Jak Tworzy Się Słabych Ludzi

Miażdżący Autorytet

Dzisiaj kontrowersyjny temat. Opowiem o tym, co najmocniej osłabia Twoją chęć i zdolność realizowania pełnego potencjału. Czyli o tym, jak tworzy się słabych ludzi, jakie to ma konsekwencje i co możemy z tym zrobić.

To jest delikatny temat i wielu osobom się nie spodoba to, co dzisiaj powiem, ale trudno. W centrum tego tematu, jest jedna, trochę zaskakująca odpowiedź na trudne pytania w stylu – co zrobić, żeby pozbawić człowieka jego osobistej siły i mocy do podążania swoją własną drogą? Jak zagłuszyć w nim głos intuicji i nagiąć do powszechnie obowiązującej normy? Odpowiedź na te pytania, dotknie bezpośrednio bardzo ważnych sfer naszej tak zwanej rzeczywistości. Dotknie społeczeństwa, polityki, systemu edukacji, nauczycieli, rodziców, dzieci, wszystkich liderów, tak zwanych specjalistów od życia i ludzi czyli od rozwoju osobistego, psychologii i duchowości. Mam nadzieję, że to co powiem dotknie też Ciebie i pozwoli Ci lepiej zobaczyć gdzie jesteś w tym wszystkim. Jak zwykle, nie będę owijała w bawełnę i powiem wprost o co chodzi. Słowo klucz w tym filmie to autorytet a jego sedno i esencję można zamknąć w jednym akapicie, który brzmi tak: Jesteś dorosłym człowiekiem i żeby żyć swoim życiem, powinieneś być wolny od wszelkich autorytetów. Od autorytetu rodziców, liderów politycznych, liderów religijnych, ludzi od rozwoju osobistego i psychologii. Żeby żyć swoim życiem, potrzebujesz przestać podążać za kimś czy za czymś. W związku z tym, musisz być też wolny od wewnętrznego autorytetu w formie warunkowania, które jest głosem autorytetów z przeszłości, obecnych w Twoim życiu po dziś dzień. Jedyny akceptowalny autorytet jaki może się pojawić, to autorytet specjalisty w jakiejś dziedzinie na której się nie znasz – chirurga czy mechanika. Ale uwaga, Ty i Twoje życie nie jest tą dziedziną. Jestem ciekawa, co sobie myślisz kiedy tego słuchasz. Zauważ czy przypadkiem od razu nie budzi się w Tobie sprzeciw i czy nie myślisz sobie – ‘co za bzdety, w życiu przecież trzeba mieć autorytety, bo inaczej już w ogóle ten świat zejdzie na psy’. A może myślisz coś dokładnie przeciwnego, może pojawia się wewnętrzna zgoda na to, co mówię, ale w formie buntu przeciwko autorytetom i myślisz sobie – ‘no tak, to jasne, nikt mi przecież nie będzie mówił jak mam żyć do cholery.’ Bez względu na to w którym kierunku to myślenie u Ciebie poszło od razu powiem, że nie chodzi mi ani o jedno ani o drugie. Bo i jedno i drugie w praktyce jest reakcją na czynniki zewnętrzne czyli jest poddaniem się wpływowi zewnętrznemu. Zgoda i bunt w tym sensie to to samo. Jest inna droga, ale do tego jeszcze dojdziemy. Zacznijmy od początku, czyli od tego jacy właściwie jesteśmy.

Jacy jesteśmy

W znacznej większości jesteśmy bardziej naśladowcami niż twórcami. Raczej podążamy za kimś albo za czymś niż idziemy własną drogą. Nie ma w tym tak naprawdę nas, bo albo coś przyjmujemy albo odrzucamy i często robimy to w oparciu o to czego nas nauczono. Generalnie wolimy coś albo kogoś innego, obarczyć odpowiedzialnością za kierunek w jakim sprawy w naszym życiu się toczą – los, innych ludzi, okoliczności. Najlepszy scenariusz dla wielu osób, to taki w którym ktoś powie im jak mają żyć, co jest prawdziwe a co nie, czym jest Bóg a czym nie jest, gdzie jest prawda i jaki sposób zachowania czy myślenia jest właściwy. Czyli generalizując – chcemy znaleźć odpowiedzi, sposoby, metody i przewodnictwo w drodze do lepszego życia. Chcemy w ten sposób uniknąć szarpania się po drodze i jak najszybciej dotrzeć do celu. Oddajemy się w czyjeś ręce żeby uniknąć ryzyka, trudu, wysiłku, pokłucia, pokąsania, uciążliwego przedzierania się przez niewygody i dlatego gotowi jesteśmy zaufać komuś bardziej niż sobie. W ten sposób może i na pozór unikamy trudności, ale unikamy też rozwoju i tego czego tak naprawdę chcemy. Bo są rzeczy, których nikt nam dać nie może. Ale my niezrażeni, wędrujemy od osoby do osoby w nadziei, że ktoś wreszcie nam powie co i jak. Każda kolejna osoba wydaje nam się jakaś taka mądrzejsza, bardziej ogarnięta. Wydaje nam się, że wie coś czego my nie wiemy, ma coś czego my nie mamy. I tak mija sobie czas. Ale teraz czas na małe przebudzenie – jeżeli na takim poziomie się zatrzymamy, to nigdy nie dojrzejemy, owszem zestarzejemy się, ale nie dojrzejemy.  Bo nawet gdyby dało się kupić to czego chcemy od tego guru czy kogoś tam, bez tego przedzierania się przez chaszcze, bez tej całej podróży bohatera przypominałoby to przywalenia robaka workiem złotych monet. Takie by to było właśnie bogactwo. Robi się naprawdę niebezpiecznie kiedy w kwestii naszego życia próbujemy polegać na innych – kiedy chcemy żeby ktoś powiedział nam, jak mamy żyć, co jest dobre a co złe, co powinniśmy robić a czego nie, kim jesteśmy a kim nie jesteśmy. I nie chodzi mi tutaj tylko o autorytet zewnętrzny w postaci innych ludzi, ale też o autorytet wewnętrzny w formie nagromadzonych opinii, założeń, przekonań, które pochodzą z przeszłości i są efektem warunkowania – czyli de facto też pochodzą z zewnątrz. I może myślisz sobie teraz – a co to za problem żyć w oparciu o jakiś autorytet, mieć jakiś wzór? Czy to jest coś aż tak strasznego, że trzeba się nad tym tyle rozwodzić? Tak, bo nasze bezkrytyczne, naiwne poddanie się autorytetom albo totalny bunt przeciwko wszystkiemu w praktyce oznacza, że nie możemy żyć swoim życiem, bo obie te rzeczy są uleganiem wpływowi zewnętrznemu jak już mówiłam. Ale jest inna droga. To jest droga kogoś kto idzie swoją ścieżką. To jest ktoś kto jest kierowany wewnętrzną prawdą. Taki ktoś będzie przestrzegał niektórych zasad a innych nie. Ale nie w akcie posłuszeństwa czy buntu, tylko przez rozpoznanie swojej prawdy i podążanie w tym kierunku. Czyli to jest jednocześnie droga szacunku dla ogółu i droga niezbywalnego prawa do nienaruszalności wolności jednostki. O to dzisiaj mi chodzi, to kładziemy na szali.  Oddaliśmy się w ręce autorytetów różnej maści w nadziei, że to nas uratuje i że oni wiedzą lepiej od nas a siebie postawiliśmy w gorszej pozycji. Im przypisujemy jakąś szczególną moc – prawo do kontrolowania, wydawania poleceń, do decydowania i egzekwowania posłuszeństwa, nawet wtedy kiedy nie do końca zgadzamy się wewnętrznie z ich opiniami czy decyzjami. Razem z odpowiedzialnością oddaliśmy im swoją siłę i tak właśnie staliśmy się słabymi ludźmi. Tak tworzy się słabych ludzi. Od dziecka pielęgnuje się w nas przekonanie, że ktoś wie lepiej od nas, dlatego lepiej będzie jak bezwarunkowo się podporządkujemy. I tak, to o Was kochani rodzice, którzy chcecie dla swoich dzieci jak najlepiej. Przejmujecie kontrolę i trenujecie swoje dzieci do tego żeby wierzyły bardziej Wam niż sobie, a potem innym bardziej niż sobie. I nie chodzi mi tutaj o obwinianie kogokolwiek, tylko o to, żeby uświadomić sobie, że próbując przygotować dzieci do życia odbieramy im odpowiedzialność za siebie, czyli zdolność świeżego, naturalnego i adekwatnego reagowania na okoliczności, kontakt z ich wewnętrzną prawdą, z intuicją. Zamiast tego napełniamy ich głowy gotowymi skryptami, nakazami, zakazami, tradycjami i sposobami na życie. To się ciągnie z pokolenia na pokolenie. Historia się powtarza. Nasze dzieci uczą swoje dzieci tego samego i tak w kółko. Być może właśnie z tego powodu dzisiaj jako dorosły człowiek czujesz, że tkwisz w jakimś zaklętym kręgu, w pułapce i nie możesz ruszyć naprzód, niczego zmienić. Bo, co zrobić jeżeli zawsze ciągnęło Cię do sztuki, ale Twój autorytet wybił Ci to z głowy, bo na sztuce nie zarobisz i ze sztuki została Ci tylko zmiana kolorów kolumn w Excelu. Autorytet w takiej formie jest destrukcyjny. Osłabia w nas zdolność do pójścia swoją własną drogą i życia swoim życiem. Jeżeli zaufasz, że jakiś tam guru da Ci coś, jakiś sekret, który on ma a Ty nie masz, jesteś zgubiony. To tak nie zadziała. Musisz sam do tego dojrzeć, niestety  to dojrzewanie odbywa się przez to czego unikasz zawierzając autorytetom i liderom – czasem chaszcze, czasem bagna. Nie unikniesz odpowiedzialności jeżeli zależy Ci na tym żeby pójść swoją drogą. Nie możesz obarczyć kogoś odpowiedzialnością za swoje życie, rozsiąść się w fotelu i czekać na cud, bo ten cud nie nadejdzie. I chcę żeby to mocno wybrzmiało. Cudu nie będzie, nawet jak będziesz najbardziej posłuszny autorytetom jak tylko się da – bez względu na to czy to jest prezydent czy ksiądz, ten gorący kartofel należy do Ciebie. Inaczej to nie doprowadzi Cię do niczego czego byś chciał. Jeżeli coś ma się zmienić to ciężar odpowiedzialności musisz wziąć na siebie, zamiast jak większość ludzi iść ścieżką negowania siebie w imię ustalonych przez kogoś innego zasad, nakazów i zakazów. To nie jest dobra droga i jako dorosły człowiek możesz coś z tym zrobić. Bo ceną za konformizm jest coraz większa rozpacz, niepokój i lęk. I co z tym dalej? Przecież wiadomo, nikt nie chce się tak czuć. Dlatego każdy ucieka jak może zapętlając się jeszcze bardziej. Pomaga w tym pęd życia i rozproszenia – nasz świat jest idealnie urządzony pod tym względem. Właśnie dlatego tak niewiele osób jest zdolna do tego żeby cokolwiek tworzyć, używać swoich talentów, realizować swój potencjał.  Kiedyś w jakimś filmie czy bajce słyszałam takie słowa – ‘szybko, szybko zanim dotrze do nas, że to bez sensu’. Chyba król Julian mówił coś takiego. I tak to trochę tutaj wygląda. Dopóki nie ma czasu w tej pogoni żeby się zatrzymać, to jest względnie dobrze. Możemy, co prawda bez przekonania, ale jednak powiedzieć, że w sumie nie ma się do czego przyczepić chociaż w głębi serca wiemy, że coś tu nie pasuje. Ale jak tylko mamy chwilę na zastanowienie się i stanięcie twarzą w twarz z prawdą, to jest to na tyle niekomfortowe, że wybieramy ucieczkę, odwracamy od tego swoją uwagę – włączamy serial, grę, dzwonimy do kogoś, idziemy do kina, godzinami oglądamy Youtube, ewentualnie szukamy recepty na lęk u autorytetów. Problem w tym, że odbywa się to ogromnym kosztem. Sprzedajemy duszę za miskę ryżu. Kiedy bezkrytycznie oddajemy się w ręce autorytetów nie możemy nic sami przedsięwziąć, brak nam inicjatywy, energii, stajemy się coraz bardziej bezsilni, apatyczni i zrozpaczeni. Czekamy aż ktoś nam powie, co mamy robić dalej. Z czasem pojawia się coraz większa wewnętrzna pustka, letarg, bezsilność, jeszcze większa zależność, obojętność i tak aż do śmierci. Czy nie tak właśnie wygląda życie większości ludzi? Dla mnie to brzmi jak piekło. To wszystko wcale nie musi tak wyglądać. Ale najpierw zobaczmy jak to się w ogóle dzieje, że jednak to tak wygląda?

Jak to się dzieje

Dzieje się to bardzo niepostrzeżenie i w imię, wydawać by się mogło, szlachetnego celu jakim jest przygotowanie człowieka do bycia członkiem społeczeństwa. I nie byłoby w tym nic złego gdyby sposób w jaki się to odbywa nie przygotowywał bardziej do ślepego posłuszeństwa niż do życia. Byłoby naprawdę w porządku gdyby w tym procesie nie była niszczona zdolność do podążania własną drogą, kontakt z wewnętrzną prawdą i intuicją. Ale niestety jest. Jak konkretnie się to odbywa? Wiadomo, że rodzic jest autorytetem dla dziecka i jako autorytet często wymaga od dziecka bezwarunkowego posłuszeństwa. Rodzie myślą, że zawsze wiedzą lepiej, co będzie dobre dla dziecka i dziecko z czasem się temu coraz bardziej poddaje. Dorosłym wydaje się, że uczą czegoś swoje dzieci, ale w rzeczywistości bardziej je formują, wychowują według jakiegoś wzorca. Najczęściej naginają dzieci do tego samego wzorca w którym sami byli wychowywani albo naginają je do tego, co jest efektem buntu przeciwko temu do czego ktoś ich próbował nagiąć w przeszłości. Czyli w większości rodzice nie uczą wcale samodzielnego myślenia, niezależności emocjonalnej, podejmowania decyzji, nic z tych rzeczy, uczą posłuszeństwa i powtarzania. Oczywiście w niektórych sytuacjach to jest w porządku – czyli powiedzenie dziecku, że jeżeli włoży rękę do piekarnika to się oparzy jest w jakiejś formie przewodnictwem, ale nie jest tym samym, co nauka bezwarunkowego posłuszeństwa i mówieniem dziecku, co ma zrobić ze swoim życiem. Rozróżnijmy te dwie rzeczy bardzo wyraźnie. W każdym razie, tak rusza machina destrukcyjnego wpływu autorytetu. Właśnie tak zaczyna się podążanie za autorytetami i przekonanie, że one wiedzą lepiej od nas, co jest dobre a co złe dla nas samych. Potem przychodzi czas na szkołę – tu jest generalnie to samo. Dziecko jest wtłaczane w system, zastaje jakiś określony porządek i ma się do niego dostosować. Ktoś mu mówi jak powinno być. Dziecko nie musi myśleć, nie może uczyć się tego, co je interesuje, ma się po prostu nauczyć tego, co ktoś kiedyś powiedział. Czyli nie ma myślenia, odkrywania, poznawania, nie liczy się jego własne zdanie – rację ma prawie zawsze nauczyciel. Właśnie w ten sposób pozbawia się dzieci resztki zainteresowania czymkolwiek. Bo skoro istnieje jedna jedyna słuszna interpretacja wiersza podana przez nauczyciela to z czym tu dyskutować. A kiedy dziecko próbuje wyrazić swoją opinię to albo jest sprowadzane do parteru przez samego nauczyciela albo przez grupę. Z czasem w obawie przed karą, opinią innych, wyśmianiem, popełnieniem błędu przestaje się angażować w cokolwiek. To są potężne siły nacisku. I jeżeli zastanawiasz się teraz, jako dorosły człowiek, czemu tak trudno Ci iść swoją drogą, czemu jesteś taki wrażliwy na opinie, czemu boisz się popełniać błędów i czemu nie możesz złapać kontakt ze swoją intuicją to chyba już rozumiesz dlaczego. Jak sobie na to popatrzysz, to wszystko staje się jasne. Jasne staje się dlaczego serce i przekonanie do danego kierunku zastąpił lęk o to, że sam sobie nie poradzisz i potrzebujesz we wszystkim wsparcia albo aprobaty. Wydaje Ci się, że nie możesz stać samodzielnie, nie masz siły, dlatego starasz się unikać przeciwności, które dałyby Ci szansę na odzyskanie części siły gdybyś ich nie unikał. Ze strachu, rozpaczy, samotności, ignorancji, pragnienia miłości, bycia akceptowanym, z braku świadomości swojej własnej mocy przyjąłeś to wszystko i zawierzyłeś autorytetowi takiemu czy innemu. Poddałeś się, bo wszyscy wydają się wiedzieć lepiej od Ciebie jak żyć i jak powinno być a Ty po takim starcie w życie jaki opisałam, wierzysz bardziej im niż sobie. Po takiej ścieżce zdrowia, już tylko od czasu do czasu odzywa się w Tobie Twój prawdziwy głos, ale szybko ginie w konfrontacji ze światem i społeczeństwem, które szybko wepchnie Cię z powrotem do szeregu. I tak to się właśnie odbywa – najpierw rodzice, potem szkoła a na straży zastanego porządku społeczeństwo i instytucje – kościół, instytucje państwa. W ten sposób znika szansa na naszą dojrzałość, przehandlowaliśmy ją za miskę ryżu, bo się obawiamy, że ktoś nam jej odmówi zupełnie nieświadomi tego, że możemy mieć tony ryżu idąc swoją drogą. Emmerson ciekawie napisał: ‘Zamiast gongu wzywającego na obiad słuchajmy piszczałki spartańskiego życia.’ Ale to się wydaje dziś bardzo odległe. I nie chodzi o to, że źli ludzie robią coś dzieciom i one potem stają się też złymi ludźmi, którzy zabijają siłę i moc w swoich dzieciach. Nie to chcę powiedzieć. Chcę powiedzieć, że to jest raczej brak świadomości – rodzice, nauczyciele myślą, że robią dobrze. Ale dobrze żeby mieli też świadomość tego, co się tak naprawdę robią. No właśnie, ale jakie konkretnie są tego konsekwencje? W skali społeczeństwa czy państwa bywa, że po tym wszystkim tak wychowani ludzie dają się bardzo łatwo manipulować i w imię autorytetu i źle pojętej lojalności czy ideologii robią straszne rzeczy. Ale częściej jest tak, że ludzie bardzo cierpią na poziomie indywidualnym. Nie mają do niczego odwagi, nie są w stanie zmobilizować się do czegokolwiek, nie radzą sobie w życiu, nie potrafią się wyłamać, nie potrafią iść swoją drogą, bo to wymaga siły a ta siła została w nich zduszona. Ona tam jest, ale oni o tym nie wiedzą. Umierają w środku po prostu. Bardzo często w swojej pracy spotykam osoby, które nie potrafią niczego zrobić tak po prostu same z siebie. Nie widzą w tym sensu, inaczej jest jak szef im powie, co mają robić albo ktoś inny wyznaczy im cele życiowe – społeczeństwo na przykład. Wiadomo jaka jest kolejność – szkoła, liceum, studia, praca, dom, emerytura i cmentarz. Takie osoby potrzebują zawsze jakiegoś bodźca i tak są popychane od dzieciństwa do śmierci. I jeżeli człowiek przyzwyczai się do takiego życia to ciężko o ratunek, dryfuje sobie przez życie z poczuciem, że niby jest ok, bo ma jedzenie, picie i towarzystwo, ale nie opuszcza go odczucie, że sprzedał za to swoją duszę i tak też jest. Nie ma żadnego celu w życiu, nie ma żadnego sensu, nie dba o siebie, nie ma wiary w siebie ani siły, bo zniszczona została jego naturalność. Dla niego rozwiązanie wszystkich problemów i konfliktów leży w rękach innych. Bardzo ciężko z takiej pozycji wrócić do tego, co było kiedyś ważne i wybite nam z głowy, jak to się ładnie mówi. Po prostu kontynuujemy. Słuchamy bezkrytycznie jakiegoś guru w powłóczystych szatach i wierzymy swoim myślom, jakby to była jakaś prawda objawiona a w rzeczywistości to głos rodziców, opiekunów, nauczycieli, społeczeństwa. Oczywiście to o czym cały czas mówię dotyczy autorytetów w ramach naszego życia, uzależniania się od jakichś liderów, a nie autorytetów w konkretnych dziedzinach. Bo wiadomo, że dobrze posłuchać autorytetu na przykład w dziedzinie medycyny, czy specjalisty od komputerów, samochodów itd. Nie o takie autorytety mi dzisiaj chodzi. Chodzi mi o to, że kiedy w całym swoim chaosie życiowym chcesz bezpieczeństwa, pewności i w tym celu zwracasz się w stronę autorytetu pozbawiasz się swojej mocy. Co z tym dalej? Jakie jest lekarstwo?

Lekarstwo

Dla rodziców lekarstwem jest sama świadomość tego, co będzie dalej z ich dziećmi jeżeli będą powielać to, co sami przeszli. Dla Ciebie jako dla dorosłej osoby, lekarstwem będzie świadomość tego jak to działa i porzucenie wszelkich autorytetów i specjalistów od Twojego życia. W zamian weź pełną odpowiedzialność za siebie, nie tylko na poziomie mentalnym, ale głębiej – pełną odpowiedzialność za siebie. Zrozum, że żaden autorytet Cię nie uratuje a w momencie kiedy uwierzysz w coś takiego i oddasz się w jego ręce staniesz się słaby. Żeby się obudzić z tej trudnej do porzucenia nadziei i uniknąć takiej sytuacji musisz zrozumieć swój lęk, bo to przez niego gotowy jesteś oddać swoje życie w czyjeś ręce. Dobrze jest na początek założyć, że lęku nie da się pozbyć. Zamiast tego potrzebujesz zrozumieć swój lęk, ale nie po to żeby się go pozbyć, tylko tak po prostu zrozumieć i tyle. Nie wmawiaj sobie, że musisz być odważny tylko mu się przyjrzyj. Jeżeli masz być zdolny do tego żeby stać na własnych nogach musisz zostawić wtórne metody i sposoby na ucieczkę. Nie potrzebujesz ukojenia ani ratunku. Nie potrzebujesz wcale żadnej ucieczki jeżeli czujesz się silny. A poczujesz się taki kiedy pojawi się pełna odpowiedzialność – na poziomie fizycznym, mentalnym i duchowym. Nie będziesz musiał ufać autorytetom. W kwestii autorytetu wewnętrznego wystarczy zwykła świadomość tego, co mówisz, co robisz, myślisz i czujesz. Nie trzeba specjalnego wysiłku żeby to robić, wystarczy patrzeć. Nie trzeba z tym walczyć ani robić nic innego. Poza tym zawsze sprawdzaj, ze sobą to co ktoś mówi, zadawaj pytania, nie akceptuj bezkrytycznie – szczególnie w sprawach dotyczących tego jak masz żyć i w sprawach duchowych. Jeżeli sam dla siebie tego nie zrobisz, nikt tego nie zrobi, bo w interesie społeczeństwa jest to żebyś był posłuszny a nie wolny. Słuchaj swojej intuicji, ufaj jej a potem sprawdzaj, co z tego będzie. Na początku to jest trochę przerażające, ale potem będziesz coraz spokojniejszy. I jeszcze jedna uwaga na koniec, nie słuchaj mnie, nie jestem żadnym autorytetem. Odkrywaj swoje powołanie, stój prosto i idź sam, nie dlatego, że wszystko odrzuciłeś tylko dlatego, że siebie nie odrzuciłeś. Nie szukaj siebie poza sobą.

MAGDA ADAMCZYK

26 Komentarze

  1. Sylwia pisze:

    Świetna mowa. Rewelacja.

  2. Tom K pisze:

    Cos kapitalnego!

  3. Iza pisze:

    Magdo dziekuje za Twoja prace, jak dla mnie Twoje przekazy to High Class School 🙂

  4. Gramalgo pisze:

    Oj, Magda , strasznie namieszałaś mi w g!owie. Juz prawie wszystko pasowało aż tu nagle na koniec „nie słuchaj mnie „. A ja ciągle martwiłam się , że nie widzę żadnych autorytetów w najbliższej przestrzeni . Pociągnij w przyszłości ten wątek żeby łatwiej było rozróżnić czy jestem jakimś comfortably numb czy żyję i podązam własną drogą . Bo to chyba trudne.

  5. matt pisze:

    Super cool !

  6. Danuta pisze:

    Pamiętam swój własny dzień przebudzenia i ten głos w głowie, że prawdziwa dorosłość zaczyna się od zrozumieniai, że NIKT NIE PRZYJDZIE Z POMOCĄ. Nieprawdopodobny lęk i zaraz potem uczucie prawdziwego szczęścia jakie daje poczucie WOLNOŚCI. Dla tej chwili warto było żyć! Serdeczne pozdrowienia i podziękowania za to, że jesteś :*)

  7. Beata pisze:

    Dziękuję, niezwykłe, prosto i mądrze zazdroszczę takiej wiedzy i świadomości w tak młodym wieku, pozdrawiam i uczę się

    • Melisa pisze:

      Dzień dobry. To najlepszy wykład jaki wysłuchałam w ostatnim czasie. Sedno sensu. Tym bardziej, że w ostatnich fniach spotkałam się z sytuacją zależności Nauczyciel—Uczeń i brakiem reakcji na nieetyczne zachowanie nauczycielki. Nawet jak mi przyznawano rację, to i tak TWA milczało nieporuszone. Żeby przybliżyć temat, to należy odnieść się do głośnego w mediach „poproszenia” studentów do oddania głosów na prezydenta, przez jego matkę.

  8. Katarzyna pisze:

    To było super! A zakończenie rewelacyjne. Dziękuję.

    • Magda pisze:

      🙂

    • Córka pisze:

      Wszystko prawda co mówisz o rodzicach. B. często mają destrukcyjny wplyw na dzieci. Potem dzieci żyją z pretensjami do nich, do siebie i świata. Chorują bo duszą w sobie złość i gniew. 😔 Jeśli rodzic ma silną osobowość to zagłusza innych jak chwast inne bardziej wartościowe rośliny. 😔 Buduje swoje ego tym, że inni go słuchają. Dużo by mówić….

  9. Aleksander pisze:

    Dziękuje Ci Magdo. Zawsze gdzieś w środku o Tym wiedziałem. Myślałem że coś jest ze Mną nie tak. Dzięki za wskazówki 🙂

  10. MC pisze:

    Podoba mi się. Mówi się nigdy nie jest za późno ale nie wrócę do młodości kiedy wybierałam studia 💔

  11. Grażyna pisze:

    Bardzo dobrze jest usłyszeć Ciebie. Dziękuje 😉

  12. Krystyna pisze:

    Arcywazny temat , swietnie przedstawiony. Jako mlodziez radzilam sobie w ten sposob, ze wysluchiwalam moich „mentorow”, bliskich mi zreszta i kochajacych mnie osob, a pozniej wsluchiwalam sie w siebie. I decydowalam. Teraz jako seniorka nadal slucham innych z szacunku dla innosci. Oczywiscie siebie przede wszystkim. Generalnie jestem wdzieczna za te przygode, jaka jest zycie. Podziwiam twoja umiejetnosc, Magdo przedstawiania tak trudnych i zyciowo waznych tematow w taki klarowny i bezposredni, bo trafiajacy do wyobrazni , a takze emocjonalny sposob. Dziekuje i oczywiscie polecam dalej.

  13. Elżbieta pisze:

    Bardzo ważna kwestia, o tym powinien wiedzieć każdy kto wkracza na tzw.ścieżkę rozwoju.

  14. Krystyna pisze:

    Dziękuję. Bardzo lubię sposób w jaki pani przekazuje prawdy życiowe.

  15. Elżbieta pisze:

    Ja tylko zapamiętałam sam koniec. Dziękuję, właśnie tak robię, mam co przeżywać i to jest moje.

  16. Barbara pisze:

    Super,troche przydługie ale super.

  17. Beata pisze:

    Pięknie to Pani napisała 😘

  18. Magda pisze:

    Pani Magdo! Jest Pani świetna, ma Pani świetny, minimalistyczny styl pełen treści. Proszę poruszyć kiedyś problem projekcji – zdarza się przecież, że rządzą nami cudze projekcje, bo uznajemy je za głos autorytetu, a swoimi próbujemy natomiast rządzić innymi. Podaje Pani często świetne, proste narzędzia. Może jakieś narzędzie do tego, jak rozpoznać cudzą i własną projekcję?
    Życzę powodzenia!

    • Magda pisze:

      Witam Panią, o ile dobrze pamiętam w filmikach o Cieniu jest sporo o projekcji:) Pozdrawiam serdecznie! Magda

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *