Jak Żyć Intencjonalnie

Dzisiaj opowiem o czymś, co może bezpowrotnie zabić Twoją zdolność do intencjonalnego życia.

Niewinne i niebezpieczne

Myślę, że dość często na pozór niewinne rzeczy bywają najbardziej niebezpieczne. I to niebezpieczeństwo czai się właśnie w tej pozornej niewinności i nieszkodliwości. Dzisiaj będę mówić właśnie o czymś takim. O czymś, co wygląda jak coś niewinnego, nieszkodliwego, mającego małe znaczenie a nawet jak coś bezwarunkowo korzystnego i potrzebnego. Tymczasem kiedy przyjrzymy się temu bliżej okazuje się, że takie bezrefleksyjne przyjęcie tego o czym będę mówić do swojej codzienności może Cię całkiem życiowo pogrążyć. Dzisiejszy film służy tak naprawdę przebudzeniu Cię na to, jaka jest rzeczywistość. To ma być alert dla Ciebie, żebyś brał te sprawy może trochę bardziej na poważnie. Ja traktuje je bardzo poważnie, dlatego ten film, będzie pierwszym z serii trzech, na ten temat. Drugi film z tej serii będzie mówił o wpływie tych pozornie nieszkodliwych rzeczy na różne aspekty Twojego życia, czyli pogłębimy dzisiejszy temat. Trzeci film będzie filmem narzędziowym, który pomoże Ci wprowadzić niezbędne zmiany, bez których trudno będzie żyć intencjonalnie. Ale, co to właściwie znaczy – żyć intencjonalnie?

Dla mnie i na potrzeby tego filmu, oznacza to życie celowe, życie przepełnione sensem, dające spełnienie i skupione wokół tego, co jest dla Ciebie najważniejsze – spójne z tym, co najważniejsze. I wiem, że to wszystko brzmi dość poważnie, tajemniczo, trochę przerażająco może i myślisz sobie, co to takiego, co jest w moim życiu na co dzień, czego wpływu nie doceniam a co być może wchodzi tylnymi drzwiami i uniemożliwia mi intencjonalne życie? Sprawa jest prosta – chodzi mi o nieustanne ROZPROSZENIA. A co za tym idzie, źródło największych rozproszeń, które można zamknąć w jednym słowie – Internet. Internet z całym swoim dobrodziejstwem mediów społecznościowych, stron internetowych, filmów, plików audio, dokumentów tekstowych, ebooków, pdfów, powiadomień, blogów i cholera wie czego jeszcze. Pewnie niedługo będzie można poczuć smak i zapach przez Internet żeby jeszcze bardziej nas porwać, żeby nasze wszystkie zmysły były w to zaangażowane. I może sobie teraz myślisz – Internet? Internet przecież pomaga mi w codziennym życiu, bez Internetu zgubiłbym się w nowym mieście, nie dowiedziałabym się gdzie leży najmniejsze miasto świata i co moja koleżanka jadła na obiad albo ile mój kolega dzisiaj przejechał na rowerze. I to wszystko wydaje w jakiś sposób może istotne. Istotne wydaje się żeby wiedzieć te rzeczy albo mieć dostęp do takich informacji. I w sumie co w tym złego? Wygląda to dość niewinnie i też zaczyna się dość niewinnie. Pojawia się jakaś nowość, nowa technologia, która w taki czy inny sposób ułatwia nam życie, dostarcza jakiejś rozrywki, daje chwilę wytchnienia, możliwość kontaktu z całym światem, ze znajomymi – wszystko niby jest w porządku. Ale kiedy zaczynamy z niej korzystać to już jesteśmy w metaforycznej i dosłownej sieci. I dzieje się to dość niepostrzeżenie. Myślę, że cała siła tych wszystkich nowości technologicznych polega na mieszaniu realnych i wyobrażonych korzyści ze stratami, których właściwie namacalnie nie dostrzegamy. Krótko mówiąc, te technologie i narzędzia, mieszają szkody z korzyściami do tego stopnia, że już nie wiemy czy dane narzędzie jest nam tak naprawdę potrzebne czy jednak niekoniecznie. Dlatego na wszelki wypadek go używamy. Czasami nawet się nad tym nie zastanawiamy – po prostu bierzemy, co dają. Korzyści są trudno mierzalne a nad szkodami nie mamy czasu się zastanawiać, bo właśnie przyszło nowe powiadomienie. Faktem jest to, że zawsze kiedy coś zyskujemy to też coś tracimy. Pytanie czy dostrzegasz to w kontekście tych narzędzi?

Bez końca

Chcę dzisiaj uruchomić w Tobie alarm i zdaję sobie sprawę z ironii sytuacji, bo oglądasz to przecież przez Internet. Ale zdaję sobie też sprawę z tego, że może właśnie odsunąłeś na bok pisanie swojej powieści albo spędzanie czasu z dzieckiem. Nie zamierzam Ci mówić, co masz robić ani kiedy masz to robić. Nie zamierzam też kwestionować użyteczności Internetu czy różnych narzędzi, nie o to mi dzisiaj chodzi. Chodzi mi raczej o refleksję nad tym, czy to jak korzystasz z tych narzędzi, wspiera Twoje intencjonalne życie czy je utrudnia albo nawet uniemożliwia. Bo to nie są niewinne narzędzia. Wszystko wygląda super do jakiegoś momentu. Do jakiegoś momentu te wszystkie technologie wydają się naprawdę w porządku. Wierzysz, że masz nad nimi kontrolę i że to Ty decydujesz jak będziesz wykorzystywać jakieś narzędzie. Aż pewnego dnia zauważasz, że wcale tak nie jest. Że odruchowo sięgasz po telefon jak tylko wyda jakiś dźwięk albo zaświeci się dioda. Nagle nie możesz obejść się bez telefonu czy komputera. Siedzisz w toalecie i przeglądasz wiadomości. Spójrzmy prawdzie w oczy – nie mamy nad tym takiej kontroli jak nam się wydaje. To znaczy takiej kontroli, która zakłada, że możemy odłożyć to wszystko na bok, skupić się na czymś ważnym, zapomnieć o tych narzędziach na jakiś czas i potem znów korzystać z dobrodziejstw tej technologii jakby nigdy nic. Raczej nie możemy przestać korzystać z tych narzędzi. A przez to cierpimy z tego powodu, trudno nam się na czymkolwiek skupić. A każdy moment, każda sytuacja, każda chwila skupienia jest rozbijana przez te narzędzia na okruchy, które nie są wystarczająco duże, żebyśmy mogli spokojnie poświęcić czemuś naszą pełną uwagę przez dłuższy czas i zrobić coś ważnego czy trudnego. Od początku do końca. Coraz trudniej nam robić trudne rzeczy. Jesteśmy niespokojni i często nie widzimy obiektywnej, namacalnej przyczyny tego niepokoju. Nagle ciężko nam spać, budzimy się niespokojni, ciężko iść na spacer bez słuchawek czy telefonu. Nagle książki w porównaniu z telefonem wydają się jakieś takie mało interaktywne i dlatego dobrze czasem zerknąć w trakcie czytania czy przypadkiem nie przyszedł jakiś pilny mail. To wszystko coś z nami robi. Wpływa na nas. I nie chodzi mi tylko o samą treść przekazywaną w Internecie czy w książce tylko o formę. Bo to jak dana treść jest przekazywana, czyli technologia za pomocą której jest przekazywana, ma ogromne znaczenie. Ona kształtuje sposób w jaki korzystamy z treści i jaka ta treść jest. W książce treść jest pewną całością. W sieci treść jest poszatkowana, co z czasem powoduje, że uczymy się funkcjonować w takim poszatkowanym środowisku a przez to zaczynamy myśleć w poszatkowany sposób. Myślimy strzępami a to wpływa na nasz mózg i na to jak uczy się funkcjonować, ze wszystkimi konsekwencjami tego zmienionego funkcjonowania. Potem powiem o tym, co dzieje się na poziomie mózgu, ale chcę jeszcze wrócić do samego medium jako środka przekazu. McLuhan pisał, że ‘Treść przekazywana przez dany środek, jest po prostu jak krwisty kawał mięsa, przyniesiony przez włamywacza, aby odwrócić uwagę psa podwórkowego.’ Świetny cytat. Czyli wychodzi na to, że sama treść to coś, co ma zadanie przykuć naszą uwagę i odwrócić ją od tego, że dane medium czyli włamywacz, przychodzi nas okraść rozbrajając nasze mechanizmy obronne. Ale jeżeli tak to ujmiemy to wychodzi na to, że regularnie sami chętnie wpuszczamy do naszego życia włamywacza, który kradnie nasz czas, naszą uwagę, nasze skupienie, nasze życie; pokazując nam zniewalające, kuszące albo szokujące rzeczy, żebyśmy nie widzieli tego jak powoli nasze życie staje się pozbawione sensu, celu, większego znaczenia i intencji. Jesteśmy zbyt zaabsorbowani treścią, żeby zauważyć jak nasze życie zmienia się pod wpływem samego medium. I możemy udawać, że technologia nie ma znaczenia i że liczy się to jak z niej korzystamy, ale to jest bzdura. Dużo pisze o tym Nicholas Carr. Ale czemu tak myślę? Jak długo jesteś w stanie skupić się na jednej rzeczy bez odczuwania niepokoju? Jak długo czytasz albo oglądasz w Internecie jedną rzecz? Jak długo jesteś w stanie czytać książkę bez włączania Internetu, sprawdzania telefonu i pikających, co chwilę powiadomień? Czy w ogóle dajesz radę czytać książkę przez dłuższy czas? Czy w ogóle czytasz? Czy taka mniejsza stymulacja związana z czytaniem takiego statycznego tekstu na kartce nie nudzi Ci się i nie wzbudza Twojego niepokoju w jakiś dziwny sposób? Jak często wychodzisz z domu bez telefonu czy komputera? Czy robisz rzeczy bez rozbijania swojej uwagi na drobne strzępy czy jesteś wielozadaniowy? Czy Twój czas w ciągu dnia przypomina jedną wielką przygodę z Internetem i rozproszeniami, okazjonalnie przerywaną tym, co trzeba zrobić, bo to już nie może czekać? Jak sobie szczerze odpowiesz na te wszystkie pytania to być może zobaczysz jak jest rzeczywiście, co się zmieniło. Chociaż oczywiście zawsze możesz się oszukać, większość osób nie doszacowuje czasu jaki spędza w sieci i jak sieć na nie wpływa. Nie widzimy nic złego w przeskakiwaniu z jednej strony na drugą i scrollowaniu Facebooka bez końca. Swoją drogą zauważyłeś, że Facebook właściwie nie ma końca? Jak weźmiemy to wszystko pod uwagę, to wygląda na to, że żeby odzyskać swoje życie i kontrolę nad nim, nie obejdzie się bez porzucenia naiwnej wiary, że kontrolujemy sytuację. Nie obędzie się bez potraktowania tego tematu na serio. Co w praktyce, będzie oznaczało restrykcyjne podporządkowanie technologii temu, co jest dla nas ważne i używania jej w sposób, który wspiera to, co jest dla nas ważne. Bez tego będziemy zdani na łaskę tego jak funkcjonuje nasz mózg, jak się zmienia pod wpływem tego jak go używamy i na łaskę tego jakie mamy wbudowane mechanizmy psychologiczne. To nie są żarty, od tego zależy to jak Twoje życie będzie wyglądało. Bo jeżeli nagle okazuje się, że MUSISZ regularnie karmić swój, jednocześnie wygłodniały i przeciążony mózg płytkimi rzeczami i bezsensownymi informacjami, które tworzą tylko pozory znaczenia, ale tak naprawdę nic nie znaczą w kontekście tworzenia Twojego intencjonalnego życia, to gdzie będzie miejsce na to życie? To jak korzystamy z tych narzędzi trochę przypomina sytuację szczura laboratoryjnego, który naciska dźwignię mimo, że jego siły fizyczne i mentalne są na granicy wyczerpania. Jest coraz bardziej osłabiony, ale nie może przestać. Dostaje kolejną dawkę stymulacji, kolejną dawkę stymulacji chwilową nagrodę, przyjemność za cenę swojego życia. I teraz pytanie, kiedy się do tego przyzwyczaisz, kiedy zajdą zmiany w Twoim mózgu na poziomie fizycznym w jaki sposób wyobrażasz sobie przestawienie się z tego, co proste, płytkie, łatwe i szybkie na coś długofalowego i trudnego? Jak na przykład budowanie intencjonalnego życia. W takiej sytuacji to jest po prostu trudne, ale o tym będzie jeszcze mowa. 

Laboratorium

Oczywiście ktoś nam urządził to laboratorium i wykorzystuje nasze mechanizmy psychologiczne, które powodują, że dajemy na to wszystko złapać. Ktoś podsuwa nam dźwignię, którą naciskamy często do upadłego i nie starcza nam już siły, czasu ani energii na intencjonalne życie. Nie mówiąc już o tym, że w tym procesie naciskania tej dźwigni bez przerwy w ogóle oduczamy się myślenia w sposób intencjonalny. A to wszystko dlatego, że w jakiś określony sposób jako ludzie funkcjonujemy i wiedząc to, łatwo tego użyć. Wykorzystuje się między innymi to, że szukamy najprostszych rozwiązań, to jest naturalne. Lubimy iść po linii najmniejszego oporu – dlatego podsuwa się nam wszystko szybko i pod nos. Jak wyniki wyszukiwania w wyszukiwarce. Nie trzeba wiele wiedzieć, wystarczy wyszukać. Wykorzystuje się też to, że jesteśmy bardzo wrażliwi na aprobatę społeczną, po prostu ważne są dla nas kontakty z innymi ludźmi. W dodatku firmy żerują też na jeszcze jednym mechanizmie na tak zwanym nieregularnym wzmocnieniu pozytywnym czyli na tym, że nasz układ nagrody działa tak jak działa. Nie chcemy wypaść ze społecznego obiegu i naciskamy te lajki, serduszka, składamy życzenia urodzinowe ludziom, których nie znamy w sumie i rzucamy wszystko żeby odpisać znajomemu, bo akurat telefon zapikał. Właśnie to pikanie przyciąga nas do telefonu. Ale nie tylko sam fakt pikania tylko to, że pikanie pojawia się nieregularnie. To jest właśnie ten mechanizm nieregularnego wzmocnienia pozytywnego. Nie ma powiadomienia na ekranie telefonu za każdym razem jak na niego patrzysz. Ale czasem jest. Pojawiają się od czasu do czasu, raz częściej raz rzadziej. I ta nieregularność powoduje, że odczuwamy jeszcze większa satysfakcje z tego, że cos tam się pojawia kiedy już się pojawia i dyskomfort kiedy nic tam nie ma. To nas zachęca do sprawdzanie telefonu milion razy dziennie. A jak się trafi powiadomienie to zalewa nas fala nawet nie wiem czy satysfakcji, myślę że chyba bardziej ulgi. Bo w ogóle żyjemy w stanie ciągłego niepokoju, jakbyśmy ciągle na coś czekali. Brak powiadomienia wzbudza niepokój, bo oznacza zagrożenie dla naszej potrzeby aprobaty. A nieregularne powiadomienia nagradzają nas za sprawdzanie telefonu. To wszystko się łączy ze sobą i daje Ci pozorne poczucie korzyści.  Firmom, które tworzą te narzędzia daje z kolei namacalne wpływy na konta. W ich interesie jest to żebyś sprawdzał i klikał bez końca.  I nie chodzi mi teraz o to, że to są złe korporacje i powinniśmy je wszystkie wykończyć. Chodzi mi o to, żebyś Ty mógł korzystać z tych narzędzi w sposób, który wspiera Twoje prawdziwe a nie wirtualne życie. I kiedy to wszystko mówię to może przelatuje Ci przed oczami to w jaki sposób używasz Internetu czy telefonu. Może masz poczucie, że Twoje prawdziwe życie wymyka Ci się z rąk albo że już wymknęło Ci się z rąk. Nie chodzi mi o to żebyś się teraz obwiniał o cokolwiek czy żałował czegokolwiek. Po prostu uświadom sobie, że ktoś dba o to żebyś za dużo się nie zastanawiał, żebyś żył w stanie zagubienia, ciągłego rozproszenia  i niepokoju, bo to sprawia, że wracasz po kolejną dawkę. Klikasz, oglądasz, handluje się Twoją uwagą. Dlatego Ty sam musisz zadbać o to żeby tak nie było, bo na pewno nikt za Ciebie tego nie zrobi. I to wszystko składa się na prosty wniosek: póki, co te tak zwane narzędzia, bardziej kontrolują nas niż my je. A chodzi o to żeby było odwrotnie.

Okruchy uwagi

Myślę, że wszyscy dobrze wiemy jak to jest. Jak bardzo jesteśmy przebodźcowani i jak bardzo rozpraszają nas te wszystkie rzeczy, które na raz bombardują nasze zmysły. Ale chyba wydaje nam się, że to jest normalne, że taki jest współczesny świat, że on pędzi i że inaczej się nie da. Jesteśmy na to skazani i nie możemy tak po prostu przestać. Ale właściwie dlaczego? Dlaczego nie możemy przestać? Z prostego powodu. Już wiemy o kilku mechanizmach jakie nam utrudniają, ale to sięga trochę głębiej. Te niewinne narzędzia, mają tendencje do uzależniania behawioralnego. Tak są konstruowane. Dlatego codziennie sprawdzamy odruchowo telefon dziesiątki a nawet setki razy i robimy to właściwie bezrefleksyjnie. Bez telefonu jak bez ręki. W ten sposób jesteśmy kawałek po kawałku w ten świat pośpiechu, stymulacji i łatwości wpychani w dość subtelny sposób. W tak subtelny sposób, że nawet tego nie zauważamy, bo to nie jest tak, że te rzeczy nie dają nam żadnych korzyści. Znowu siła tkwi w niejednoznaczności. Uzależnienie behawioralne w tym przypadku nie jest takie oczywiste, jak wtedy kiedy mówimy o alkoholu czy narkotykach. Tym bardziej, że przecież prawie każdy ma telefon i wychodzi na to, że uzależnienie stało się normą. To jest spełniający się sen firm, które na tym zarabiają. Dostęp do telefonu jest łatwy, to wszystko jest zawsze dostępne w naszej kieszeni i zawsze znajdzie się chwila na kolejną działkę i kolejnego shota. A jak nie mamy tej chwili, to odstawiamy inne, być może ważniejsze rzeczy na bok, żeby jednak mieć tę chwilę. W którymś filmie, już nie do końca pamiętam w którym mówiłam o tym, że jeżeli chcesz cokolwiek znaczącego w swoim życiu stworzyć to będziesz musiał z niego usunąć uzależnienia. Bo one odbiorą Ci Twoje zasoby czasu, siły, uwagi, koncentracji, refleksji i kreatywności, które będą Ci potrzebne żeby cokolwiek stworzyć. Podtrzymuję to, co mówiłam wtedy. Gramy o naprawdę wysoką stawkę. To, że te narzędzia Ci coś dają, nijak się ma do tego, co zabierają. Bo to jest tak jakbyś codziennie Ferrari sprzedawał za cenę Trabanta. I znowu nie chodzi mi o to żeby przestać korzystać z tych rzeczy, one bywają użyteczne, ale myślę, że musimy zmienić podejście do nich na tyle żeby one nie były imadłem, które dzień po dniu miażdży to, co jest dla nas ważne albo w ogóle powoduje, że nie wiemy, co jest ważne. Nie może być tak, że narzędzia mówią nam jak mamy żyć, spędzać czas, uczyć się i jak nasze życie ma wyglądać. To jest nasza sprawa a nie sprawa modeli biznesowych firm technologicznych.  Chodzi o naszą wolność, autonomię, spokój, skupienie, czas, energię a nie o walkę z technologią i nie korzystanie z niej.

We wstępie powiedziałam o tym, że to o czym dzisiaj będę mówiła może na stałe zabić Twoją zdolność to intencjonalnego życia. Czemu powiedziałam ‘na stałe’? Dlatego, że to przerzucanie uwagi z jednej rzeczy na drugą – z pracy na powiadomienie, z powiadomienia na film, z filmu znów do pracy, potem na wiadomości a potem na podcast powoduje, że zmienia się nasz sposób funkcjonowania i myślenia a co za tym idzie zmienia się też fizyczna struktura naszego mózgu. I to brzmi groźnie. Czyli te zmiany nie polegają tylko na tym, że nagle mamy dostęp do jakiejś technologii, raczej chodzi o to, że ta technologia na nas jakoś wpływa. Niekoniecznie przez treść właśnie, raczej przez sposób w jaki działa. Co na to nasz mózg?

Co na to mózg?

Od jakiegoś czasu wiadomo, że istnieje coś, co nazywa się neuroplastycznością. Chodzi po prostu o to, że nasz mózg ma spore i naprawdę niezwykłe zdolności adaptacyjne. I to jest świetna wiadomość, ale to może też działać na naszą niekorzyść. Dlatego, że często używane ścieżki w naszym mózgu wzmacniają się i pogłębiają a mniej uczęszczane zanikają. Z tego wynika prosty wniosek, że kiedy robimy określone rzeczy, rozwijamy określone ścieżki i przyczyniamy się do tego, że inne zanikają. Czyli znowu – coś zyskujemy, coś tracimy. Od tego, co robimy i jak to robimy zależy naprawdę dużo. I patrząc z szerokiej perspektywy, kiedy korzystamy z nowych technologii i narzędzi internetowych, uczymy się szybkiego przerzucania uwagi, szybkiej oceny tego czy dana treść jest dla nas użyteczna czy nie, ale jednocześnie tracimy zdolność, kontemplacji, skupienia się na jednej rzeczy, pogłębionej refleksji, zagłębienia się w jakiś temat i odpoczynku. Krótko mówiąc – tracimy głębię. Nasz mózg zaczyna przypominać szeroką, rozległą płyciznę a nawet mieliznę jak do płytkiego sposobu funkcjonowania dodamy płytką treść przekazywaną przez większość mediów. Obcując z tymi technologiami w sposób, który one nam narzucają, coraz bardziej uzależniamy się od nich, bo im płytszy nasz mózg, tym większa potrzeba sięgania po narzędzia wspierające go. Oddajemy przestrzeń w naszym mózgu tym płytkim umiejętnościom, które wykorzystujemy i z czasem trudny staje się powrót do tego, co nieużywane, bo zmiany następują na poziomie fizycznym a nie abstrakcyjnym. Dlatego tak trudno Ci się skupić kiedy już przyzwyczaiłeś się do sieci. Mózg podłączony do sieci uczy się powierzchownego czytania, słabej analizy, polega na zewnętrznych narzędziach a nie na sobie. Chaotycznie myśli, zupełnie tak samo jak chaotyczne są wyniki wyszukiwania kiedy wpisujemy jakieś hasło w wyszukiwarce. Nie ma w tym żadnej linearności, wszystko jest wrzucone do jednego worka. Mamy dostęp do strzępów informacji i używamy do tego strzępów naszej uwagi, rozdartej przez chaos i niezaspokojony głód męczącej stymulacji napędzanej przez uzależnienie. Internet tworzy pozory głębi, ale nagradza płytkość – płytkie informacje, płytką wiedzę, płytkie relacje. To jest łatwiejsze. Szczycimy się tym, ale to jest tak naprawdę kanał. A nasze mechanizmy psychologiczne temu sprzyjają. Prawdziwy problem pojawia się kiedy to staje się nasz dominujący sposób myślenia i funkcjonowania – właśnie stąd to, co powiedziałam na początku. To może już tak zostać. Możemy utonąć, jeżeli nie zorientujemy się, co tu się wyprawia. Niby zawsze możemy zmienić kierunek, ale nie liczmy na to, że będzie to takie proste w towarzystwie nastawionego na płytkość mózgu i wszechobecnej technologii, która tej płytkości sprzyja. Jeżeli nie zmienimy kierunku nasze intencjonalne życie i pamięć o nim zniknie. Dlatego właśnie chcę zapalić w Twojej głowie wielką czerwoną lampkę – teraz. Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, bo jeżeli nie, to nasz stary mózg podda się nowym technologiom. I jeszcze raz podkreślam, nie mówię o rezygnacji z technologii, ale o tym żeby na nowo skierować Ciebie i Twój mózg na rozwój połączeń, które wiążą się z głębokim życiem bez rezygnacji z technologii. Raczej z technologią jako wsparciem.

MAGDA ADAMCZYK

11 Komentarze

  1. Effi pisze:

    Świetny materiał. Ja jestem z pokolenia baby boomer. Wolę czytać niż oglądać czy słuchać. Zdecydowanie.
    Ale „rozmawiać” wolę niejednokrotnie przez pisanie na komunikatorach…
    Na noc wyciszam telefon . Polikwidowałam wszystkie powiadomienia, oprócz tych z komunikatorów.
    Zainstalowałam aplikację, która blokuje spamowe połączenia telefoniczne.
    I zasadniczo nie oddzwaniam na nieznane numery.
    A jednak potrafię „utonąć” na FB czy zaczytać się w wiadomościach niewiele wnoszących w moje życie…
    Choć są dni, że wcale tam nie zaglądam.
    Bywa, że zostawię telefon w jakimś pokoju i o nim zapominam.
    Jednak , gdy sobie to uzmysłowię jestem zaniepokojona.
    I niestety, zdarza się, że siedzimy z mężem obok siebie zupełnie nieobecni, „zaczytani internetem”…
    Ja czytam na telefonie również książki. A mój mąż rozwiązuje niezliczone testy.
    Jesteśmy emerytami. Czas mamy, choć…czy aby właśnie nie mamy go mniej niż młodsi…?
    – Ze smutkiem dostrzegam, że nie doceniałam siły internetu, kiedy dzieci dorastały.
    Nie wyszło Im to na zdrowie… Wiele nam umknęło. Niestety ja już tego nie naprawię, moje dzieci to trzydziesto- czterdziestokilkulatkowie…
    Zachęcam natomiast do oglądania Pani kanału na YT. Tyle mogę.
    Czekam na pozostałe dwa filmy.
    Zwłaszcza na ostatni.
    Dziękuję Pani za tak wartościowe materiały udostępniane nieodpłatnie.
    Dostępne dla każdego. To pięknie z Pani strony.
    Wykonuje Pani świetną pracę.

  2. Halina pisze:

    To dziwne. Nie wiedząc o czym będzie, zdecydowałam się dzisiaj nie słuchać a przeczytać. Temat ważny. Choć zdaję sobie sprawę z problemu, kiedy jestem zmęczona, scroluję. Takie pozorne działanie. Kiedyś mój sparaliżowany ojciec uwielbiał przełączać kanały tv. Tak wielki efekt mimo że nie robisz prawie nic. To pociąga.

  3. Krystyna pisze:

    Jakze potrzebny, jakze aktualny material do przemyslenia i wyciagniecia wnioskow. Widmo zapatrzonych w migajace ekraniki ludzi juz zaczyna straszyc. Fatalne sa jednak najbardziej konsekwencje , czyli zmiany w mozgach, na ktore kladzie pani nacisk. Czerwone swiatlo juz ostrzegawczo migocze. I dla mnie samej rowniez – o telefon jestem spokojna, uzywam go tylko do kontaktow z rodzina. Gorzej z oceanem internetowym, ale dla zrownowazenia poczytuje ksiazi 🙂 Bywa, ze wstawiam pani film na Story, bo sporo znajomych jest zainteresowane. Ciesze sie, ze choc w ten posredni sposob przyczyniam sie do tego, ze ten swietny material trafia do wiecej osob i ze skutecznie trafia – przynajmniej z refleksja. Podziwiam pani zaangazowany sposob przekazywania swojej ogromnej wiedzy. Jestem ciekawa kolejnych odcinkow .Tematyka pani filmow juz niejedno zycie skutecznie przemeblowala. Serdecznie pozdrawiam i zycze osobistej radosci z tej bardzo potrzebnej pracy.

  4. Asia B pisze:

    Hej. Dziękuję ci za finał dnia.Od paru miesięcy przepracowuje siebie, wychodzę ze skorupy by się odważyć stawiać czoła wyzwaniom.To długi i trudny proces ale również dzięki tobie możliwy.
    Natomiast dziś był wyjątkowy dzień. Odbyłam pierwszą lekcję z Echartem Tooll o obecności, po czym skorzystałam z wykładów w programie Tydzień mózgu , by w końcu obejrzeć półtoragodzinny webinar Mateusza Grzesiak i kiedy kładłam się spać wskoczyło mi powiadomienie o twoim wystąpieniu.
    I zagłębiając się w każdy z dzisiejszych tematów, to miały czynnik wspólny właśnie by zacząć od siebie.By dostrzec swój potencjał , by rozwijać siebie, edukować , pracować nad koncentracją.I właśnie to Ty otworzylaś mi oczy , bo zajarana tymi tematami ,tak biorę wszystko , kupuję ten proces zmiany ale nie stając się niewolnikiem technologii, tylko z jej racjonalnym wykorzystaniem. I za to ci dziś dziękuję, że mnie sprowadziłam na ziemię.Bo dostałam skrzydeł , ale ty mi dziś pokazałaś na jakiej wysokości latać, by nie spłonąć jak Ikar.
    Dziękuję Tobie i sobie także, że cię odkryłam w tym moim procesie zrozumienia siebie.

  5. Joanna pisze:

    Dziekuje ! Swietne , ale jakze trudne do wykonania! Jednakze zgadzam sie w 100% Technologia to cos extra, ale jak dopuscimy by zawladnela naszym mozgiem, zycie codziennym to mozemy duzo starcic! Dziekuje za t video. Pozdrawiam serdecznie !

  6. Chlebik pisze:

    Ja w kwestii formalnej – czy istnieje możliwość by transkrypcję nagrania (ja zawsze czytam jeśli mogę – właśnie po to, aby mózg nie ulatywał podczas słuchania) porozbijać na trochę mniejsze akapity? Materiały są ciekawe, ale dalej jednak kiedy na 27calowym monitorze mam ścianę czarnych liter na białym tle mózg po prostu się buntuje.

  7. Kwiatkowska pisze:

    Pani Magdo, doskonały filmik. W sumie jak każdy. Dziękuję. Jeżeli mogłabym podpowiedzieć, to fajnie byłoby poruszyć temat organizacji czasu. W wielu filmikach ten temat się przewija, ale zupełnie osobny odcinek byłby bardzo pomocny.
    Pozdrawiam ciepło, U. Kwiatkowska

  8. Wojtek pisze:

    Nikt tak o mnie nie walczył i nie walczy jak Ty. O mój rozwój, wyjście z dołka. Rozkładasz na części i składasz na nowo. Trochę boli ale przeważa ciekawość co z tego wyjdzie.

  9. Kamil pisze:

    Ukazujesz jak trudną drogę muszę przejść,by w końcu zacząć być świadomym i szczęśliwym.Dziękuję.

  10. Pola pisze:

    Dziękuję za ten filmik, jak i za wszystkie poprzednie. Pojawił się akurat w momencie, w którym odkryłam u siebie omawiany problem. To niezwykle cenne, gdy można określić i poznać swojego wroga. Czekam z niecierpliwością na dalsze części. Dziękuję raz jeszcze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *