Manipulujesz czy Żyjesz? | Przywiązanie do Efektu vs Niezależność od Efektu

Dzisiaj kontynuacja tematu niezależności od efektów. Podam parę przykładów takiej niezależności, opowiem o korzyściach jakie przynosi i o konsekwencjach tego, co zwykle robimy, czyli przywiązywania się do rezultatów. Na koniec powiem o tym, czemu niezależność od efektów to nie to samo, co odcięcie się czy oddzielenie się od nich.

Nienasycony fantom

W poprzednim filmie mówiłam o niezależności od efektów jako o postawie życiowej, która polega na tym żeby być aktywnym, żeby działać, realizować PRAWDZIWĄ wizję i PRAWDZIWE cele, bez przywiązywania się do konkretnych rezultatów. Nazwałam ją zaufaniem w działaniu, barometrem naszej autentyczności i brakującym elementem, który jest dość niewygodny dla branży popularnego rozwoju osobistego, która skupia się na maksymalnym kontrolowaniu rezultatów, na doprowadzaniu ludzi dokładnie tam gdzie chcą dotrzeć, mniej albo bardziej sensownymi metodami. Oczywiście wszystko po to żeby ci ludzie poczuli się dobrze. I to się wydaje w porządku, ale nie jestem pewna czy tak jest. Czemu nie jestem tego pewna? Bo widzę wokół nas i w nas rosnącą epidemię niepokoju, lęku, stresu, frustracji i poczucia braku sensu. Często właśnie z tych powodów zwracamy się w stronę rozwoju osobistego. Próbujemy sobie jakoś z tym wszystkim poradzić. I nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że lekarstwo, na które liczymy, bywa kolejnym łykiem trucizny. Co mam na myśli? To, że zamiast wspierać nas w konfrontowaniu się z tym wszystkim, co jest naszym doświadczeniem tu i teraz i wspierać nas w rozwoju opartym na prawdzie, często popularny rozwój opiera się na budowaniu fantomu tworzonego przez identyfikację z rezultatami celów wyznaczonych i osiąganych tylko po to żeby zasypać nasze niepokoje, lęki i pustkę. Tym sposobem na zewnątrz wszystko niby wygląda dobrze, ale w środku dalej jest pusto. W takim rozwoju nasze być albo nie być zależy od rezultatów. Mało tego, nasze szczęście, nasze spełnienie, nasza satysfakcja też od nich zależą. One mają po prostu stworzyć nowych nas bez poruszania wrażliwych strun. To brzmi nieźle, ale problem w tym, że tu nie ma rozwoju, to jest kłamstwo i wydmuszka. Ale jeżeli tak widzimy drogę do szczęścia i sposób na uniknięcie nieszczęścia to stawka jest wysoka. Stąd usztywnienie, przyklejenie się do określonych efektów, siłowe próby panowania nad rzeczywistością i naginanie jej do naszych celów. To jest próba zatrzymania organicznego życia i próba zrobienia z niego czegoś liniowego, statycznego. Przypomina mi to nabranie wody z oceanu do wiaderka i mówienie, że to jest ocean. Na pewno czujesz różnicę. Z tym wszystkim wiąże się presja jaką nakładamy na siebie w drodze do tych fantomowych celów. Bo przecież jak nie zrealizujemy tego czy tamtego, jak coś nie pójdzie po naszej myśli, jak nie opanujemy sytuacji to nigdy nie poczujemy się spokojni, bezpieczni i szczęśliwi i nie unikniemy mielizny dla nieudaczników, którzy nie radzą sobie z życiem. Co ciekawe w ostatecznym rozrachunku to czy jej unikniemy czy nie, niewiele zmienia. Dlatego, że nawet jeżeli z pozycji nienasyconego fantomu, który ciągle domaga się pokarmu w postaci nowych rezultatów z którymi można byłoby się identyfikować, osiągniemy to, co chcemy to z czasem znowu pojawi się jakaś pustka i niepokój. Wynika to zwyczajnie z natury iluzji. I znów czujemy się gorzej. Myślimy, że jak zrobimy jedną rzecz i kolejną rzecz i jeszcze pięć innych a sprawy ułożą się po naszemu to wreszcie będziemy spokojniejsi albo bezpieczniejsi. A co jak nigdy nie będziemy w życiu w pełni bezpieczni? A co jak nigdy nie będziemy mieli spokoju? I co jak to jest w dodatku normalne? Co wtedy? Dlaczego szczęście zawsze jest jutro a dziś jest tylko frustracja i niepokój? Bo pomyliłam zasadnicze rzeczy – powód mojej frustracji i niepokoju ze sposobem na ich uniknięcie. Wydaje mi się, że mnie wkurza to, że rzeczywistość staje mi na drodze do mojego planu na szczęście, ale tak naprawdę to ten plan na szczęście jest przyczyną nieszczęścia. Największym źródłem naszego niepokoju, lęku, frustracji i stresu jest samo tworzenie iluzji, działanie w celu zbudowania fantomu. W poprzednim filmie sporo o tym mówiłam.  Wrzucę link do tego filmu pod tym filmem, bo to jest tandem. Chcę jeszcze podkreślić, że bycie niezależnym od efektu wcale nie oznacza, że nie zależy nam na efekcie. Oznacza po prostu, że mamy elastyczny kontakt z rzeczywistością w ramach pracy nad czymś zamiast skostnienia i sztywności. Dostanę to czego chcę albo nie i obie możliwości są w porządku. Każdy rezultat będzie w porządku a ja mogę albo robić dalej to, co robiłam albo nie. To bardzo różni się od tego jak większość ludzi reaguje kiedy nie dostaje tego czego chce.

Przywiązanie vs. niezależność od efektu

Pod ostatnim filmem kilka osób zwróciło uwagę na to, że temat jest trochę abstrakcyjny i że dobrze byłoby podać kilka konkretnych przykładów niezależności od efektu. Na początek żeby to łatwiej zrozumieć możesz myśleć o przywiązaniu jak o manipulowaniu a o niezależności jak o życiu. W pewnym sensie to są dwie różne planety, dla różne sposoby na życie. W jednym przypadku musisz się namęczyć żeby po Twojemu w drugim po prostu robisz swoje i patrzysz, co będzie. Podam parę prostych przykładów z różnych obszarów.

Wyobraź sobie, że jest niedzielne przedpołudnie, jest jesień, świeci słońce, jedziesz ze znajomymi do lasu na grzyby. Macie zaplanowane konkretne miejsce, wyznaczoną trasę, wiecie gdzie macie dotrzeć. Po drodze okazuje się, że trasa, którą chcieliście dojechać na miejsce jest zamknięta. Niby jest objazd, ale jakoś źle oznaczony i jeździcie w kółko błądząc. Uparłeś się żeby dojechać w to właśnie miejsce, bo wiesz, że tam na pewno będą grzyby. Próbujesz znaleźć inną drogę. Odpalasz GPSa, ale nie bardzo chce działać. W końcu sfrustrowany zawracasz i wracacie do domu. Wszyscy są zmęczeni i niezadowoleni.  Drugi scenariusz wygląda tak – jedziecie na grzyby, jest objazd, próbujecie znaleźć drogę do miejsca, które znasz, ale jakoś ciężko idzie. Nie naciskasz, nie próbujesz na siłę znaleźć miejsca, które sobie wymyśliłeś. Na horyzoncie widzisz inny las, postanawiacie pojechać właśnie tam. Jest naprawdę pięknie, zbieracie jakieś grzyby, macie zaliczony spacer, wracacie do domu. Byliście w jakimś nowym miejscu, macie grzyby, zrobiliście coś innego, spontanicznego. Wszyscy są zadowoleni. Życie jest naprawdę prostsze kiedy tak się do niego podchodzi. Oczywiście to jest tylko jakiś przykład, ale z grubsza obrazuje sens tego o co mi chodzi.

Inny przykład – coaching. Niezależność od efektu świetnie widać w pracy coachingowej. W coachingu skupiamy się na zaufaniu procesowi, na żywej rozmowie z Klientem tu i teraz, na byciu z nim w danej chwili a nie na konkretnym rezultacie, chociaż on jest określony. Doświadczenie mówi mi, że właśnie to wszystko razem, ostatecznie przynosi najlepsze efekty. Niezależność od rezultatu to też po prostu pisanie książki zamiast myślenia o tym jak się sprzeda. Zamiast myślenia o konkretnej liczbie zrzuconych kilogramów to jest skupienie się na tym żeby mój kolejny posiłek dzisiaj był dobry i zdrowy. To skupienie na tym żeby wyjść na dłuższy spacer czy chodzić na siłownię. Nie masz pełnej kontroli nad tym ilu będziesz miał Klientów, ale możesz dobrze obsługiwać Klientów, których masz i starać się o nowych. Nie wiesz ile osób przyjdzie oglądać mieszkanie, które sprzedajesz, ale możesz zamieścić swoje ogłoszenie w kilku miejscach, wyróżnić je. Zamiast myśleć kim chcę się stać, to jest raczej myślenie w stylu kim jestem i co z tym dalej. Czy moje życie to odzwierciedla czy raczej skupiam się na budowaniu fantomu?

W skrócie można powiedzieć, że niezależność od efektu w praktyce oznacza, że prowadzisz aktywne życie skupione na prawdziwym rozwoju i postępie, przez stawianie czoła swoim lękom, frustracjom i niepewności, które stoją Ci na drodze do życia swoim życiem. A to wszytko zamiast budowania struktury, która ma Ci to życie zastąpić i ochronić Cię przed stawianiem czoła temu, co trudne. Niezależność od rezultatu oznacza, że jesteś w stanie żyć z pewną dozą niepewności, brakiem 100% poczucia bezpieczeństwa, bez potrzeby kontrolowania i duszenia wszystkiego. Możesz czegoś nie wiedzieć, nie znać swojej przyszłości i jednocześnie mieć zaufanie zamiast kurczowego trzymania się planu. Co nie oznacza braku planu, podkreślam to. Wtedy po prostu żyjesz – nie za tydzień, nie za miesiąc ani nie za rok, nie dopiero wtedy kiedy już zrealizujesz to czego chcesz, tylko żyjesz dzisiaj, teraz. To brzmi dobrze. Pytanie jak rzeczywiście w praktyce różni się życie kogoś kto jest niezależny od efektów od życia kogoś kto za wszelką cenę próbuję osiągnąć konkretne, określone rezultaty? Czy w ogóle warto się tym zajmować i zastanawiać nad tym?

Dwie planety

To, co jako pierwsze rzuca się w oczy to to, że osoba niezależna od efektu żyje pod dużo mniejszą presją, nie ma tyle stresu, nie dręczą jej tak bardzo niepokoje i frustracje. Chociaż miewa napady wątpliwości to to nie jest jej codzienność. To z jednej strony. Z drugiej strony żyje jednak na krawędzi w tym sensie, że nie wie co będzie, nie wie jak będzie, godzi się z tą niewiedzą i rozwija się przez autentyczne działanie. Ma w głowie jakiś efekt, chce żeby jakoś było, ale podchodzi do sprawy swobodniej dzięki temu łatwiej jej się skupić na robieniu, na samej pracy tu i teraz. Nie marnuje energii mentalnej i twórczej na wątpliwości i lęki o to jaki będzie efekt i jak inni go ocenią. To akurat dobrze dla efektu, bo przecież efekt zależy w dużym stopniu od jakości pracy dzień po dniu. Osoba niezależna od efektu często jest w stanie flow – całkowicie zanurzona w tym, co robi. To jest jej źródło zadowolenia i satysfakcji z pracy. Taka osoba ma więcej odwagi i pewności siebie w działaniu, jest bardziej nieustraszona. Coś może pójść nie po jej myśli, ale to niewiele zmieni. Porażka czy ocena innych ludzi mają znaczenie, ale nie są blokadą w działaniu. W tym sensie niezależność od efektu pomaga radzić sobie z perfekcjonizmem a dzięki temu człowiek szybciej uczy się na błędach zamiast bać się popełniania ich. Tutaj efekt nie musi być perfekcyjny, on jakiś będzie, naszą odpowiedzialnością jest robienie a nie martwienie się o to, co z tego wyjdzie. To jest trochę jak z tym pytaniem – co byś zrobił czy chciał osiągnąć gdybyś wiedział, że nie możesz ponieść porażki? W sumie osoba niezależna od efektu jest w takim miejscu na poziomie wewnętrznym – nie może ponieść porażki, bo każda chwila spędzona na działaniu i odbieraniu informacji zwrotnej jest związana z autentycznym rozwojem – czyli z uznawaniem rzeczywistości i robieniem jej miejsca, odbieraniem i wdrażaniem. Bywa też tak, że coś, co z zewnątrz dla innych wygląda jak porażka, dla niej jest po prostu kolejnym krokiem do tego żeby zasypywać przepaść między tym, co wewnątrz a tym, co na zewnątrz. Taka osoba nie próbuje kontrolować ludzi ani rzeczy. Pozwala im być i pozwala im odejść, ale to nie znaczy, że jej na nich nie zależy. Taka postawa pozwala po prostu na większe ryzyko, uwalnia od potrzeby uzyskiwania rzeczy z zewnątrz żeby zasypać pustkę wewnątrz. Uwalnia też od mentalności ofiary, zamiast obwiniania innych, że nie dają nam tego czego od nich chcemy czy potrzebujemy pozwala po prostu przyjąć do wiadomości starą prawdę, która mówi – jesteśmy sami. I zamiast uciekać od tego przez budowanie relacji, dobrze jest budować relacje, które pomagają oddychać i kwitnąć i które wspierają nas wszystkich w tej fundamentalnej samotności. Niezależność od efektu daje też względną wolność od tego, co było kiedyś – od porażek z przeszłości od bagażu związanego z opiniami innych ludzi czy z naszymi przekonaniami. To jest postawa zaufania do życia a nie postawa lękowa względem życia. To od nas zależy czy weźmiemy to co się pojawi i to wykorzystamy czy zdyskredytujemy i stwierdzimy, że świat jest do niczego. Zwykle patrzymy przez pryzmat swojej ograniczonej perspektywy, która powoduje, że widzimy świat ograniczonych możliwości. Myślimy, że może dla nas czegoś zabraknie, myślimy, że jak stracimy jedną szansę to więcej szans już nie będzie nawet jak nie służy nam to w czym tkwimy. Między innymi dlatego tkwimy w relacjach, które nam nie służą, dlatego tkwimy w pracy, której nie znosimy – bo może już nic lepszego na nas nie czeka a jak stracimy to, co mamy to świat się rozsypie na kawałki.  Osoby niezależne od efektów łatwiej sobie radzą z taką niepewnością, nie czekają na żadne specjalne warunki do tego żeby działać i to czasem kompletnie nie wiedząc gdzie to działanie je zaprowadzi. Są bardziej gotowe na to żeby słuchać tego czego chce od nich życie, zamiast próbować na siłę ustawiać życie pod to czego chcą. To jest dość mocno połączone z życiowym celem o którym mówiłam nie tak dawno temu. Zanim zdecydujesz kim będziesz, nastaw się na odbiór, posłuchaj kim jesteś. Zanim zdecydujesz co jest dla Ciebie ważne, posłuchaj jakie wartości są Ci naturalnie bliskie, co jest dla Ciebie ważne. Niezależność od efektu umożliwia usłyszenie i zobaczenie tego, czego chce od nas życie i rzeczywistość. Możemy złapać z tym kontakt tylko wtedy kiedy nie jesteśmy zafiksowani na jedną jedyną słuszną możliwość. Niezależność od efektu po prostu oznacza to, że przestajemy kopać się z koniem, zamiast tego dosiadamy tego konia. To jest życie zgodne z prawdą, cokolwiek to jest. I tutaj pytanie do Ciebie. Zadawałam je już w poprzednim filmie w innej formie. Na ile Twoje cele i marzenia wynikają z tego, że chcesz na ich fundamencie zbudować siebie, stworzyć siebie a na ile wynikają z fundamentu, który już w Tobie jest? Czujesz to, wiesz to. Ostatecznie to jest wybór pomiędzy fragmentacją a całością. Pierwsza planeta oznacza całość. Teraz czas na konsekwencje przywiązania do efektu.

Konsekwencje przywiązania do efektów

Na drugiej planecie panuje stres, presja, lęk, frustracja i autosabotaż. Generalnie niezadowolenie z życia. Przywiązywanie się do efektów na śmierć i życie powoduje, że człowiek robi się zdesperowany, reaktywny, zestresowany i zniecierpliwiony. Presja powoduje, że praca jest ciężka, trudna, nieprzyjemna, pojawia się perfekcjonizm, ciężko się do czegokolwiek zmobilizować, bo każdy krok jest związany z dużym ryzykiem. Od tego jaki będzie rezultat zależy tutaj być albo nie być. Bo jak nie wyjdzie, to co zostanie? Na czym zbudujemy swój fantom? Jak unikniemy prawdy o sobie? Jak ukoimy swoje lęki, samotność i stres? Przez przywiązanie do efektu cierpi wiele rzeczy. Między innymi jakość pracy, bo duża część energii mentalnej jest zużywana na to żeby ciągle walczyć z lękami, wątpliwościami i obawami. Taka osoba staje się zamknięta na inne rozwiązania, nie dostrzega możliwości, jakichś wskazówek, rozwiązań, bo jest zafiksowana na jedną jedyną możliwość. Nie jest receptywna tylko reaktywna. Nie ma tu miejsca na rzeczywistość, ma być według jednego scenariusza. A taka postawa kosztuje masę wysiłku, trzeba wszystkim kierować, manipulować, wszystko kontrolować. Tu nie ma zaufania, tu jest nieufność do świata i wymuszanie rezultatów. A to przypomina walkę z wiatrakami, jest wyczerpujące i często bez sensu, bo życie ma to do siebie, że i tak zaniesie Cię gdzie chce. To nie znaczy, że masz płynąć z prądem jak śnięta ryba, ale chodzi o to żeby prąd wykorzystywać do naturalnego podążania z nim. Poza tym silny nacisk na efekt może też powodować, że dość szybko i łatwo będziesz  rezygnował z czegoś, jeżeli efekty nie przyjdą tak szybko jak byś tego chciał. W ogóle zastanawiam się ile tak zwanych porażek, narodziło się z powodu przyklejenia się do określonych rezultatów w określonym czasie. Myślę, że sporo. Poza tym zwykle osoby mocno przywiązane do rezultatów swoich działań są po prostu nieszczęśliwe, frustruje je codzienność, praca którą muszą wykonać, bo liczy się tylko to co z tego wyjdzie gdzieś tam kiedyś w przyszłości i to nie ma końca – zawsze chodzi o coś w przyszłości. Nie ma ich tu i teraz, ciężko mówić o stanie flow i o satysfakcji z pracy w takich warunkach. Takim osobom trudniej działać, bo paraliżuje je strach przed tym, że rezultat będzie słaby, że ktoś wyśmieje to co robią. Są zdane na łaskę innych i na łaskę świata. Nie współpracują z nim dlatego, jak ja to mówię – są wleczone przez los. To wszystko o czym dzisiaj mówię ma dla mnie szczególne znaczenie, bo nasze doświadczenie świata zawsze będzie miało swoje korzenie w tym czy jesteśmy w prawdziwej czy w nieprawdziwej relacji ze sobą. Bo jak już mówiłam – świat to Ty a Ty to świat. I może sobie teraz myślisz, dobra to zrobię tak… od dziś olewam efekty, będę robił wszystko żeby się od tego odciąć. Zanim to zrobisz posłuchaj czemu to niekoniecznie jest najlepszy pomysł.

Niezależność od efektu vs oderwanie od efektu

Odcięcie może się wydawać lepsze od postawy – muszę to mieć, ma być po mojemu, muszę być w relacji z tą i z tą osobą. Ale czy tak jest rzeczywiście? Nie za bardzo. A to dlatego, że próba odcięcia się, oderwania się od efektu w taki siłowy, mało naturalny sposób jest formą przywiązania. Dlatego, że każda rzecz ma korzenie w swoim przeciwieństwie – noc istnieje, bo istnieje dzień, czarne, bo istnieje białe. I analogicznie, jeżeli przyjmiemy, że przeciwieństwem przywiązania od efektu jest oderwanie od efektu, to dalej tkwimy w tym samym. Próba oddzielenia jest reakcją na przywiązanie. Czyli nie chcę być przywiązana więc się oddzielę, odseparuję. Rozwiązanie jest inne. Rozwiązaniem jest zrozumienie tego skąd w ogóle przywiązanie i jakie to jest przywiązanie? Co mi daje? Jaka jest natura fantomu? Czemu rezultat jest aż taki ważny dla jego istnienia? Jak on się ma do mnie? W kogo mamy się dzięki niemu zmienić? Bardziej w siebie czy bardziej w kogoś innego? Przed czym mnie chroni? Generalnie przywiązanie na pewno daje nam jakiś spokój, bezpieczeństwo, stabilność, myślę, że właśnie tego w przywiązaniu szukamy. Niestety przynosi też niepokój i lęk. A  my kombinujemy jak możemy byle po prostu nie zrobić czegoś uczciwie, mam wrażenie. A tu tylko o to chodzi. Pomoże uczciwe przyjrzenie się sprawie. W efekcie  – parafrazując – to będzie jeden krok dla Ciebie, ale jeżeli zrobi go wielu ludzi to będzie wielki skok dla ludzkości.

MAGDA ADAMCZYK

5 Komentarze

  1. Beata pisze:

    Pani Magdo , bardzo dziękuję za każde słowo wypowiedziane tak merytorycznie , jasno i bez ogródek . Dziękuję za mój rozwój w którym Pani uczestniczy . Wdzięczna 51 latka

  2. Marzena pisze:

    Bardzo ciekawy i przydatny przekaz. Dziękuję pani Magdo 🙂

  3. Pani Magdo…zawsze po wysłuchani Pani wykładu zadaje sobie pytanie jak mogła by Pani trafić z ta wiedza do szkoły do liceum pod tzw „strzechy” …?Ja osobiście gdybym miała taki przekaz w latach licealnych miała bym łatwiej a może trudniej w życiu ale prawdziwiej .To nic cieszę .ze teraz mogę to odkrywać …pomaga.. Zycze pomyślności .

  4. Katarzyna pisze:

    Witaj Magda
    Słucham Cię już od jakiegoś czasu.
    Wszystko co mówisz- kupuję bezwarunkowo.
    Nie znajduje w Twoim przekazie kszty manipulacji.
    Jesteś na wskroś obiektywna.i do bólu szczera.
    Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to , że dajesz klucz do drzwi od dawna zatrzaśniętych, z zamkiem dawno zardzewiałym. 🙂
    Fantomy? ! – Jestem , a moze pomału bylam mistrzynią w ich tworzeniu, karmieniu ich.
    Ale myślę, że, aby zrozumieć to o czym mówisz trzeba kilka takich wyhodować.. Zaznać tej pustki po peknieciu bańki pt. zobaczcie jaka jestem świetna, jak to świetnie zrobilam tak jak chcieliście. !!!
    Tyle tylko , gdzie byłam w tym wszystkim „Ja”?
    Chyba nadal nie wiem gdzie jest moje Ja i kim ono jest.
    Ale może przestanę się zapuszxzac w te ślepe uliczki i zacznę PATRZEC i WIDZIEĆ.
    Tak spontanicznie chce wyrazić wdzięczność losowi , że pozwolił mi trafić na Ciebie
    Może zechce mnie on (ten los) poprowadzić, a nie tak wlec wciąż to tu to tam. 🙂
    Nie powiem – zawlukl mnie już w kilka pięknych miejsc, Ale z moim pozamykanym umysłem i sercem, nie wszystko udalo mi się tam należycie dostrzec, popodziwiać i pozachwycać..
    Pozdrawiam serdecznie i proszę – nie przestawaj:)
    PS. Brakuje mi na Twojej stronie spisu tytułów wszystkich Twoich filmów i możliwości ich wyszukania po tytule. Do wielu chętnie powracam. Z malym wysilkiem , udaje mi się to oczywiście , ale nie zawsze znjduje filmy powiązane tematycznie o których często wspominasz.

    .

  5. Magda pisze:

    Niesamowity przekaz. Jestem pod wrażeniem. Dzięki takiemu spojrzeniu zaczynam rozumieć moją prokrastynację i walkę z perfekcyjnością, która zabija kreatywność, gdyż będąc nastawioną na idealny efekt, nie próbuję nawet zacząć cokolwiek robić, bo i tak suma sumarum będę niezadowolona. Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję 🙂
    .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *