Najważniejszy Błąd Jaki Możesz Popełnić w Swoim Rozwoju

Dzisiaj opowiem o największym błędzie jaki możesz popełnić w swoim rozwoju.

Najważniejszy błąd…

Myślę, że błąd o którym będę mówiła dzisiaj, popełnia prawie 100% osób zainteresowanych rozwojem. To jest tak popularny błąd, że prawie nikt nie zauważa, że to jest błąd. Ale to właśnie ten błąd powoduje, że inwestujemy czas, wysiłek i energię w coś czego tak naprawdę nie można nazwać prawdziwym rozwojem. Chociaż my tego nie widzimy, wydaje nam się, że wszystko jest w porządku, właśnie przez ten błąd. Ale popełnianie tego błędu i ignorowanie go ma ogromne konsekwencje, bo nie tylko prowadzi do tego, że zajmujemy się nie tym, co trzeba w naszym rozwoju, ale w tym czasie kiedy to robimy, umyka nam prawdziwy rozwój i wzrost. Co mam na myśli? Co to za błąd?

Ten błąd to pomylenie prawdziwego rozwoju z fałszywym rozwojem i zaangażowanie się w fałszywy rozwój, który przynosi nam tylko pozorny wzrost. I to brzmi trochę tajemniczo, co to za fałszywy i prawdziwy rozwój. Jak to rozróżnić, przecież się ciągle rozwijam, uczę się, piszę doktorat i staram się o awans. Skoro mam cele i je realizuje to jest chyba rozwój prawda? To zależy, to potrafi być bardzo mylące. Wydaje nam się, że kiedy realizujemy kolejne cele i osiągamy kolejne poziomy to to znaczy, że się rozwijamy, że jest progres i postęp, ale wcale nie musi tak być. Prawda o naszym rozwoju i wzroście jest taka, że często angażujemy się w maskaradę rozwoju. W rzeczy, które tylko udają, że pomagają nam wzrastać a w rzeczywistości powodują, że nasz potencjał pozostaje w ukryciu a my karlejemy i oddalamy się od prawdziwego wzrostu. Jak to jest w ogóle możliwe? Mówiłam już trochę na ten temat  filmie, który ma tytuł – ‘Jak Doskonalenie Się Blokuje Twój Rozwój’, ale dzisiaj chcę bliżej przyjrzeć się temu tematowi i trochę głębiej w niego wejść i go poszerzyć. Bo myślę, że zaangażowanie się w fałszywy rozwój ma nie tylko ogromne konsekwencje dla jednostki, dla człowieka po prostu, ale też powoduje masę nieporozumień w związku z samym rozwojem i prawdziwym celem rozwoju.

Jak się naprawić

Najpierw zobaczmy jak zabieramy się za nasz rozwój. Jak to się odbywa? Przeważnie konsumujemy masę treści, czytamy książki, chodzimy na różne spotkania i seminaria, słuchamy filmów na Youtube. I robimy to wszystko z określoną intencją. I ta intencja zwykle to to, że chcemy się naprawić, poprawić coś w sobie, pozbyć się niedoskonałości i wszystkich problemów jakie myślimy, że mamy ze sobą. Ale prawdziwy problem polega tu na tym, że jeżeli tak postawimy sprawę, to tak naprawdę celem naszego rozwoju, celem wszystkiego, co robimy niby dla swojego rozwoju, staje się naprawienie tego co jest z nami nie tak. To nawet nie jest rozwój, bo ciągle jesteśmy pod kreską, poza normą. Poza tym taki rozwój już na starcie jest podszyty niechęcią do tego jacy jesteśmy teraz a nawet w skrajnych przypadkach nienawiścią do siebie. Próby pozbycia się tej nienawiści i niechęci przez pozbycie się swoich wszystkich niedoskonałości, stworzenie jakiegoś wizerunku na zewnątrz dzięki rozwojowi – to jest dokładnie to, co nazywam fałszywym rozwojem, który tylko maskuje tę nienawiść i niechęć. On służy tylko podmalowaniu ego i jest grą, która przykrywa to, co rzeczywiście dzieje się za kulisami. A za kulisami nie jest przyjemnie. Bo są tutaj wszystkie nasze braki, problemy, niedoskonałości, brak akceptacji, brak zadowolenia z siebie, chęć przypodobania się innym na siłę, chęć bycia najlepszym ze wszystkich. I ten cały rozwój ma nam dać to wszystko czego nam brakuje. I może to jest mocno powiedziane, ale naprawdę myślę, że tak jest – fałszywy rozwój tylko maskuje naszą niechęć do samych siebie i maskuje to, że jakaś część nas nie jest przez nas akceptowana. Tak naprawdę chcemy się jej pozbyć albo chcemy coś uzyskać z zewnątrz żeby poczuć się wreszcie ze sobą dobrze. Ale w tym tkwi wewnętrzny konflikt. On jest wbudowany w to. Bo ten niby pozytywny rozwój, który ma nas ponaprawiać w takim układzie służy bardziej do zduszenia jakiejś części nas, przez różne techniki czy praktyki, niż do prawdziwego rozwoju. Może chodzi Ci o to żeby pozbyć się czegoś zupełnie ze swojego życia przez rozwój – może gniewu, może chcesz pozbyć się nieśmiałości, strachu, niepewności, może chcesz stłumić swoją wrażliwość, delikatność. Krótko mówiąc  – chcesz zniszczyć wszystko to, co Twoim zdaniem przynosi Ci jakieś cierpienie. Ale to nie jest rozwój, bo w ten sposób na zawsze zostaniesz osobą, która nienawidzi jakiejś części siebie i będziesz się ją starał usunąć, zlikwidować. To jest taka trochę krucjata w imię wyższych wartości, gwałcąca regularnie wyższe wartości, przez swoje metody obrony wyższych wartości. Pytanie czy to jest rozwój? Nie wydaje mi się. Wycinanie z siebie tego, co nam się nie podoba nie jest rozwojem, jest zwalczaniem. Rozwojowa w tej sytuacji byłaby akceptacja i obserwacja a nie zwalczanie i nienawiść. Te aspekty nas, których nie chcemy powinny znaleźć się w świetle naszej uwagi i świadomości,  one powinny zostać zaakceptowane a potem ewentualnie zmienione. Ja wiem, że nie tak sobie wyobrażamy zmiany, ale tak to właśnie najlepiej robić. To jest proste, ale jak to się dzieje? Kiedy zostawiasz te rzeczy takimi jakie są, akceptujesz je wtedy odkrywasz paradoks zmian – zostawienie tego czegoś czego nie chcemy, samemu sobie w końcu nas przekształca. Jest coś takiego w psychologii jak paradoksalna teoria zmian –  chodzi o to, że zmieniamy się dopiero wtedy kiedy staniemy się sobą i doświadczymy samych siebie w całej pełni bez dzielenia się na to co dobre i złe, bez dzielenia się na to czego chcemy i czego nie chcemy. I to jest pierwszy krok do zmiany. Nie tak to sobie wyobrażamy, ale stawianie jednej części siebie w opozycji do drugiej nie jest rozwojowe. Dlatego trzeba skończyć z próbami samodoskonalenia, które napędzają te podziały, nie o to chodzi w rozwoju i nie po to tu jesteśmy. Ale ciężko nam się powstrzymać, dlatego dalej próbujemy się udoskonalać. I za każdym razem kiedy znajdziesz jakiś sposób na swój problem albo coś poprawisz to czujesz ten miły przypływ dopaminy. Myślisz, że jest jakiś postęp. Rozsadza Cię chwilowa euforia, bo oto znalazłeś kolejne rozwiązanie na swój kolejny problem. Brawo – zostało Ci jeszcze tylko 678 problemów i rozwiązań do znalezienia, a to jest ledwo początek, punkt zero z którego zacznie się dopiero Twój prawdziwy rozwój. Mam nadzieję, że widzisz ten absurd. Naprawianie się jest uzależniające, nigdy się nie kończy. U podstaw tego uzależnienia leży przekonanie, że coś jest z Tobą nie tak a to raczej nie będzie pomagało. Właśnie dlatego mówię, że ten niby pozytywny rozwój tak naprawdę jest formą maskowania niechęci do samego siebie, do jakiejś części samego siebie, która Ci się nie podoba i którą chcesz usunąć. Prawie każdy chce w sobie coś zmienić, naprawić. Najpierw szukamy tego, co jest z nami nie tak a potem sposobów żeby to zmienić i czasem nawet się udaje. Wygląda na to, że dokądś zmierzamy, coś osiągamy i to jest całkiem miłe uczucie. Liczymy na to, że pewnego dnia będzie już dobrze, ale to się nie skończy. To prowadzi mnie do najważniejszego zdania w tym filmie: TO CO ROBIMY, MAM NA MYŚLI TE UPARTE PRÓBY NAPRAWIANIA SIĘ, ZMIENIANIA SIĘ, WALKI O DOSKONAŁOŚĆ – TO NIE JEST PRAWDZIWY ROZWÓJ.

Może Cię to trochę dziwi albo zaskakuje, bo do tej pory tak właśnie myślałeś o rozwoju, ale naprawdę nie o to tu chodzi, to nie jest prawdziwy rozwój, to nie jest żaden wzrost. To wszystko wychodzi z poziomu braku, z poziomu bycia niewystarczająco dobrym i potrzeby stania się wystarczająco dobrym według jakiegoś standardu. To co już powiedziałam – fałszywy rozwój opiera się na zamaskowanej i desperackiej próbie wyzwolenia w sobie jakiegoś uczucia wewnątrz. To naprawianie się ma sprawić, że jakoś się poczujemy – poczujemy się przez chwilę pełni i spełnieni. Przez parę minut jak coś nam się uda poprawić możemy czuć, że mamy rzeczywiście jakąś wartość. To nie jest prawdziwy wzrost. Dlaczego? Bo samo wyrywanie chwastów nie powoduje, że wyrastają kwiatki. Ale niestety cały biznes rozwojowy opiera się właśnie na próbach naprawiania, kompletnego przerabiania ludzi. I to jest świetny biznes, bo zawsze znajdzie się coś, co trzeba naprawić. Jak tylko uporasz się z jednym, nagle słyszysz o drugim albo zauważasz coś jeszcze w sobie, co trzeba naprawić. I myślisz sobie – no tak, muszę wejść na kolejny poziom, a potem na kolejny poziom, a potem na kolejny. Patrzysz na te wszystkie poziomy i widzisz niekończące się schody, których pokonywanie ma Cię rzekomo rozwinąć. Ale gdzie te kwiatki? Kiedy chwasty znikną i będzie można zająć się kwiatkami? Jeżeli tak podejdziemy do rozwoju – to nigdy. W międzyczasie prawdziwy rozwój i prawdziwy wzrost omija nas niezauważony, szerokim łukiem. Mija czas a my w rzeczywistości wcale nie jesteśmy dalej niż byliśmy na początku, bo oto nagle pojawiła się kolejna niedoskonałość, którą trzeba się zająć. I tak w nieskończoność.

Naprawianie się a rozwój

W ten sposób możesz mieć wrażenie, że naprawdę się rozwijasz. Myślisz sobie, tak właśnie o to chodzi, jestem coraz bliżej ‘najlepszej wersji siebie’. Nie wiem, ale zawsze jak mówię to zdanie to mi się gorąco robi, bo co ono właściwie oznacza? Że jak założysz kolejną maskę, lepszą maskę, ulepszysz się to będzie jakoś lepiej? Kolejna wersja będzie niby lepsza? A gdzie prawdziwa wersja? W tym nie ma Ciebie a jeżeli nie ma w tym Ciebie to będzie zawsze fałszywy rozwój.  Bo dalej będziesz uwięziony w fantazjach o uleczeniu swoich wszystkich niedoskonałości i braków przez tak zwaną ciężką pracę nad sobą. Fałszywy rozwój dobrze się maskuje. Może myślisz, że się rozwijasz, bo na przykład w pracy idzie Ci coraz lepiej, dostałeś awans i podwyżkę, ale w rzeczywistości walczyłeś o to tylko po to żeby udowodnić sobie swoją wartość, kupić sobie poczucie własnej wartości, poczuć się ważnym – żeby się naprawić. To nie będzie Twój rozwój. Może piszesz doktorat, ale wcale nie dlatego, że chcesz zgłębić jakiś temat, który Cię interesuje, ale po to żeby poczuć się wartościowym, lepszym od innych, mądrzejszym, ważniejszym i po to żeby wszystkich wyprzedzić. Wydaje Ci się, że jak napiszesz ten doktorat to tak właśnie będzie. Albo chcesz się uczyć nowego języka i wybierasz akurat niemiecki, bo teraz może opłaca się uczyć niemieckiego, ale tak naprawdę to Cię kompletnie nie interesuje. I wydaje się, że to wszystko jest rozwój, przecież posuwasz się jakoś do przodu, uczysz się nowych rzeczy, ale to nie jest żaden rozwój. To jest znów walka o uleczenie się. To jest kolejna próba zrobienia sobie czegoś w środku za pomocą czegoś z zewnątrz, przez środek jakim jest tak zwany rozwój osobisty i cele, które nic dla Ciebie nie znaczą. To jest znów próba naprawienia się w jakiś sposób, usunięcia tego, co Ci się nie podoba. Niby się ulepszasz, poprawiasz coś, ale tak naprawdę te rzeczy nie mają dla Ciebie głębszego znaczenia. One są po to żebyś coś mógł udowodnić sobie i innym. To nie jest prawdziwy i głęboki rozwój, to nie jest wzrost chociaż wygląda to inaczej, ale pozory mylą. Możesz sobie pomyśleć teraz i co z tego, że tak jest? I co w tym złego, że tak robię? Dlaczego to jest niby wszystko takie straszne i złe?

Jeżeli zależy Ci na trwałej satysfakcji; na byciu niezależnym od opinii innych ludzi; na byciu autentycznym; na tym żeby Twoje poczucie własnej wartości było niezależne od zewnętrznych rzeczy a właściwie żeby w ogóle przestało się liczyć; jeżeli zależy Ci na tym żeby zadowolenie z siebie, poczucie pełni, wiara w siebie i odwaga były w Twoim życiu – to rozsądnie będzie odpuścić próby leczenia swojej niewidzialnej choroby i naprawiania siebie. Ale jeżeli lubisz wiecznie walczyć o bycie takim jakim wydaje Ci się, że powinieneś być; jeżeli lubisz często doświadczać rozczarowań i już nigdy nie móc przestać gonić za doskonałością i przestać się naprawiać – to z całego serca polecam fałszywy rozwój.

Założę się, że masz już za sobą historię różnych napraw i udoskonaleń. Ale przyjrzyj się sobie uważniej teraz. Co jest teraz z Tobą nie tak? Poszukaj tego. Co by Ci pomogło? Więcej pewności siebie, mniej materializmu więcej duchowości, więcej pieniędzy, więcej seksu? Co by to było? Przypomnij sobie ostatnią rzecz, która miała Cię naprawić raz na zawsze, przypomnij sobie kiedy dostałeś to czego chciałeś i co myślałeś, że Cię naprawi. Czy naprawdę naprawiło Cię na zawsze? Jeżeli tak to świetnie, ale szczerze w to wątpię. Bo zawsze jest coś więcej i to się nigdy nie kończy. Zawsze jest coś z Tobą niby nie tak i uporanie się z tym wszystkim przypomina drugą pracę na pełny etat. To co ma nas naprawić nosi różne nazwy – oświecenie, duchowość, medytacja, sukces, miłość, uwaga, pieniądze, sława, doskonałość, partner, dyscyplina. Co Ciebie ma naprawić? Przyjrzyj się swoim celom i zobacz na ile są dla Ciebie ważne rzeczywiście a na ile mają Cię naprawić.

Prawda jest taka, że na podstawowym i głębokim poziomie nie trzeba nam żadnej naprawy, nie to jest potrzebne. I co mnie zawsze zaskakuje to ta pewność w tym, że coś jest jednak potrzebne i że coś jest jednak z nami nie tak, że coś trzeba naprawić. A może wcale nie trzeba? Zamieniłabym chętnie tutaj tą pewność na wątpliwość. Kiedyś w filmie o akceptacji powiedziałam, że akceptacja jest początkiem jakiegokolwiek prawdziwego rozwoju i wzrostu. Przypomnę, że akceptacja w żadnym razie nie oznacza bierności. Podtrzymuję to wszystko rękami i nogami. Bo przez przyjmowanie różnych rzeczy z akceptacją znikają przeciwieństwa – znika doskonałość i niedoskonałość, znika dobro i zło, one po prostu są częścią tej samej całości. Nie ma co naprawiać i stąd zaczyna się prawdziwy wzrost. Ale przez to, że ciągle szukamy i widzimy te dychotomie w naszym życiu, ciągle doświadczamy wewnętrznego konfliktu, ciągle jedna część działa przeciwko drugiej. Ta dobra część nas chce zwalczyć tę złą i niepożądaną. Ale możemy to rozwiązać mądrzej. Możemy przekroczyć konflikt dzięki usunięciu tych dychotomii przez akceptację ich jako części jednej, pełnej całości i przez rezygnację z doskonalenia się. Przez rozwijanie i wyrażanie tego, co już mamy w środku a co do tej pory było zakopane pod tym wszystkim, co jest nie tak. Akceptacja całości pozwala temu wypłynąć. Pozwala na zajęcie się prawdziwym wzrostem a nie usuwaniem tego, co postrzegamy jako defekty i braki. To się wydaje wszystko skomplikowane, bo skąd właściwie masz wiedzieć czy rozwijasz się naprawdę czy to wszystko to jednak maskarada? Czym różni się fałszywy rozwój od prawdziwego rozwoju?

Fałszywy rozwój vs prawdziwy rozwój

Najważniejsza różnica pomiędzy prawdziwym rozwojem i fałszywym rozwojem to to z jakiego miejsca rozpoczynasz swój rozwój i co jest w tym rozwoju najważniejsze. Czy Ty czy Twoje ego. Czy rozpoczynasz z pozycji autentyzmu, akceptacji, pełni, bycia kompletnym człowiekiem czy z pozycji bycia niewystarczająco dobrym i uszkodzonym człowiekiem. To jest ogromna różnica. Jeżeli startujesz z pozycji braku będziesz szukał czegoś, co wypełni pustkę. Jeżeli będziesz miał poczucie bycia niewystarczająco dobrym, będziesz starał się udoskonalać, ulepszać. Ale jeżeli startujesz z pozycji pełni, będziesz wzrastał, bo będziesz całością bez tego wewnętrznego konfliktu, który Cię rozdziera w przypadku fałszywego rozwoju. Ale na czym jeszcze polega różnica pomiędzy fałszywym i prawdziwym wzrostem?

Fałszywy wzrost to rozwijanie swojego ego, swojej osobowości przez próby udoskonalania się. W ten sposób skupiasz się na ego i osłabiasz samego siebie. Robisz w ogóle wiele rzeczy z poziomu ego. Robisz je żeby być najlepszym, żeby coś udowodnić sobie i innym, żeby być bogatszym niż inni, mądrzejszym niż inni. Nie robisz ich dlatego, że one są Ci bliskie i ważne dla Ciebie tylko po to żeby coś zademonstrować sobie i innym. Twoje cele są podporządkowane udoskonalaniu się a przez to Twój rozwój do tego się sprowadza. Ego lubi się porównywać, lubi konkurować, nieważne w czym, ważne żeby być najlepszym. Taki rozwój to jest często bezsensowna pogoń za kolejnymi, nowymi doświadczeniami, za kolejnym przypadkowym celem, za próbowaniem ciągle nowych rzeczy, które może wcale Cię tak naprawdę nie interesują, ale one dobrze wyglądają na liście Twoich osiągnięć i sukcesów, to wszystko. Dlatego je robisz. Fałszywy rozwój rozpoznasz po ciągłym braku nasycenia, który mu towarzyszy, po braku trwałej satysfakcji. Bo w tym rozwoju chodzi o zaspokojenie pragnień ego, których tak naprawdę nie da się na stałe zaspokoić. Chodzi o to poczucie, że jesteś naprawdę dużo wart i chcesz to udowodnić, w tym rozwoju musisz to ciągle udowadniać, nie masz szans na zdobycie tego na stałe. Przez fałszywy wzrost, czyli przez chęć rozwijania swojego ego będziesz brnął w nieważne dla siebie rzeczy, które owszem może są ciekawe, ale w sumie gdzieś tam głęboko w ogóle nie będą się dla Ciebie liczyły, bo fałszywy rozwój jest bardzo powierzchowny. Niby się czegoś uczysz, robisz coś, masz jakieś cele, ale to nie jest dla Ciebie ważne. To jest coś co nazywam pustymi celami. To są cele, które osiąga się właśnie po to żeby coś sobie zrobić w środku albo coś pokazać na zewnątrz. One wynikają z poczucia bycia niewystarczającym a nie z tego, co jest dla Ciebie ważne. Może czytasz książki, których nie lubisz tylko dlatego, że dobrze jest je znać. Albo słuchasz muzyki, która Cię męczy tylko po to żeby zaimponować komuś albo poszerzyć swoje horyzonty. Może próbujesz stworzyć swój własny biznes żeby wejść na ten kolejny poziom rozwoju i skupiasz się tylko na tym ile pieniędzy Ci to ma przynieść i wydaje Ci się, że to jest świetny pomysł, ale potem rezygnujesz w połowie drogi, bo tak naprawdę kompletnie Cię to co masz robić nie interesuje. Jeżeli tak robisz i brniesz w takie rzeczy, to tracisz czas, to nie jest rozwój. Mistrzostwo nie ma nic wspólnego z tymi przypadkowymi, bezsensownymi dla Ciebie rzeczami, które robisz, bo robisz żeby coś tam. Nie ma nic wspólnego z ego, z robieniem tego co inni i z czekaniem na ich akceptację. Ma więcej wspólnego z przebudzeniem się z tych fantazji o uleczeniu, z akceptacją i celowaniem w to co jest rzeczywiście ważne dla Ciebie. To wszystko zamiast pogoni za kolejnym osiągnięciem, którym można się pochwalić w towarzystwie i poczuć się dobrze przez chwilę. Ale nigdy tak do końca nie czujesz się dobrze.

Prawdziwy wzrost to zupełnie coś innego. Nie chodzi tu o osiągnięcie kolejnego wymyślonego poziomu ani jakiegoś celu. Prawdziwy wzrost o to nie dba. Nie dba o szukanie czegoś na zewnątrz, polega na wewnętrznej przemianie. Chodzi o świadomość, że już jesteś cały, niczego Ci nie brakuje i niczego nie trzeba dodawać, zmieniać. Jesteś już gotowy, nie musisz niczego naprawiać. Prawdziwy rozwój polega na pojęciu tego, przyjęciu tego i odważnym odkrywaniu tego, co ważne dla nas i dążeniu do tego. To nie wyklucza używania różnych narzędzi, ale prawdziwy rozwój nie ma nic wspólnego z poprawianiem osobowości i ego, chociaż sam w sobie może wiele rzeczy poprawić. Ale to nie jest nadrzędny cel, to się dzieje raczej przy okazji. Dzięki temu rozwojowi braki i dychotomie przestają istnieć. Twoje dążenia i cele nie opierają się tylko na ego, powierzchowność nie jest ważna. Niezbyt Ci zależy na byciu sławnym, popularnym albo na tym żeby mieć jakieś ogromne osiągnięcia i usatysfakcjonować swoje ego czy z czegoś się wyleczyć. Nie chodzi też o wielkie pieniądze ani o sukces, chociaż jeżeli tworzysz wartościowe rzeczy dla ludzi to to po prostu się pojawia. Nie ma tu potrzeby porównywania się do innych, bo rozumiesz, że to nie jest porównywalne. Jedna osoba może z pasją pracować przy produkcji domowych dżemów w Bieszczadach a druga w wielkiej korporacji usprawniać jakieś procesy. Da się to porównać? Nie bardzo. Czy jedna osoba jest lepsza od drugiej? Nie, po prostu są inne – jak jabłka i pomarańcze. Prawdziwy wzrost nie dba o takie rzeczy, nie dba o prestiż i jest zbalansowany – nie ma w tym obsesji maksymalnego rozrastania się ani strachu przed wzrostem. Nie jest też ważne to czy idzie szybciej czy wolniej, nie ma w tym takiej oceny. Poza tym czasem korzystnie jest się cofnąć nawet i nie jest to w przypadku prawdziwego rozwoju żaden problem. Taki wzrost nie czeka na akceptację ze strony innych, to nie jest ważne, Twój prawdziwy wzrost tego nie potrzebuje do niczego. Nie potrzebuje żeby ktoś uznał, że to ma sens. Nie dba ani o nazwę ani o wielki postęp, nie ma problemu z przestojami. Przynosi za to dużą wolność i jest blisko rzeczywistości to znaczy, że z jednej strony nie popada w żadne skrajności nie ma w tym  wielkiego optymizmu ani z drugiej strony w skrajny pesymizmu. Jest zrównoważony. Polega na przyjmowaniu wszystkiego, też tych rzeczy, które Ci się nie podobają, jako części całości ze świadomością, że jeżeli chcesz możesz je zmienić. Poza tym taki rozwój nie jest egoistyczny, chociaż może się taki wydawać. Tak naprawdę taki rozwój pozytywnie wpływa na ludzi wokół Ciebie też. Taki wzrost akceptuje paradoksy i pozornie skrajne rzeczy, które w rzeczywistości są po prostu dwoma stronami tego samego medalu. Bez dnia nie ma nocy, bez hałasu nie ma ciszy. To nie są przeciwieństwa, to są dwie strony tego samego medalu tak jak to co w Tobie Twoim zdaniem złe i to co dobre.

Krótko mówiąc chodzi o dobrze rozumianą akceptację, przyjmowanie. Bo akceptacja usuwa dychotomie a przez to naszą własną niechęć do samych siebie. W ten sposób przestajemy kierować jedną część siebie przeciwko drugiej w pogoni za naprawieniem się. Traktujemy je jako dwie strony tego samego medalu. I tak jest lepiej, bo paradoksalnie trzymanie się dychotomii utrwala w nas to czego chcemy się pozbyć. Utrwala to co chcemy poprawić czyli utrwala to co według nas jest z nami nie tak. Zostawienie tego takim jakim jest, brak walki i akceptacja, to wywołuje zmianę. To jest bardzo głęboki temat, kompletnie sprzeczny z tym, co wydaje nam się skuteczne. Ten temat wymaga kontemplacji, wymaga przyjrzenia się sobie, ale myślę, że sporo osób w końcu dochodzi do takiego samego wniosku. Chociaż nie jest to łatwe, bo on nam się wydaje bez sensu, ale tak samo bez sensu są te fantazje o uleczeniu a jednak w to brniemy. Nawet do końca nie wiemy czego właściwie nam potrzeba żeby się uleczyć i jak to osiągnąć. A i tak ciągle wpadamy w tę pułapkę problemów i rozwiązań aż w końcu dociera do nas, że to nie działa. Jeżeli czujesz się zmęczony tym, że nigdy jak do tej pory nie byłeś w stanie wyleczyć się z tego, co postrzegasz jako swój problem, swoją chorobę to może przyszedł czas na spróbowanie czegoś nowego – nawet jeżeli to coś wygląda mało skutecznie na pierwszy rzut oka.

Wielu duchowych nauczycieli mówi o tych rzeczach, wielu duchowych nauczycieli jest też delikatnie mówiąc sceptycznie nastawiona do rozwoju osobistego. Krytykują rozwój osobisty jako dokarmianie, wzmacnianie i udoskonalanie fałszywej tożsamości czyli ego – naszej maski. I jeżeli popatrzymy na rozwój przez pryzmat fałszywego rozwoju to kompletnie się z tym zgadzam. Ale kiedy ja mówię o rozwoju osobistym i o tym jak to rozumiem, to mam na myśli połączenie obu światów. Możemy korzystać z narzędzi rozwojowych żeby rozwijać skutecznie to, co już w sobie mamy. Nie ma tu sprzeczności i konfliktu, chyba że zaangażujesz się w fałszywy rozwój i zabierzesz się za naprawianie i polerowanie ego. Wpadniesz wtedy pułapkę niekończącego się poprawiania i myślenia, że się rozwijasz kiedy w rzeczywistości będziesz szukał w błocie diamentu, który masz w kieszeni. Jeżeli zajmiesz się prawdziwym, autentycznym wzrostem, który prowadzi do ekspansji tego, co masz już w sobie, Twoje niedoskonałości przestaną być problemem, staną się elementem całości, który będziesz mógł zmienić z pozycji pełni i akceptacji, bez nienawiści i to będzie tylko element Twojego prawdziwego rozwoju a nie cel sam w sobie.

MAGDA ADAMCZYK

12 Komentarze

  1. Kasia pisze:

    Pani Magdo, bardzo dziękuję za wszystkie filmiki i za to, że wciąż chce się Pani to dla nas wszystkich robić. Pozdrawiam 😉

  2. Piotr pisze:

    NIessamowita, a zarazem prosta perspektywa. Ten temat jest niczym szklana ściana, chcemy gdzieś tam dojść, ale to coś widzi nas też zza szklanej ściany…

  3. Beata pisze:

    Od pewnego czasu stawiam sobie pytania, Dziwne to uczucie na początku. Coraz częściej zatrzymuje się na dwóch bo coraz bardziej zaczyna do mnie docierać, że przez całe swoje życie robiłam wszystko dla swojego ego a teraz przyszedł czas na zrobienie czegoś dla mnie.. Całe dotychczasowe życie uważałam, że najważniejsze są cele i ich realizacja, co też czyniłam. Jednak co dziwne , nie dały mi one tego poczucia, które szukam. Poznałam smak pieniędzy, władzy, rywalizacji ale czy przez to czułam się naprawdę szczęśliwa? Nie i to własnie skłoniło mnie do tego, aby zadać sobie najważniejsze pytania Kim Jestem i do czego zostałam stworzona.? To niesamowite, że mam 53 lata i dopiero teraz zadaję sobie to pytanie. Jeszcze bardziej niesamowite jest, że mam czas, żeby znaleźć odpowiedź, ale najbardziej niesamowite jest to, że nawet jeżeli nie znajdę odpowiedzi na te pytania to droga , którą zamierzam przejść już mi się podoba.
    Dziękuję Magda

  4. Małgorzata pisze:

    Wow…. Jak zawsze prawda, prawda i tylko prawda. Ale też wyższa szkoła jazdy. Wydaje mi się też niezwykle trudna, ponieważ żyjemy wśród ludzi o kompletnie innym sposobie myślenia, w związku z czym jesteśmy samotni i niezrozumiani w swoim dążeniu do rozwoju. Co zdaje się jest nieodłącznym elementem wzrostu…

  5. Komentarz do Najważniejszy Błąd pisze:

    Bardzo odważny temat. Dobrze było go wysłuchać do końca. Daje dużo do myślenia ale takiego myślenia, które wszystko podważa i stawia znaki zapytania. Gratuluje odwagi podjęcia tematu, który w dzisiejszych czasach jest chyba bardzo niepopularny. Dla mnie temat bardzo ważny . Ale mam wrażenie ze trzeba do niego dorosnąć, bo wychowywani jesteśmy w odwrotny sposób. I ciezko na początku iść pod prąd, przeciwko oczekiwaniom, choćby rodziców. Naprawdę dobrze było tego posłuchać, bo gdzies w środku poczułam ulgę i zrozumienie tego , co się dzieje wokół mnie. Dziekuje.

  6. Agnieszka pisze:

    Witaj, to o czym mówisz jest bardzo istotne. Czy prawdziwy rozwój ma coś wspólnego z treningiem uwaznosci, życiem w teraźniejszości?

  7. Piotr pisze:

    To tak jak jeden „guru rozwoju osobistego” w tym kraju twierdził, iż trzeba wstawać o 5:30 rano żeby mieć sukcesy. Tylko, że ja np. pracując i uprawiając sport takie rady mogę wrzucić do kosza. Bo, gdy przychodzę z popołudniowej zmiany o godzinie 0:00 i zanim usne i przygotuję się do snu to miałbym niby spać 5 godzin? I co wtedy mam już czuć się wybrakowany i mieć do siebie pretensje, bo nie wstaje tak jak ten pan zaleca (gdzie on sam to wyczytał w książce innego guru)?
    Wolę wstać o 7:30 żeby być zregenerowanym, mieć energię na trening z rana, a nie dlatego, że jestem leniwy. I to jest ok uważam. Znalezienie balansu między wysiłkiem, a odpoczynkiem, a nie ślepe brnięcie w rady guru od złego rozwoju osobistego jak to napisała Pani Magda.

  8. zosia pisze:

    Sporo zrozumiałam. Muszę coś w sobie zmienić

  9. Karol pisze:

    Kolejny raz jestem pod wrażeniem, Twojej wypowiedzi Magdo, dziękuję.

  10. Elżbieta pisze:

    Słuchając i oglądając Twoje filmy Magdo,jestem pod ogromnym wrażeniem,nie szukam zmian siebie jestem jaka jestem i to mi wystarczy
    mam wady,ale mam również zalety jak każdy z nas.Dziękuję!!!

    Pozdrawiam
    Ela

  11. Hanna pisze:

    Jak to mówi mój nauczyciel tai chi, „Nie czekasz na cud. Jedziesz z tym, co jest.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *