam, że jestem jakaś dziwna, że coś ze mną jest nie tak, a Ty nagle uświadamiasz mi, że to własnie ja jestem ok.
    Współzależność jest mi najbliższa! Potrzebuję samotności, żeby zrozumieć siebie,odpocząć, zatęsknić… A potem „wrócić” do tych, których kocham…
    Dziękuję i pozdrawiam serdecznie:)

  4. Cezary pisze:

    ten film mi sie przydał , trafił akurat w moment gdy potrzebowałem tych rzeczy , dzieki Magda ! 😉

  5. Jacek pisze:

    Dzięki za za film , bardzo dobitny aż zabolało , tylko jak dojść do takiego niezależnego stanu . Czy jest to realne ??? , Wygląda to na coś niewykonalnego .

  6. Mariusz pisze:

    Świetny Film, dużo wiedzy o zdobywaniu wolności i niezależności. Dziękuję

  7. marzena21@interia.pl pisze:

    Bardzo trafnie ujęte !

  8. Monika pisze:

    Dziekuje za ten film. A jesli przygladamy sie sobie i widzimy pustke i braki, to jak to wypelnic i czym, skoro nie chcemy byc zalezni?

  9. Lukasz pisze:

    Dzięki. Fajnie rozwinięty, ciekawy temat .
    Uważam, że dotyczy fundamentów, naszej tożsamości. Dobry początek do podjęcia głębokiej „autoanalizy” i decyzji, aby zacząć żyć w oparciu o wartości i zasady wypływające z naszego wnętrza.
    Zabrakło mi trochę o współzależności
    (3 level), ale rozumiem ograniczenia czasowe. Myślę, że można nawiązać tu do synergii i rozwinąć ten wątek. …może w kolejnych odcinkach.
    Pozdrawiam i życzę sukcesów!

  10. Tamasz pisze:

    Świetne, niesamowicie budujące. Dziękuję!

  11. Alicja P pisze:

    Dzien dobry Magdaleno, dzieki za dlugi , madry film. Tyle dobrych przemyslen jak w tych wszystkich przeczytanych w zyciu ksiazkach o rozwoju. A wszystko prosto, wezlowato i ludzko i tak przyjaznie podane. Teraz tylko sie codziennie zastanawiac, przemysliwac, patrzec na siebie jakby z boku…. bedzie coraz lepiej Jacku, wiem z doswiadczenia, choc do pelni zadowolenia ciagle jeszcze daleko.
    Wielkie dzieki ! Alicja P.

  12. Justi1980 pisze:

    Filmik super!

  13. Lidia pisze:

    Oglądałam ten filmik chyba ze 3 godziny… To dlatego ze słuchałam, analizowałam, wracałam po 5 razy do każdego zdania, zrobiłam notatki, obejrzałam ponownie… Dziękuję! To chyba do tej pory najważniejszy dla mnie materiał. Niestety jestem osobą bardzo zależną zdałam sobie zz tego sprawę jakiś czas temu, moje związki kończą się tak samo, sytuacja powtarza się ciągle z tym samym efektem końcowym.
    Bardzo poukładałam sobie dzięki Tobie gdzie popełniam błędy i jak działa ten schemat.
    Niesamowite ile pracy mnie czeka.
    Dziękuję jeszcze raz!!!!!

  14. kamila pisze:

    dziękuję za to spojrzenie na sprawę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *